maz bozy

? a 7r ;l I j t ru 'ti Sak o cu le Dla im tce @

1 Mąż Boży SZKICE TEOLOGICZNO-DUSZPASTERSKIE O OJCU STANISŁAWIE PAPCZYŃSKIM

2

3 MĄŻ BOŻY SZKICE TEOLOGICZNO-DUSZPASTERSKIE O OJCU STANISŁAWIE PAPCZYŃSKIM Pod redakcją Andrzeja Pakuły MIC Wydawnictwo Księży Marianów MIC i Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich WARSZAWA 2007

4 © Copyright by Wydawnictwo Księży Marianów MIC, Warszawa 2007 I str. okładki Portret o. Stanisława Papczyńskiego, autorstwa Roberta Olivera Skempa, 1984; Dom zakonny Księży Marianów w Stockbridge, MA – USA IV str. okładki Gwiazda dziesięcioramienna – symbol dziesięciu cnót NMP; polichromia w kościele mariańskim z 1776 r. w Goźlinie Opracowanie redakcyjne Grażyna Michalak Projekt okładki Cezary Urbański Skład komputerowy i redakcja techniczna Eliza Wiśniewska Imprimi potest ks. Paweł Naumowicz, Prowincjał Warszawa, dnia 24 lipca 2007 r. Nr 214/07 1650/K/708 Druk i oprawa: Drukarnia TERCJA – Warszawa ISBN 978-83-7502-091-5 ZAMÓWIENIA PROMIC Spółka z o.o. Oddział w Warszawie Wydawnictwo Księży Marianów MIC 02-914 Warszawa, ul. Św. Bonifacego 9/1 tel. (0-22) 651 90 54 [email protected] www.wydawnictwo.pl

5 SŁOWO WSTĘPNE Droga na ołtarze założyciela Zgromadzenia Marianów o. Stanisława Papczyńskiego była tak długa, że można by sądzić, że jemu samemu (w niebie, oczywiście) nie bardzo na tym zależało. Początki nie były najgorsze. Cztery lata po śmierci (zm. 17 września 1701) powstała pierwsza jego biografi a pióra franciszkanina o. Mansueto Leporiniego (1705). Sprawa powoli, ale się posuwała, bo niespełna 50 lat później (w 1751) prokurator zakonu o. Kazimierz Wyszyński podjął (w Rzymie) pierwsze kroki zmierzające do otwarcia procesu beatyfi kacyjnego. Skutecznie. W 1767 r. odbyła się pierwsza sesja Poznańskiego Informacyjnego Procesu Beatyfi kacyjnego. O prowadzonych w tym czasie staraniach świadczy m.in. skierowana do Stolicy Świętej petycja (ktoś musiał o jej powstanie zabiegać), dotycząca kanonizacji i beatyfi kacji o. Stanisława Papczyńskiego, przedłożona 20 grudnia 1764 r. przez Sejm koronacyjny króla Stanisława Augusta Poniatowskiego: Zakładając wielką ufność uszczęśliwienia Rzplitey w intercessyi sług Bożych za Nami, starać się będziemy wnieść instancyą do Stolicy Apostolskiey o kanonizacyą Błogosławionych Jana Kantego, Jana z Dukli, Kadłubka de Rossis, tudzież beatyfi kacyą cudami slynącego Polaka Stanisława Papczyńskiego, fundatora zakonu Kleryków regularnych sub titulo Immaculatae Conceptionis Beatissimae Virginis Mariae, y Andrzeja Bobolego Societatis Jesu. Trudno dziś ocenić, jakie znaczenie miała sejmowa petycja, jednak pozostaje faktem, że wszyscy wymienieni w niej kandydaci na ołtarze, zostali beatyfi kowani i następnie (z wyjątkiem Wincentego Kadłubka) kanonizowani, poza jednym... Stanisławem Papczyńskim, który na beatyfi kację miał jeszcze poczekać 243 lata. Swoją drogą, cóż to były za czasy! Sejm zabiegał o beatyfi kację świątobliwych rodaków, a w 1791 r. Sejm Czteroletni uchwalił wystawienie świątyni Opatrzności Bożej jako wotum za dar wolności, dzięki której została uchwalona Konstytucja 3 Maja. Tymczasem sprawa beatyfi kacji Stanisława Papczyńskiego posuwała się z trudem. W 1767 r. proces został przerwany z powodu uwięzienia przez Moskali bp. Józefa Załuskiego, przewodniczącego trybunału. Udaje się jednak doprowadzić proces do końca i w 1769 r. przesłać akta do Rzymu. W 1775 r. Watykańska Kongregacja Rytów aprobowała pisma o. Papczyńskiego. Ostatni dokument w tej sprawie (1775) zawiera zarzuty Promotora Wiary, podważające argumenty przemawiające za świętością Papczyńskiego. I potem następuje 177 lat ciszy. W sprawie procesu nic się nie dzieje aż do 1952 r., kiedy to kapituła generalna marianów znów ustanawia postulatora, który ma podjąć zagrzebaną w aktach Kongregacji

6 sprawę beatyfi kacji. Czemu tak się działo? Historycy wskazują na różne przyczyny. Polityczne: wojny, niewole i w ogóle wstrząsy w kraju, także na perturbacje w funkcjonowaniu założonego przez o. Papczyńskiego Zgromadzenia, i wreszcie na carski ukaz o kasacie zakonu (1864), który – jak się zdawało – sprawę beatyfi kacji zamknął defi nitywnie. W 1909 r. Zgromadzenie Marianów zostało (konspiracyjnie) odnowione, i rozpoczął się nowy rozdział jego historii. Odnowiciel Zgromadzenia, ks. Jerzy Matulewicz, pod czujnym okiem Stolicy Apostolskiej – o czym świadczą dokumenty – zachowując dziedzictwo mariańskie, przystosował je do warunków politycznych i potrzeb apostolskich pod panowaniem rosyjskim w ramach Kościoła powszechnego ówczesnej epoki. Szczęśliwie pamięć o Założycielu z pietyzmem pielęgnowano. Świadczy o tym choćby to, że do Konstytucji odnowionego Zgromadzenia dołączono, jako podstawę specyfi cznej duchowości, obowiązującą dawnych marianów Regułę dziesięciu cnót Matki Boskiej. Napisany przez ks. Sydrego, marianina, życiorys o. Stanisława Papczyńskiego był obowiązkową lekturą nowicjacką, a przechowujący doczesne szczątki Założyciela kościółek Wieczerzy Pańskiej na peryferiach Góry Kalwarii marianie otaczali opieką. Pamiętam organizowane przez marianów w latach 40. (XX w.) ogromne doroczne pielgrzymki do Góry Kalwarii (marianie nie mieli tam jeszcze własnej placówki), w której licznie uczestniczyli mieszkańcy Warszawy i okolic. Wynajmowano cały skład wąskotorowej kolejki i z warszawskiego Dworca Południowego tłumy jechały do grobu o. Stanisława. A jednak on sam, o. Papczyński, był mało znany na większą skalę. Szerzeniu znajomości jego osoby i myśli towarzyszył minimalny wysiłek poznawczy. Pism, w większości w języku łacińskim, niemal nikt nie czytał, a barokowy język i XVII-wieczna retoryka raczej do lektury nie zachęcały. Teksty, nawet te w języku polskim, nie były dostępne, tłumaczeń brakowało. Jednocześnie dynamiczna, by nie rzec, profetyczna wizja Odnowiciela zdawała się wystarczać dla duchowego rozwoju Zgromadzenia. Także styl życia zakonnego marianów po odnowieniu tak bardzo odbiegał od XVII-wiecznego stylu dawnych marianów, że – jak sądzę – dla wielu była to prehistoria. Traktowana z szacunkiem, jako prehistoria własna, jednak mająca niewiele wspólnego z dniem dzisiejszym. Świadomość, że wstępujemy do odnowionego Zgromadzenia, sprawiała, iż zainteresowanie epoką sprzed odnowy schodziło na dalszy plan. Owszem, pielgrzymowaliśmy do grobu Założyciela, modliliśmy się o jego beatyfi kację, ale wspólnota żyła duchem znacznie bliższego i bardziej zrozumiałego Jerzego Matulewicza. Piszę o tym we wstępie do książki, która w znacznym stopniu jest dokumentem późniejszego przełomu w świadomości mariańskiej wspólnoty. Przełom, oczywiście, był rezultatem wznowienia procesu beatyfi kacyjnego, ale też niebywałej pasji kilku marianów, którzy poznaniu i przybliżeniu innym postaci Ojca Papczyńskiego poświęcili wiele lat swego życia.

7 Książka ta jest świadectwem fascynacji duchowych synów, którzy po latach ignorancji odkrywają ojca. Czytelnik ich oczami spogląda na Stanisława Papczyńskiego z coraz innej strony, odkrywa jego aktualność (np. w arcyciekawych „Czytankach okolicznościowych – majowych, czerwcowych itp.), jego duchowość, religijność, teologię (odczytywaną zresztą niekiedy dość krytycznie) i ostatecznie jego samego jako człowieka. Ojciec Papczyński był człowiekiem niezwykłym, a także dość niezwykłym kandydatem na ołtarze. Syn wiejskiego kowala spod Nowego Sącza, uparty góral, pokonał pierwsze trudności związane z nauką i już jako piętnastolatek, powodowany chęcią zdobywania wiedzy, opuścił dom rodzinny. Potrafi ł oprzeć się stanowczo próbom molestowania go przez nauczyciela. Przez pewien czas żył jak kloszard, ciężko chorował i wreszcie, idąc za głosem powołania, wstąpił do młodego wówczas zakonu pijarów. Dość szybko rozpoznano w nim wzorowego zakonnika o wybitnych zdolnościach. To jednak nie koniec. Z zakonu, już po złożeniu ślubów, występuje, zresztą, z punktu widzenia kościelnego, całkowicie lege artis. Decyzję tę poprzedziły ostre konfl ikty ze wspólnotą, których tło do dziś nie jest całkowicie jasne. Być może chodziło o reakcje młodego zakonnika na brak obserwancji zakonnej we wspólnocie, może o sprzeciwy na zależność polskiej wspólnoty od przełożonych innych nacji, dość, że oskarżony o nieposłuszeństwo, Papczyński na długi czas poszedł siedzieć do karceru, zyskując określenie „turbator provinciae”. Ostatecznie opuścił zakon, by – jak powiada – oszczędzić wspólnocie dalszych niepokojów. Absolutnie nie zainteresowały go otwierające się przed nim perspektywy „kościelnej kariery”. Nie miał wątpliwości, co ma uczynić, wiedział, że jego powołaniem jest założyć zakon. Bez kandydatów, bez kościelnych gwarancji, że się to uda, złożył odpowiednie śluby, przywdział nowy, biały habit, obmyślał regułę i szukał towarzyszy. Patrząc po ludzku, to mu się nie mogło udać. Zwłaszcza, że Watykan był w owym czasie przeciwny powstawaniu nowych zakonów i tworzeniu nowych zakonnych reguł. Papczyński miał trudny, gwałtowny i weredyczny charakter, jednocześnie jednak czymś ludzi porywał. Gromił np. (w zachowanych kazaniach) nadużycia szlachty i magnaterii, nawet spierał się z królem, a jednocześnie był poszukiwanym także wśród jaśnie wielmożnych spowiednikiem, cenionym kaznodzieją i czytanym autorem. Kiedy z młodą wspólnotą osiadł w podwarszawskiej Nowej Jerozolimie (dzisiejszej Górze Kalwarii), zbudowanej w duchu ówczesnej pobożności przez zaprzyjaźnionego bp. Wierzbowskiego, do obsługi otrzymali małą, położoną za miastem wśród bagien, kapliczkę – Wieczernik, od której rozpoczynały się dróżki Męki Pańskiej. I choć inne zakony miały w mieście okazałe kościoły, dziś ocalały z nich tylko dwa, i ubogi Wieczernik. Zakon też ocalał, choć nigdy zbytnio się nie rozrósł. Miał służyć ubogim i sam był ubogi, pomagać proboszczom oraz intensywnie modlić się za zmarłych. No i miał jeszcze w zamyśle pierwszy cel o. Papczyńskiego: głosić cześć Niepokalanego Poczęcia

8 Matki Bożej. Ten właśnie cel jest, jednym spośród wielu, dowodem wewnętrznej wolności o. Stanisława. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu nie był przecież jeszcze ogłoszony i uznanie tej prawdy było w Kościele przedmiotem ostrych kontrowersji. Wybór celu i nazwy nowego zakonu dowodzi ogromnej wewnętrznej odwagi i wolności. Któż bowiem w Kościele zakładając nową instytucję, już na wstępie angażuje ją w teologiczne kontrowersje? Następująca po 240 latach od pierwszego procesu beatyfi kacja mówi o tym, co w Kościele się zmienia, a co jest niezmienne. W drodze na ołtarze Odnowiciel Zgromadzenia o 20 lat wyprzedził Założyciela. Widzę w tym znak z Nieba. Tylko, że znaki z Nieba trzeba umieć czytać. Adam Boniecki MIC* * Ks. Adam Boniecki MIC, przełożony generalny Zgromadzenia Księży Marianów w latach 1993-99, redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego, Kraków.

9 NOTA REDAKCYJNA Perspektywa beatyfi kacji Stanisława Papczyńskiego i związane z tym pragnienie zgłębienia jego spuścizny skłoniły członków założonego przezeń Zgromadzenia do podjęcia refl eksji teologiczno-pastoralnej nad jego życiem i działalnością. I taki jest motyw dominujący niniejszej książki, składającej się z materiałów różnej proweniencji. Część pierwsza zatytułowana „Charyzmat o. Stanisława Papczyńskiego w interpretacji teologicznej” to głównie materiały – wraz z dyskusją – z sesji teologicznej, jaka odbyła się 31 marca 2007 r. w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Marianów w Lublinie. Dołączone artykuły T. Rogalewskiego MIC, J. Kosmowskiego MIC, A. Pakuły MIC i Z. Proczka MIC to tematyczne opracowania kilku aspektów duchowości Stanisława Papczyńskiego lub też duchowości założonego przez niego Zgromadzenia Księży Marianów. Wartością tej części jest wieloaspektowość ujęcia, niekiedy dość nowatorskiego, i niezbyt długie teksty. Część druga: „Charyzmat o. Stanisława Papczyńskiego w interpretacji duszpasterskiej”, zawiera materiały pastoralne, przygotowane z myślą o duszpasterzach, jakkolwiek mogą one owocnie służyć również osobistej lekturze duchowej. Kazania, konferencje duchowe, konspekty katechez, czytanki na nabożeństwa majowe, czerwcowe lub inne to zwykłe formy przepowiadania, stąd pomysł ich opracowania i umieszczenie w prezentowanej książce. Warto jednak zwrócić specjalną uwagę na jedną propozycję: są to kazania pasyjne na Gorzkie żale, przygotowane na wszystkie niedziele Wielkiego Postu, osobiście napisane – a niektóre z pewnością również wygłoszone – przez o. Stanisława Papczyńskiego. Przy bliższej lekturze jego dzieł, w tym także m.in. proponowanych kazań, okazuje się, jak bardzo aktualne i ponadczasowe jest doświadczenie wiary świętych, pomimo upływu czasu i jakże szybko zmieniających się warunków i okoliczności życia. Trzeba zauważyć, że wszystkie zachowane do dziś pisma o. Papczyńskiego napisane zostały w języku łacińskim, choć jak wiadomo, pisał on także w języku polskim. Autorzy prezentowanych tu prac korzystali z przygotowywanych do druku tłumaczeń, które ukażą się w najbliższych dniach w jednej pozycji pt. Pisma zebrane. Jest to dzieło zespołu sześciu osób, duchownych i świeckich. W trakcie przygotowywania niniejszej książki tłumaczenia dostępne były tylko w wersji elektronicznej, co z konieczności nie daje możliwości ścisłej lokalizacji cytowanych źródeł w wersji polskiej. Z tego powodu, jak się wydawało, rozsądniejszym rozwiązaniem było odwołanie się do krytycznego wydania pism w wersji łacińskiej z podaniem odnośników nie do stron, ale do rozdziałów czy

10 – w przypadku rękopisu – foliałów, cytowanych pozycji. Wyjątkiem jest zbiór kazań ks. T. Rogalewskiego w Części drugiej, gdzie tłumaczenia cytowanych fragmentów pism o. Papczyńskiego są dziełem autora kazań. Zróżnicowane przeznaczenie prezentowanych materiałów skłoniło Redakcję do zastosowania niejednakowych wymogów w odniesieniu do cytowanych źródeł. Typowym tego przykładem są konferencje duchowe ks. J. Wałaszka, w których cytowane źródła, w tym także odnoszące się do pism o. Papczyńskiego, nie są tak precyzyjne, jak to było konieczne w części poświęconej refl eksji teologicznej. Ponieważ wszystkie cytaty biblijne zawarte w przygotowywanych do wydania tekstach polskich o. Papczyńskiego są zaczerpnięte z polskiego przekładu Wulgaty dokonanego przez ks. Jakuba Wujka SJ, w uwspółcześnionej wersji językowej (wyd. III, Kraków 1962), zachowano je w niezmienionej wersji. Natomiast cytaty biblijne znajdujące się w opracowaniach pochodzą z Biblii Jerozolimskiej, Pallotinnum, Poznań 2006, chyba że zaznaczono inaczej. Andrzej Pakuła MIC* * Ks. lic. Andrzej Pakuła MIC, radny generalny Zgromadzenia Księży Marianów, Rzym.

11 WYKAZ SKRÓTÓW CP — Christus Patiens, Septem Discursibus Quadragesimali Paenitentiae accomodatis, Devotae Piorum considerationi Propositus per Patrem Stanislaum a Iesu Maria Sacerdotem Polonum (Chrystus cierpiący), Varsaviae 1690; wydanie krytyczne łacińskie: Varsaviae 1998. D — Dyrektorium Księży Marianów, w: Konstytucje i Dyrektorium Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia NMP, Warszawa 1991. FDR — Fundatio Domus Recollectionis (Założenie domu skupienia) [Eremo Corabieviensi 1675]; wydanie krytyczne łacińskie: K. Krzyżanowski MIC, Scripta Historica, Varsaviae 1999, s. 75-96. IC — Inspectio cordis, Stanislai a Iesu Maria Congregationis Immaculatae Conceptionis Clericorum Recollectorum, ex Scholis Piis Praepositi – Recollectiones pro Dominicis et Festis totius anni et Menstruis exercitiis tumulturaria opera consutatae (Wejrzenie w głąb serca) [1679-85], rkps 523, Biblioteka Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie; wydanie krytyczne łacińskie: Varsaviae 2000. K — Konstytucje Zgromadzenia Księży Marianów, w: Konstytucje i Dyrektorium Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia NMP, Warszawa 1991. List do marianów — List do marianów w pustelni Korabiewskiej – w: Scripta Historica, edidit K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 107-111. List do współbraci marianów — List do współbraci marianów – w: Scripta Historica, edidit K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 123-125. NV — Norma Vitae Religiosae Congregationi B. V. Mariae Sine labe Conceptae Eremitarum Marianorum fi delibus defunctis praecipue Militibus et peste sublatis Suffragantium Proposita et ab Eminentissimo et Reverendissimo Domino Domino Leandro Cardinali Colloredo ex Commissione Sacrae Congregationis Regularium et Episcoporum Correcta Romae Anno Domini 1694 (Reguła życia), rkps A LIX Archiwum Archidiecezji Lubelskiej; wydanie krytyczne łacińskie: K. Krzyżanowski MIC, Norma Vitae et alia Scripta, Varsaviae 2001, s. 11-64. Oblatio — Oblatio (Ofi arowanie siebie) [Casimiriae ad Cracoviam, 11 XII 1670]; wydanie krytyczne łacińskie: K. Krzyżanowski MIC, Scripta Historica, Varsaviae 1999, s. 25-30.

12 OC — Orator Crucifi xus sive Ultima Septem Verba Domini nostri Iesu Christi, totidem piis discursibus exposita per R. P.Joannem Papczyński, Presbyterum Polonum (Ukrzyżowany Mówca), Cracoviae 1670; wydanie krytyczne łacińskie: Varsaviae 1998. PRA — Prodromus reginae artium sive informatio tyronum eloquentiae (Zwiastun królowej sztuk), Varsaviae 1663; Varsaviae 16642; 16653; Cracoviae [1669]4; wydanie krytyczne łacińskie: Varsaviae 2001. Praecepta — Praecepta (Rozporządzenia dla pustelni Korabiewskiej), w: Scripta Historica, K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 145-149. Secreta Conscientiae — Secreta Conscientiae ad Reverendum Patrem N.N. Poloniae V[icarium] meum in Spiritualibus Magistrum (Tajemnice sumienia), w: Scripta Historica, edidit K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 1-4. TDM — Templum Dei Mysticum quod in homine christiano demonstravit R.P. Stanislaus a Iesu Maria Presbyter Polonus (Mistyczna świątynia Boga), Cracoviae 1675; Varsaviae 17412; 17473; wydanie krytyczne łacińskie: Varsaviae 1998. Testament I — Testamentum primium (Testament pierwszy) w: Scripta Historica, edidit K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 117-122. Testament II — Testamentum alterum (Testament drugi), w: Scripta Historica, edidit K. Krzyżanowski MIC, Varsaviae 1999, s. 131-142. Triumphus — Triumphus sine originali macula conceptae Magnae Virginis, nova methodo, celeberrime adornatae, 1669, w: D.C. Kochanowski, Novus Asserendae Immaculatae Conceptionis Deiparae Virginis Modus (Triumf bez zmazy pierworodnej poczętej wielkiej Dziewicy), Cracoviae 1669, s. XVIII-XIX; wydanie krytyczne łacińskie: K. Krzyżanowski MIC, Norma Vitae et alia Scripta, Varsaviae 2001, s. 147-154. VW — Vita Venerabilis Servi Dei Patris Stanislai a Iesu Maria Qui Congregationem Religiosorum Marianorum (...) instituit, Composita per Patrem Casimirum Wyszyński (1754). Tekst polski w: Stróż duchowego dziedzictwa marianów. Wybór pism o. Kazimierza Wyszyńskiego, tłum. i oprac. Z. Proczek MIC, Warszawa – Stockbridge 2004, s. 49-142. Oprócz powyższych zastosowano skróty powszechnie znane i przyjęte, jak również podane w broszurze: Encyklopedia Katolicka, Wykaz skrótów, KUL, Lublin 1993.

13 CZĘŚĆ PIERWSZA CHARYZMAT OJCA STANISŁAWA PAPCZYŃSKIEGO W INTERPRETACJI TEOLOGICZNEJ

14

15 Andrzej Pakuła MIC DLA CHRYSTUSA I CZŁOWIEKA W POTRZEBIE1 Stanisław od Jezusa i Maryi (imię chrzcielne Jan) Papczyński – ksiądz i założyciel pierwszego męskiego zakonu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów – jest twórczym reprezentantem polskiej szkoły duchowości, zwłaszcza jej rysu pasyjnego i maryjnego, oraz twórcą mariańskiej szkoły duchowości2. Wyróżniał się szczególną wrażliwością na niesprawiedliwość społeczną. Wzrastanie w cnotach i wykształceniu „Dwie są ozdoby, którymi bardzo jaśnieją święte instytuty zakonne: cnota i wykształcenie” – tak u schyłku życia (1690) zapisał o. Papczyński w jednym ze swoich listów, charakteryzując tym samym także i swoje życie. Urodził się w Podegrodziu w wielodzietnej rodzinie, niedaleko Starego Sącza, dnia 18 maja 1631 r., w czasach, kiedy Rzeczpospolita, jedno z największych wówczas państw w Europie – z obszarem prawie miliona kilometrów kwadratowych, z dumą cieszyła się swoją potęgą i świetnością, i nie zwracano jeszcze większej uwagi na wydarzenia, które dziś oceniamy jako znaki zwiastujące narodowe tragedie i których smutnych skutków, w niedługim czasie, przyszło już doświadczać i o. Stanisławowi. Był to zarazem jeszcze czas wcielania w życie postanowień Soboru Trydenckiego i związanych z tym działań reformy katolickiej. Ojciec Jana, Tomasz, był chłopem i cenionym kowalem, przez kilka lat był sołtysem oraz opiekował się kościołem w Podegrodziu. Matka, z domu Tacikowska, była kobietą pobożną i zaradną. Rodzicie, stosunkowo zamożni jak na swoją pozycję społeczną, nie szczędzili sił i środków na solidne wychowanie i wykształcenie syna, który nie bez sporych trudności uczył się w kolegiach pijarskich i jezuickich, wielokrotnie przerywając studia, początkowo z powodu nieradzenia sobie w nauce, później na skutek wojen i epidemii przetaczających się przez kraj 1 Skrócona wersja tego artykułu znajduje się w: L’Osservatore Romano, 6(294)2007, s. 53-55. 2 Por. J. Misiurek, Mariańska szkoła duchowości oraz tenże: Polska szkoła duchowości, w: Leksykon duchowości katolickiej, Lublin-Kraków 2002, s. 488, 671.

16 i miejsca, gdzie zdobywał edukację. Przerwy w nauce wypełniał pracą fi zyczną i pasieniem owiec, co wiązało się z okresami samotności. Pogłębiało to jego wiarę i poczucie obecności Boga. Po latach wyznał w napisanych dla kierownika duchowego Secreta conscientiae (1565): „Dziękuję przeto Bogu, że to z Jego woli byłem wtedy zobowiązany przez moich Rodziców do pasienia trzody, ponieważ (ośmielam się to ze spokojnym sumieniem oznajmić) przebywając na pastwiskach pośród trzody, zachowałem sumienie czyste i święte! Mój Panie! O co Cię pokornie błagam, to aby tego rodzaju opatrzność Twego Majestatu – czego spodziewam się na przyszłość i w co wierzę – prowadziła mnie aż do końca mego życia, abyś Ty był uwielbiony we wszystkich moich czynach, myślach i słowach”. Jan zdobywał wykształcenie, napotykając liczne przeszkody i z konieczności zmieniając kolegia. Naukę pobierał w kilku ośrodkach, poczynając od szkoły parafi alnej w Podegrodziu, przez Nowy Sącz, Jarosław, Podoliniec, Lwów, Rawę Mazowiecką. Zmiany szkół nierzadko podyktowane były ówczesną sytuacją kraju, i tak m.in. w 1648 r. na skutek grasującej epidemii we Lwowie, zapadł na ciężką chorobę, z której – dzięki pomocy obcych ludzi, wręcz cudownie został uratowany; w 1650 r. przerwał naukę w Podolińcu, ponieważ zbliżająca się od strony Węgier epidemia zmusiła władze do zamknięcia kolegium pijarskiego; z kolei w 1651 r. musiał wraz z innymi uczniami kolegium jezuickiego uciekać ze Lwowa do Rawy Mazowieckiej, ponieważ po klęsce wojsk królewskich pod Batohem do miasta zbliżały się wojska kozackie; podobnie musiał przerwać studia teologiczne w Warszawie, kiedy to w maju 1656 r. na skutek wojny ze Szwecją rozgorzała bitwa o miasto. Trudności w zdobywaniu wykształcenia, choroby oraz osobista troska o wierność Bogu i własnym przekonaniom domagały się wielkoduszności i ogromnego hartu ducha. Zaowocowały tym, że Jan cenił naukę i wykształcenie, był dobrym nauczycielem i wychowawcą młodzieży. Pierwsze powołanie Po ukończeniu retoryki i dwuletniego kursu fi lozofi i w jezuickim kolegium w Rawie Mazowieckiej, w wieku 23 lat Jan wstąpił do Zakonu Szkół Pobożnych (pijarzy), wbrew usilnym zabiegom matki i rodziny, aby go ożenić. Pijarów, którzy w Rzeczypospolitej rozpoczęli swoją działalność w 1642 r. i zdążyli już zdobyć sobie spore uznanie, poznał wcześniej, kiedy w latach 1649-50 uczył się w ich kolegium w Podolińcu; tam też był ich nowicjat. Decyzja była przemyślana i płynąca z wiary. Niewykluczone, że także wzmocniona z powodu konieczności sprzeciwu wobec najbliższych, którzy inaczej widzieli jego przyszłość. Po latach wyznał (FDR, 1675): „Bardzo trudno wyrazić, jak wielce ceniłem moje powołanie, przez samego tylko Boga wzniecone”. Na możliwość wstąpienia czekał kilka lat, ponieważ pijarzy w 1646 r. zostali uznani za stowarzyszenie bez prawa skła-

17 dania ślubów, i taki stan trwał do 1656. Jako zakon maryjny świetnie wpisywali się także w umiłowanie Maryi przez o. Stanisława, w czym był wychowany od dzieciństwa. Pewien wpływ na podjęcie przez niego decyzji miała również postawa pijarów spotkanych podczas studiów w Podolińcu, zwłaszcza zaś o. Opatowskiego, o czym wspomina sam o. Stanisław w Apologia pro egressu e Scholis Piis (1671). Nadto ich oddanie kształceniu młodzieży zaniedbanej i biednej, w tym pochodzenia chłopskiego, oraz zawarta w duchowości idea „najwyższego ubóstwa”, spowodowała, że Jan odnajdywał się całkowicie w tej wspólnocie i przylgnął do niej sercem. Nazywał swój zakon „Zgromadzeniem najświętszym”, „droższym nad życie”, „najmilszym”. W nowicjacie otrzymał imię zakonne Stanisław od Jezusa i Maryi. W pierwszym roku nowicjatu poczynił takie postępy w życiu zakonnym, iż z początkiem drugiego został skierowany na studia teologiczne do Warszawy, gdzie 22 lipca 1656 r. złożył trzy śluby proste – czystości, ubóstwa i posłuszeństwa oraz przysięgę wytrwania w zakonie do końca życia. Przyjąwszy kilka dni później święcenia niższe i subdiakonat, musiał opuścić klasztor razem z innymi pijarami, ponieważ pod murami Warszawy rozpętała się bitwa z wojskami szwedzkimi. Zakonnicy udali się do Rzeszowa, jednak wkrótce musieli także uchodzić i z tego miasta, ponieważ ze strony Siedmiogrodu zbliżały się wojska Rakoczego, który jako sojusznik Szwecji uderzył na Rzeczpospolitą od południa. Ostatecznie schronili się w Podolińcu, gdzie też z początkiem 1658 r. bratu Stanisławowi zostało zlecone nauczanie retoryki w miejscowym kolegium. Przeniesiony po dwu latach do Rzeszowa, otrzymał to samo zadanie w nowo otwartym kolegium. Dnia 12 marca 1661 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa przemyskiego Stanisława Sarnowskiego, w jego rezydencji w Brzozowie. Po trzech latach pracy jako profesor retoryki w Rzeszowie, został przeniesiony do Warszawy. W poszukiwaniu ewangelicznej doskonałości Po przyjęciu święceń Stanisław od Jezusa i Maryi z całą gorliwością i właściwą jego charakterowi pasją angażuje się w duszpasterstwo. Równocześnie nieustannie poszukuje źródeł ewangelicznej doskonałości i świętości właściwej zakonowi pijarów. Retoryki zaczął nauczać już przed święceniami. Z czasem, dla potrzeb uczniów, opracował i wydał drukiem Prodromus reginae artium (1663), podręcznik retoryki wznawiany później 3 razy. Nauczanie, które daje mu kontakt z młodzieżą, traktuje zarazem jako doskonały sposób formowania nowego pokolenia obywateli Rzeczypospolitej. Stara się ukazywać nie tylko sposób „wygłaszania pięknych mów”, ale wskazówki „do dobrego i szlachetnego życia”, aby wychowankowie „z upływem lat, nabywaniem mądrości i cnót wszelakich stali się kiedyś prawdziwą ozdobą swojej rodziny, prawdziwą ozdobą Rzeczypospoli-

18 tej”. Ma świadomość tragicznej sytuacji państwa: bezustannych i wyczerpujących wojen ogarniających cały kraj, pogłębiania się nędzy społecznej, pustki w kasie królewskiej, zaniedbania w dziedzinie wiary i moralności, nieposkromionych przywilejów szlachty, walk stronnictw, niedowładu sejmu. Do swojego nauczania włącza więc elementy krytyki nierówności i wynaturzeń społecznych i publikuje swoje poglądy w trzech wydaniach podręcznika, gdzie m.in. pisze: „Któż powie, że wolnością jest to, iż żyjemy w sposób bardziej rozpasany niż barbarzyńcy? Prawdziwa wolność polega na przestrzeganiu praw, i to bardziej praw boskich niż ludzkich. Ale wobec tego, czy znajdę w Polsce kogoś – i ilu tam takich będzie – kto z tego tytułu, że jest wolny, nie czułby się skrępowany jakimikolwiek prawami? Jestem – odpowie niejeden – urodzony w rodzinie szlacheckiej i cieszę się wolnością. Któż może narzucić mi jakieś hamulce? Kto może pociągnąć mnie przed sąd? Kto skarze mnie jako winnego? Kto zdoła poskromić buntownika? Jestem wolny, nie uznaję żadnego pana nad sobą, chyba że sam go sobie wybiorę w wolnych wyborach, i to takiego, który pod przysięgą zobowiąże się, że nie będzie mnie karać, choćby widział mą zuchwałość, bo uważam, że z tego powodu, iż jestem wolny, wszystko mi wolno. Co za wspaniała wolność, by nie rzec wprost – samowola”. Krytycznie odnosząc się do liberum veto, z bólem i niejako profetycznie, zauważa: „Któż uwierzy, że właściwe polskiej wolności jest to, że gdy Rzeczpospolita uważa się za najbardziej wolną, wtedy popada w największą niewolę”. Te fragmenty jednak w kolejnym wydaniu zostają usunięte na skutek silnej reakcji szlachty, o czym sam autor wspomina w następnym wydaniu podręcznika. Dziś patrząc z perspektywy historii, wydaje się, że jego poglądy pozostały bez większego wpływu na bieg wydarzeń. Z pewnością także i o. Stanisław musiał mieć to samo wrażenie, ponieważ przyjmując z uległością ocenzurowanie książki, wraz z upływem czasu bardziej zwraca się ku sprawom duchowym, a modlitwą i ofi arą próbuje u Boga wybłagać to, o co wcześniej zabiegał działalnością pisarską. Podejmuje postanowienie, że wszystkie trudności i cierpienia, „i samą nawet śmierć, jeśliby się zdarzyła”, ofi arowuje Bogu za swoje grzechy i „jedynie z miłości ku Niemu” oraz „dla odwrócenia klęsk od mojej Ojczyzny” (Protestatio Romam abeuntis, 1667). Publicznie jeszcze raz, z nadzieją na poprawę losów Rzeczypospolitej, zabrał głos w 1669 r. po wyborze na króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, w którym – jako monarsze „Piaście”, a nie obcym kandydatem – pokładano w kraju spore nadzieje. W imieniu pijarów napisał wówczas na jego cześć panegiryk (Panegyricus Augustissimo Principi Michaeli Korybuth), wydany drukiem w 1669 r. Już od 1663 r. stał się sławny w Warszawie nie tylko jako profesor retoryki i wychowawca studentów, lecz także jako mistrz życia duchowego: kaznodzieja oraz spowiednik. Niektóre kazania wydał drukiem, m.in. Doctor Angelicus (1664), poświęcone św. Tomaszowi z Akwinu, Orator crucifi xus (1670) w formie rozwa-

19 żań ostatnich siedmiu słów Chrystusa. Do jego penitentów należał m.in. nuncjusz apostolski Antoni Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII, oraz, zdaniem wielu historyków, senator Jan Sobieski, późniejszy król. Ojciec Stanisław był również niestrudzonym krzewicielem kultu Najświętszej Maryi Panny, przyczyniając się do rozszerzenia w Warszawie w kościele pijarów bractwa ku Jej czci. Pomimo licznych i odpowiedzialnych zajęć związanych z nauczaniem i duszpasterstwem był bardzo oddany życiu zakonnemu swego instytutu. Jego szczere dążenie do ewangelicznej świętości, poglądy, wierność modlitwie, asceza i sposób postępowania spotkały się z uznaniem znacznej części współbraci. W zakonie powierzano mu zadania: prefekta kolegium, troskę o zbieranie listów postulacyjnych w sprawie beatyfi kacji Józefa Kalasantego, został wybrany jako delegat na kapitułę prowincjalną. Równocześnie jednak narastały kontrowersje. Ojciec Stanisław przejęty duchem założyciela, gorliwie bronił pierwotnej obserwancji Zakonu Szkół Pobożnych oraz prawa wyboru przełożonych prowincjalnych w prowincji. Razem z niektórymi współbraćmi dążącymi do tego samego celu, stanowczo i nieustępliwie występował przeciwko osobom, które skłaniały się do laksyzmu. Jednak ze strony innych współbraci zaczęły pojawiać się oskarżenia o wichrzycielstwo i bunt. Ten okres o. Papczyński nazywa „długotrwałym męczeństwem” (Testament II, 1701). Siły i oparcia szuka w krzyżu Chrystusa. Z tych doświadczeń zrodziła się książka Christus patiens (wydana w 1690), rozważania o męce Pańskiej na podstawie odpowiednich fragmentów Ewangelii. W końcu powodowany prawdziwą miłością, pragnąc przywrócenia spokoju w prowincji podzielonej z powodu powstałych kontrowersji, poprosił w 1669 r. o pozwolenie na odejście z Zakonu Szkół Pobożnych, i otrzymał je dnia 11 grudnia 1670 r. na podstawie breve apostolskiego Cum felicis recordationis. Rok później, w celu wyjaśnienia powstałych nieporozumień i kontrowersji spowodowanych opuszczeniem pijarów, pisze Apologia pro egressu e Scholis Piis. Zakonodawca marianów W trakcie przyjmowania indultu odejścia, w rezydencji pijarskiej w Kazimierzu pod Krakowem, o. Stanisław niespodziewanie wobec wszystkich zgromadzonych osób odczytał Oblatio, to jest przygotowany wcześniej akt całkowitego oddania się Trójjedynemu Bogu i Bogarodzicy Maryi Niepokalanej oraz ogłosił zamiar założenia „Towarzystwa Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia”. Jednocześnie wyznał wiarę w Niepokalane Poczęcie i złożył tzw. „ślub krwi”, tj. gotowość obrony tej prawdy aż do oddania życia. W planach Opatrzności Bożej zakon pijarów był dla o. Stanisława szkołą życia zakonnego, miejscem przygotowania do wejścia w nowe powołanie. Później wyznał, że akt Oblatio uczynił z natchnienia Bożego i że „Boską wizję” nowego zakonu „wyrytą w [jego] duszy

20 (...) ukształtował Duch Boski” (Fundatio Domus Recollectionis, 1675). Zaraz też po opuszczeniu pijarów rozpoczął poszukiwania sposobów realizacji tych zamierzeń, i z tego powodu nie przyjął zaproszeń kilku zakonów, które chciały go przyjąć do swoich wspólnot, oraz odrzucił proponowane mu przez niektórych biskupów benefi cja. Przy wsparciu biskupa poznańskiego, Stefana Wierzbowskiego, zamieszkał na terenie jego diecezji w posiadłości Karskich, w Luboczy na Mazowszu, i w 1671 r. przywdział tam biały habit ku czci Niepokalanego Poczęcia. Dla przyszłego zgromadzenia przygotowywał też nową regułę i nazwał ją Norma vitae. Aby dać początek swojemu instytutowi, udał się do małej pustelni wspólnoty eremitów w Puszczy Korabiewskiej (dziś Puszcza Mariańska) i zaproponował im swoją wizję życia zakonnego. „Eremici marianie” otrzymali aprobatę kościelną 24 października 1673 r. na mocy dekretu bp. Stanisława Święcickiego podczas wizytacji archidiakonatu warszawskiego w diecezji poznańskiej. Natomiast ze strony władz świeckich marianie uzyskali akceptację prawną na mocy dokumentu jednej z sesji sejmu Rzeczypospolitej, wystawionego 24 kwietnia 1677 r. Tego samego roku bp Stefan Wierzbowski podarował marianom kościół Wieczerzy Pańskiej w Nowej Jerozolimie (dziś Góra Kalwaria), przy którym powstał drugi klasztor, a 21 kwietnia 1679 r. kanonicznie erygował Zakon Marianów na terenie swojej diecezji. I chociaż początkowy kształt Zakonu nie był taki, jakim go o. Stanisław zamierzył, to jednak stale szukał on sposobów jego ugruntowania, zabezpieczenia bytu i przyszłego rozwoju; zarazem nie ustawał w nadaniu mu formy nie pustelniczej, w jakiej powstał pierwszy klasztor, ale apostolskiej, na wzór pijarów, których znał i bardzo cenił. Kształtowanie się charyzmatu marianów Zanim Stanisław Papczyński powołał do istnienia Zgromadzenie Marianów, którego pierwszym celem, zawartym już w Oblatio, było szerzenie kultu Niepokalanego Poczęcia NMP, całe półwiecze XVII stulecia nasycane było duchowością maryjną połączoną z różnorodnymi i dość oryginalnymi jej formami, spośród których najbardziej znaczące było niewolnictwo maryjne. Opracowane teologicznie, dość popularne wśród społeczeństwa i propagowane przez jezuitów, miało z pewnością wpływ na śluby Jana Kazimierza i oddanie Rzeczypospolitej w niewolę Maryi. I jakkolwiek duchowość Zgromadzenia Marianów w jakimś stopniu odzwierciedla duchowość i mentalność polskiego Kościoła, to zarazem zauważalne jest, że Zakonodawca marianów nie chciał być prostym kontynuatorem tych idei maryjnych. Swoją uwagę koncentruje bardziej na misterium Niepokalanego Poczęcia, w jakimś sensie odnajdując tam serce chrześcijaństwa: wysłużony przez Chrystusa, darmo dany dar bezmiernej miłości Boga ku człowiekowi, przyjęty przez Maryję jako pierwszą spośród wierzących, w całkowitej miłości i uległości

21 Bogu, przez całe Jej życie. Dlatego też w tym misterium pokładał wielką nadzieję na osiągnięcie dóbr niebieskich, często wołając: Immaculata Virginis Conceptio sit nobis salus et protectio, czyli: „Niepokalane Poczęcie Maryi niech będzie nam zbawieniem i obroną”. Podstawową formę kultu Niepokalanego Poczęcia upatrywał w naśladowaniu ewangelicznego życia Maryi. Jego wrażliwość na działanie Ducha Świętego i znaki czasu, w szczególności na los najuboższych dzieci Kościoła, spowodowały, że w 1676 r. do pierwotnego celu zakonu dołączył jeszcze modlitwę za zmarłych przebywających w czyśćcu, zwłaszcza poległych żołnierzy, ofi ary zarazy i klęsk żywiołowych. Biografowie o. Stanisława opisują wiele mistycznych doznań związanych z czyśćcem, podczas których miał doświadczać cierpień dusz poddanych oczyszczeniu i po których nie tylko sam więcej się modlił i podejmował różne akty pokutne w intencji zmarłych, ale także zachęcał do tego swoich współbraci. Działania te były całkowicie uzasadnione i wręcz konieczne, ponieważ XVII w., a szczególnie druga jego połowa, to okres, w którym z powodu wojen, nędzy, szerzących się epidemii, w niektórych regionach umierało nawet do 60% ludności. O ile bowiem przed wojnami w Rzeczypospolitej było ok. 10 mln mieszkańców, to po wojnach liczba ta zmniejszyła się do ok. 7. Ludzie umierali często nieprzygotowani na śmierć. Pierwsi biografowie o. Stanisława podają także, że on sam bywał na polach bitew, opatrywał rannych żołnierzy, zmarłych grzebał i modlił się za nich. Znamienne są tu opisy jego posługi w czasie walk z Turkami na terenach Ukrainy w latach 1675-76. Założyciel Zakonu Marianów pragnął pomagać proboszczom w pracy duszpasterskiej i gorliwie oddawał się tej działalności apostolskiej. Powszechnie odczuwalny kryzys Rzeczypospolitej owego czasu dotknął także Kościół i ujawnił się nie tyko w zaniedbaniach religijnych, zwłaszcza wśród niższych warstw społecznych, ale również w braku kapłanów; dla przykładu: w Polsce centralnej, w jednej tylko diecezji płockiej, na ogólną liczbę 320 parafi i, 70 było opuszczonych i pozbawionych duszpasterzy. Po złagodzeniu w 1677 r. przez bp. Wierzbowskiego rygoru klauzury w drugim klasztorze w Górze Kalwarii, marianie rozpoczęli z większym zaangażowaniem pracę duszpasterską, zwłaszcza wśród ludu prostego i ubogiego. Z czasem Zakonodawca marianów będzie zabiegał również o zakładanie bractw przy mariańskich klasztorach, aby troską duszpasterską objąć także tych, którzy na sposób właściwy czasom, w którym przyszło im żyć, szukali sposobów większego zaangażowania w dzieła Kościoła i pogłębioną duchowość. W trosce o ich uświęcenie napisał i wydał drukiem w 1675 r. w Krakowie książkę pt. Templum Dei mysticum, gdzie przedstawił model dążenia do świętości wiernych świeckich na podstawie słów św. Pawła, że chrześcijanin jest „świątynią Boga” (1 Kor 3,16). Ojciec Stanisław oddawał się również gorliwie dziełom miłosierdzia, zarówno o charakterze duchowym, jak materialnym. Osoby przychodzące do niego

22 uwalniał od różnych dolegliwości i pomagał im – jak głosi tradycja – także w cudowny sposób. Z tych powodów już za życia uchodził za świętego i nazywany był „ojcem ubogich”, „apostołem Mazowsza”. Widząc zaś, że jedną z konsekwencji nędzy moralnej i materialnej tego czasu stało się pijaństwo, traktowane jako sposób uśmierzenia rozpaczy z powodu nieustannych klęsk i nieszczęść czy to publicznych, czy osobistych oraz na skutek propinacji, czyli nakładanego przez szlachtę na chłopów obowiązku wykupu alkoholu jako sposobu wyjścia z kryzysu ekonomicznego, wiernych zachęcał do życia w trzeźwości, a marianom zakazał używania „gorzałki”. Gorliwie zabiegał, aby swoich współbraci słowem i przykładem prowadzić na szczyty ewangelicznej doskonałości, i upatrywał ją w „czystej, nadprzyrodzonej miłości Boga i bliźniego”. Wizję takiego życia zawarł w poprawianej wiele razy Norma vitae, przedstawionej do aprobaty Świętej Kongregacji Biskupów i Zakonników i „poprawionej” przez kard. Colloreda w 1694 r. oraz w Inspectio cordis, medytacjach skoncentrowanych wokół Eucharystii, opartych na fragmentach Ewangelii na niedziele, święta i poszczególne dni tygodnia. Dalszy rozwój dzieła Po kanonicznym zatwierdzeniu Zgromadzenia w diecezji poznańskiej w 1679 r., jeszcze tego samego roku o. Stanisław Papczyński uzyskał dla swojego zakonu uznanie i przyjęcie pod opiekę ze strony króla Jana III Sobieskiego. Taki status nie dawał jednakże wystarczającego zabezpieczenia przyszłości Zgromadzenia. Z jednej strony bowiem składane przez marianów śluby proste, przez wielu nie były uważane za wiążące, co prowadziło do odejść zakonników, z drugiej zaś nie brakowało przeciwników, którzy nie widzieli potrzeby istnienia kolejnego zakonu. Potwierdzenie swoich przekonań znalazł o. Stanisław z chwilą śmierci bp. Wierzbowskiego, ponieważ jego następca, bp Jan Witwicki, początkowo był przeciwny nowemu zgromadzeniu i zamierzał nawet rozwiązać Zakon Marianów. W 1690 r. o. Papczyński w towarzystwie o. Joachima Kozłowskiego udał się do Rzymu, aby uzyskać papieskie zatwierdzenie Zakonu na podstawie samej Norma vitae, opracowanej jako reguła-konstytucje, ale niefortunnie trafi ł na śmierć papieża Aleksandra VII. Kiedy doszedł do wniosku, że nie uda mu się tego osiągnąć i że w myśl Soboru Laterańskiego IV będzie musiał przyjąć jedną z wcześniej uznanych reguł, wybrał regułę Mniszek Niepokalanego Poczęcia, wspólnoty zakonnej założonej w 1484 r. w Toledo przez św. Beatrycze de Silva. Niestety, okazało się, że reguła ta nie jest dostosowana do zakonów męskich. W czasie oczekiwania na wybór nowego papieża o. Stanisław rozchorował się i musiał wracać do kraju. Zdołał jedynie uzyskać zgodę franciszkanów obserwantów na agregację i opiekę nad Zakonem Marianów, o którą poprosił w 1691 r., zabiegając o bez-

23 pieczny i stabilny rozwój swojej wspólnoty. Po powrocie do kraju, w przekonaniu o zbliżającej się śmierci, napisał Testament I. Wrócił jednak do zdrowia i dalej kierował rozwijającym się Zgromadzeniem. Na wiosnę 1698 r., ponieważ sam nie czuł się na siłach, wysłał do Rzymu prokuratora generalnego, o. Kozłowskiego, z zadaniem uzyskania papieskiej aprobaty, a jesienią tego roku przyjął kolejną fundację w Goźlinie, na Mazowszu. Zatwierdzenie papieskie dla marianów Kozłowski uzyskał w 1699 r., po przyjęciu Regula decem beneplacitorum, napisanej przez bł. Gilberta Nicolasa (†1532) pod bezpośrednim kierownictwem św. Joanny de Valois, i używanej wówczas przez założony przez nią Zakon Dziewicy Maryi (OVM), potocznie zwany anuncjatkami. Dnia 24 listopada 1699 r. Innocenty XII prawnie zatwierdził Zakon Marianów jako historycznie ostatni w Kościele zakon kleru regularnego i polecił nuncjuszowi w Warszawie przyjęcie od marianów uroczystych ślubów zakonnych. Dnia 6 czerwca 1701 r. o. Papczyński złożył uroczyste śluby zakonne na ręce nuncjusza apostolskiego w Warszawie, kard. Franciszka Pignatellego, a miesiąc później, w Wieczerniku, sam Założyciel przyjął profesję zakonną od swoich duchowych synów. Ojciec Stanisław Papczyński był przełożonym generalnym aż do śmierci. Mając świadomość wypełnienia swej misji, często powtarzał słowa starca Symeona (Łk 2,29): „Teraz, o Panie, pozwól odejść słudze Twemu, według Twojego słowa”. Do ostatnich chwil zachował przytomność umysłu, przewidywał też trudności nowej wspólnoty, stąd usilnie zachęcał wszystkich do „miłości Boga i bliźniego, gorliwości w wierze katolickiej, czci, szacunku i posłuszeństwa wobec najświętszej Stolicy Apostolskiej, przestrzegania ślubów, pokory, cierpliwości, wspomagania zmarłych i pokoju ze wszystkimi” (Testament II, 1701). Zmarł 17 września 1701 r. w klasztorze w Górze Kalwarii, ze słowami na ustach: „W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego”. Przedtem pobłogosławił swoich towarzyszy, zachęcił ich do zachowania reguły i konstytucji oraz wyraził gorące pragnienie zjednoczenia z Chrystusem. Założone przez niego zgromadzenie rozwijało się nie bez sporych trudności. W krótkim czasie po śmierci Zakonodawcy przyszedł kryzys, który omal nie doprowadził do przerwania istnienia zakonu. Po przezwyciężeniu trudności wspólnota wyszła z nich umocniona i rozpoczął się jej dynamiczny rozwój na terenach Rzeczypospolitej, w Portugalii i Rzymie. Wiek XIX przyniósł czas ciężkich prześladowań ze strony władz świeckich i związane z tym kasaty klasztorów we wszystkich krajach, gdzie Zakon Marianów istniał. Na początku XX w. pozostał tylko jeden marianin – w Mariampolu na Litwie. Bóg ocalił jednak swoje dzieło, posłużywszy się osobą bł. Jerzego Matulaitisa-Matulewicza, który za zgodą Stolicy Apostolskiej i we współpracy z przełożonym generalnym, wstąpił potajemnie do Zgromadzenia i w ukryciu przed władzami świeckimi przeprowadził jego reformę. Następujący po niej dość szybki rozwój zakonu spowodował, że podejmowano kolejne dzieła w nowych krajach.

24 Historia procesu beatyfikacyjnego Ojciec Stanisław Papczyński zmarł w opinii świętości, obecnej i żywej jeszcze podczas jego ziemskiego życia. Jednak na skutek trudności, jakie po jego śmierci przechodził Zakon Marianów, nie podjęto starań o beatyfi kację Założyciela. Intensywne działania rozpoczął dopiero Sługa Boży Kazimierz Wyszyński, marianin, w połowie XVIII w. Proces informacyjny rozpoczęty w diecezji poznańskiej, trwał od 1767 do 1769 r. Potem akta procesu przesłano do Stolicy Apostolskiej wraz z listami postulacyjnymi, spośród których warto zauważyć uchwałę Sejmu Koronacyjnego Rzeczypospolitej z 1764 r., zatytułowaną „Wniesienie się ad Curiam Romanam o kanonizację i beatyfi kację Stanisława Papczyńskiego”. Dnia 22 lipca 1775 r. Kongregacja Obrzędów wydała dekret super scriptis, stwierdzający, że w pismach o. Papczyńskiego nie ma niczego niezgodnego z wiarą i moralnością. Jednak tego samego roku pomyślnie rozpoczęty proces został wstrzymany, ponieważ nie zdołano wyjaśnić zarzutów stawianych przez promotora wiary. Niestety, zbliżające się wydarzenia wojenne, wpływające na konieczność opuszczenia przez marianów Prokuratury Generalnej przy kościele św. Wita w Rzymie (1798), klęski polityczne Rzeczypospolitej skutkujące rozbiorami i związane z nimi kasaty mariańskich klasztorów doprowadziły do przerwania procesu. Nie zanikła jednak pamięć o świętości o. Stanisława. W Górze Kalwarii, u jego grobu, ciągle obchodzono w sposób uroczysty rocznicę urodzin o. Papczyńskiego (18 maja) i śmierci (17 września), wielu pisarzy przypominało jego postać, wskazując na jego autorytet religijny i moralny, wierni doświadczali jego cudownego wstawiennictwa. Na początku XX w., bezpośrednio po odrodzeniu się Zgromadzenia Marianów, podczas kapituły generalnej odbywającej się pod kierownictwem ówczesnego przełożonego generalnego, bł. Jerzego Matulewicza, zdecydowano podjąć starania o wszczęcie procesu beatyfi kacyjnego (1923). Formalnie jednak został on wszczęty dopiero w 1953 r. Natomiast w 1992 r. Kongregacja Spraw Świętych wydała dekret o heroiczności cnót, a 16 grudnia 2006 dekret uznający cud dokonany za przyczyną o. Stanisława Papczyńskiego. Zakończenie Może się wydawać, że okoliczności życia Stanisława Papczyńskiego, żyjącego ponad 300 lat temu, niewiele mówią współczesnemu człowiekowi. Jednak wolą Bożej Opatrzności, której on całe życie bezgranicznie i wytrwale ufał, jest zwrócenie oczu dzisiejszego człowieka na postać zakonnika, który zabiegał o jedno: by człowiek, odkupiony krwią Chrystusa, przyjął w pełni prawdę Ewange-

25 lii i łaskę Boga, i na nią odpowiedział całym swoim życiem. Dla takich celów o. Papczyński założył zakon, taką rzeczywistość przybliżał ludziom. A inspirację dla swoich przekonań czerpał z misterium Niepokalanego Poczęcia, w którym dostrzegał to, jak bardzo Bóg kocha człowieka od początku jego istnienia i bez żadnej jego zasługi. Niestrudzenie zabiegał także, aby człowiek spotkał tę nieogarnioną Bożą miłość, jeśli nawet nie w tym życiu, to po śmierci, w wieczności. To przesłanie jest szczególnie aktualne w czasach, które – jak zauważył Jan Paweł II – w wielu miejscach naznaczone są „formą autentycznej »kultury śmierci«” (EV, 12). Postać Stanisława Papczyńskiego przywołuje potrzebę pamięci o człowieku w potrzebie przed obliczem Boga, źródła życia i miłości. Względem żyjących pamięć ta wyraża się w głoszeniu im Ewangelii życia i wiekuistej miłości oraz ukazywaniu Niepokalanego Poczęcia, „dowodu i owocu” tej miłości. Natomiast względem tych, co ukończyli już „ziemską pielgrzymkę”, ta sama pamięć przeradza się w modlitwę i ofi arę w ich intencji tak, aby człowiek przez całą wieczność mógł cieszyć się pełnią Bożego życia i Bożej miłości.

26 Andrzej Szostek MIC*1 WRAŻLIWOŚĆ NA SPRAWY PUBLICZNE Ojcu Papczyńskiemu przyszło żyć w drugiej połowie XVII w., a więc w okresie, kiedy Rzecząpospolitą zaczęły targać poważne kryzysy, które – jak wiemy – doprowadziły 100 lat później do katastrofy rozbiorów. Ten kontekst trzeba uwzględnić, by lepiej zrozumieć słowa i czyny naszego Zakonodawcy. W pierwszej części mego wystąpienia chciałbym pokrótce naszkicować tę sytuację, by następnie zwrócić uwagę na trzy, jak sądzę, najbardziej znamienne odpowiedzi, jakie na to społeczne wyzwanie dał o. Stanisław. Na koniec spróbuję też pokrótce zastanowić się nad tym, co z owego dziedzictwa o. Papczyńskiego wynika dla marianów (zwłaszcza w Polsce) dziś. Sytuacja polityczno-gospodarcza Rzeczypospolitej w II połowie XVII w. Był to czas, kiedy granice Rzeczypospolitej Obojga Narodów rozciągały się od Smoleńska na wschodzie po Poznań na zachodzie; od Kurlandii na północy po Bracław na południu. Teren państwa polskiego zaczął się już kurczyć: Szwecja odebrała nam w trzeciej dekadzie XVII w. Infl anty, po 1654 r. straciliśmy na rzecz Rosji Smoleńsk i Dzikie Pola, tereny południowo-wschodnie przejęła Turcja, a Korona zrzekła się zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi. Były to wyraźne oznaki, że Polska traciła pozycję mocarstwa europejskiego na rzecz sąsiadów, głównie potężniejącej na Wschodzie Rosji. Pożogi wojenne spowodowały głęboki kryzys demografi czny i gospodarczy. Jak pisze W. Czapliński, „zniszczenia wojenne, zwłaszcza spowodowane wojną szwedzką, przybrały w Polsce rozmiary nie spotykane dotąd. (...) W zamożnej prowincji polskiej, jaką były Prusy Królewskie, 33% wsi uległo kompletnemu zniszczeniu, a drugie 33% zostało zrujnowanych mniej więcej w połowie. Na żyznym Podolu i na Rusi Czerwonej około 55% gospodarstw chłopskich uległo unicestwieniu. (...) W samej Wielkopolsce wojny szwedzko-brandenburskie doprowadziły do zniszczenia lub opuszczenia * Ks. prof. dr hab. Andrzej Szostek MIC, kierownik Katedry Etyki KUL, Lublin.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==