186 „makulistom”, czyli tym, którzy nie uznawali Niepokalanego Poczęcia. Ideał ten dopełnił się potem w niesieniu pomocy „duszom czyśćcowym i proboszczom”, jak to dosadnie określano cele przyświecające marianom. Ile wysiłku musiał włożyć w utwierdzenie swego dzieła, ile walk podjąć z nieprzyjaciółmi Zgromadzenia, ile trudności pokonać, by doprowadzić je do aprobaty przez władze państwowe i kościelne, wiedzą ci, którzy zadali sobie trud wczytania się w całą jego biografi ę. 5. Największą chyba próbą wierności wezwaniu Bożemu dla o. Papczyńskiego były podjęte przez jego przeciwników wysiłki zmierzające do kasaty założonego przez niego zakonu. Próba była tym groźniejsza, że chciano posłużyć się nowym ordynariuszem diecezji, którym po śmierci bp. Stefana Wierzbowskiego został bp Jan Stanisław Witwicki. Ponieważ Zgromadzenie Marianów zostało zatwierdzone na prawie diecezjalnym, jego istnienie zależało od woli ordynariusza miejsca. Niebezpieczeństwo było tym większe, że bp Witwicki początkowo uznawał racje skierowanych przeciw o. Papczyńskiemu oskarżeń i był gotów rozwiązać wspólnotę marianów. Należało zatem zdobyć przychylność ordynariusza, co nie było łatwe, albowiem nowy pasterz diecezji był zwierzchnikiem surowym i z wielką stanowczością wprowadzał karność wśród duchowieństwa. Mógł cofnąć aprobatę swego poprzednika i rozwiązać Zgromadzenie. Ojciec Stanisław na ataki swoich przeciwników odpowiedział prawdziwie po chrześcijańsku. Nie bronił się, nie usprawiedliwiał, tylko zadedykował bp. Witwickiemu jedno ze swoich najpiękniejszych dzieł: rozważania pasyjne pt. Christus patiens („Chrystus cierpiący”), w których zawarł siedem kazań wielkopostnych. Książeczka ta była triumfem o. Papczyńskiego nad jego krzywdzicielami. Wspomniał o nich biskupowi w liście dedykacyjnym i oddał się mu w opiekę. Wyraził nadzieję, że nie spotka go nic złego w ciemnościach nocy, ponieważ będą je rozpraszać gwiazdy znajdujące się w herbie biskupa. Może więc zachować spokój na wzór księżyca, zamieszczonego również w herbie, i nie bać się ujadania zgrai napadających go psów. Ujęty taką dedykacją, a także głęboką treścią rozważań pasyjnych, bp Witwicki nastawił się bardziej krytycznie do skarg na zgromadzenie o. Papczyńskiego. Zbadawszy całą sprawę dokładniej i bez uprzedzeń, doszedł do wniosku, że wszystkie oskarżenia były bezpodstawne. I tak kolejny raz o. Stanisław przekonał się, że wierność Bożemu wezwaniu zawsze kończy się zwycięstwem. Późniejsze, choć bardzo trudne, często burzliwe dzieje Zakonu Marianów czerpały zapewne siłę i wytrwałość ze skarbca wierności i świętości o. Stanisława. Dzięki jego zasługom Zakon przetrwał i odrodził się, a dziś wciąż się rozwija, podejmując coraz to nowe zadania w Kościele.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==