maz bozy

163 stwo, że skończy on w swoim własnym świecie, w obrębie swoich idei, pewnego odrealnienia. Warto owe pułapki uświadamiać młodym adeptom życia zakonnego, ponieważ kiedy ktoś od samego początku z pełnym przekonaniem twierdzi, że ma wiarę, to staje się trochę śmieszny. Nikt przecież nie rodzi się z wiarą, do niej się dorasta. Tak samo, gdy ktoś przychodzi i mówi, że ma określoną ideę życia zakonnego i kiedy zwłaszcza widać, że z uporem stara się swoje idee wcielać w życie, to charyzmat Założyciela, który jest mu przekazywany we wspólnocie, staje się dla niego nieinteresujący. W życiu o. Papczyńskiego zauważa się stałe napięcie między ideą zakonu, jaką nosi w swoim sercu i stara się ją zrealizować, a tym, co podaje mu Kościół, co obiektywizuje Bóg w różnych wydarzeniach i okolicznościach. Krótko mówiąc, ma on swój pomysł na życie, ale nieustannie poddaje się Panu Bogu i dlatego właśnie Bóg w jego życiu odniósł sukces. Andrzej Pakuła MIC Przeglądałem niektóre akta kapituł odnowionego Zgromadzenia, podczas których toczyły się dyskusje na temat procesu beatyfi kacyjnego i osoby o. Papczyńskiego. Interesujące jest, że wszyscy podkreślają jego wytrwałość, wręcz upór. Zdaniem dyskutantów bez tej postawy nie byłoby możliwe założenie Zakonu Marianów, a to ze względu na nieustanne przeciwności zewnętrzne, jakich doświadczał o. Stanisław. Bez jego uporu wynikającego z przekonania w wierze, że jego powołaniem jest założenie nowej wspólnoty, której „wizję Duch Boży wycisnął w jego duszy”, nie byłoby możliwe przetrzymanie naporu sprzeciwu. Do tego dochodzi stałe dążenie do nadania takiego kształtu zakonowi, o jakim o. Papczyński był przekonany. Jednak, kiedy pojawiają się głębsze wątpliwości i przeszkody zewnętrzne, pisze do pijarów z zapytaniem, czy ma wracać, i każdą odpowiedź odczytuje w kontekście owej wizji „wyrytej w umyśle przez Ducha Świętego”. Warte zaznaczyć, że to, co my nazywamy uporem, on widział w kluczu cnoty, stąd w jednym z ostatnich listów do marianów napisał, że „święte instytuty zakonne” stoją na dwóch rzeczach: na cnocie i na wykształceniu. Sformułowanie interesujące także i z tego powodu, że pisze to człowiek, który nie miał możliwości zadbać o odpowiednie wykształcenie swoich pierwszych synów duchowych. Teraz chciałbym przestawić kilka wniosków, jakie wypływają z tego spotkania. Najpierw, wydaje mi się, że pojawia się potrzeba refl eksji teologicznej nad misterium Niepokalanego Poczęcia w kontekście współczesnej kultury; być może także wiąże się z tym nasze włączenie w obronę życia. Ojciec Papczyński jest rozpoznawany przede wszystkim w dwóch wymiarach: jako czciciel Maryi, który założył zakon maryjny, oraz orędownik zmarłych. Wydaje mi się, że w dzisiejszej

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==