54 Dostrzegając znaki upadku Rzeczypospolitej i widząc nędzę i upokorzenie najbiedniejszych warstw społecznych, podejmuje niewdzięczne i bardzo niebezpieczne działania: nawołuje do poprawy losu nielitościwie wykorzystywanych chłopów i do naprawy Rzeczypospolitej, której – w przeciwnym razie – grozi zagłada. Te prorockie wołania – niby Jeremiaszowie lamentacje – powtarza w wielu drukowanych pismach oraz w głoszonych przez siebie kazaniach. Głosiciele takich idei musieli wykazywać się wielką roztropnością i odwagą, bowiem istniejący w Rzeczypospolitej porządek, szlachta uważała za Boży, za najdoskonalszy; tak jak podział stanowy i pańszczyzna. A jeśli ktoś głosił odmienne poglądy – narażał się na jej straszliwy gniew. Znane są fakty, że XVII-wiecznym kaznodziejom grożono nawet karą śmierci za nawoływanie do reform społecznych, do naprawy ojczyzny. Prowincjałowie z różnych zakonów musieli niejednokrotnie pod naciskiem magnaterii i szlachty zakazywać głoszenia kazań, a nawet ukrywać zakonników, którzy swoim wołaniem wzbudzali oburzenie i gniew tej „elity Rzeczypospolitej”. Wołanie o reformy polityczne i społeczne było w chorym państwie jak najbardziej konieczne, ale było to również wielkie nowum. Najmocniejsze w tej kwestii treści wśród dzieł Papczyńskiego zawiera „Zwiastun królowej sztuk”, w którym autor potępia rozbicie, zamęt i samowolę szlachty. Pisze on: „Burzy się Rzeczpospolita, która każdemu zuchwalcowi staje się polem przewrotności, powstają przeciw niej sprzysiężenia i wichrzycielstwa, zdobywane są bogactwa z krwi i niedoli ludzkiej, brak ducha miłości i cnoty, występuje natomiast kajanie się przed wrogiem. Gwałt nad współobywatelami stał się bezkarny na skutek lęku stosowania kar. Senat plami sprzedajność, a stan rycerski jest słaby. Wszelka władza jest poniżana przez ludzi potężnych, rozporządzających własną siłą zbrojną. Brak obrony interesu państwa, brak głosu całego kraju”. Były to słowa mocne i dla Papczyńskiego niebezpieczne, lecz bardzo prawdziwe. Przypominały zdradę magnatów i szlachty w czasie najazdu szwedzkiego, opuszczenie króla i inne działania pełne prywaty. Toteż na reakcję konserwatywnych sił nie trzeba było długo czekać. W przedmowie do czwartego wydania o. Stanisław wspomina, że rozpętała się burza z powodu tej książki i jej autora, a jakiś anonimowy autor „szalał przeciwko niej i podniecał burzę”. To, że „piorun nie uderzył” – wspomina Papczyński – zawdzięczał „jakiemuś życzliwemu senatorowi, znakomitemu i roztropnemu”, który ostrzegł go przed groźbą. I dlatego w czwartym wydaniu zostały usunięte urywki zawierające krytykę „najszkodliwszych instytucji wiodących Polskę do ruiny”. Przede wszystkim chodziło o straszliwe w skutkach liberum veto. Instytucja liberum veto, zgubna dla państwa, bo paraliżująca najważniejszą z jego funkcji – ustawodawczą, uważana była przez ogół szlachty za najcenniejszy, nietykalny klejnot jej „złotej wolności” i znaczenia. Za życia Papczyńskiego zerwano około 20 sejmów. Uważał on tę praktykę za niegodziwą, z tego powodu
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==