86 nieznośne kary czyśćcowe. Potem powrócił do swego konwentu eremu mariańskiego, (...) wydał zarządzenie, aby bracia jego zakonu codziennie odmawiali za zmarłych ofi cjum i różaniec oraz ofi arowywali o ich uwolnienie od nieznośnych cierpień wszystkie zasługi, prace, posty, umartwienia i inne pobożne ćwiczenia duchowne” (VW, 48). Ojciec Kazimierz opowiada, że nasz Założyciel również w swoim eremie doświadczał przeżyć mąk czyśćcowych. „Poważnie chorując, odczuwał fi zycznie męki czyśćcowe. Znosił je pełen pobożnego współczucia dla dusz cierpiących nieznośne męki i głośno wołał: „Najlitościwszy Boże, powiększ moje cierpienie, a im zmniejsz karę!”. Przypomniawszy sobie, że klasztor ma jedną złotą monetę węgierską, kazał o. Józefowi od Wszystkich Świętych dać ją natychmiast na odprawienie Mszy świętych za dusze odbywające karę w czyśćcu” (VW, 49). W godzinie śmierci króla Jana III Sobieskiego, „kiedy modlił się w chórze (...), widział jakiegoś zmarłego sądzonego surowo przed trybunałem Chrystusa. Przerwał milczenie i bardzo wzruszony i zalany łzami, zwrócił się do braci ze słowami: »Módlmy się wspólnie za zmarłego, który w tej chwili jest sądzony«. (...) W tym czasie król ten umarł w Warszawie. Poddany surowemu sądowi, zapewne ukazał się swemu ukochanemu teologowi, aby polecić się jego modlitwom, a także jego współbraci tego mariańskiego zakonu, który (król) wspierał” (VW, 49). Autor Żywota zamieścił także obszerną relację z osobliwych przeżyć o. Stanisława w Luboczy. Po zakończeniu nabożeństwa rocznicowego za zmarłych rodziców Jakuba Karskiego, razem z innymi uczestnikami został zaproszony na okolicznościowe przyjęcie. Jeszcze przed rozpoczęciem uczty doznał ekstazy; podczas jej trwania wstał od stołu i nie pożegnawszy sie z nikim, odjechał do swego konwentu w Puszczy, gdzie swym współbraciom „powiedział głosem zbolałym i wzruszonym: »Błagam was, bracia, módlcie się za zmarłych, bo nieznośne męki cierpią«. Sam zamknął się w celi na trzy dni, aby przebłagać zagniewaną sprawiedliwość Bożą”. Podczas powtórnych odwiedzin właścicieli Luboczy tak skomentował tamto przeżycie: „Byłem wówczas porwany do czyśćca i widziałem nieznośne męki niezliczonych zmarłych. Poruszony bardzo współczuciem, odchodząc, nie widziałem nikogo przy mnie ani stołu przede mną, stąd nikogo nie żegnałem. Udałem się pospiesznie do braci, wzywając ich do okazywania pomocy [zmarłym]. Sam natomiast, na ile mi moja ułomność pozwalała, modliłem się, w miarę możliwości czyniłem uczynki miłosierdzia, aby umniejszyć ich cierpienia. Proszę też wszystkich, aby nie zaniedbali nieść im tej pomocy i współczucia” (VW, 51). Cały passus Żywota o. Kazimierz poświęcił dziełom modlitwy i pokuty o. Papczyńskiego na rzecz zmarłych. „Wśród braci i obcych panowała powszechna opinia o nim, że ilekroć doznawał ekstazy, tyle razy był porywany do czyśćca. On sam często braciom w przemówieniach, a ludowi w kazaniach zwykł ze łzami polecać zmarłych. Twierdził, że większa jest liczba tam w czyśćcu zmarłych znoszących straszliwe męki, aniżeli liczba wszystkich ludzi żyjących na tym świecie.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==