maz bozy

55 wołał w Prodromus reginae artium: „Kto nazwie wolnością to, że żyjemy swawolniej od barbarzyńców? Bo cóż powiedzieć, kiedy jeden nieuczciwy, wrogi ojczyźnie obywatel, po ustaleniu choćby najpotrzebniejszego prawa – odrzuca je, wołając – nie pozwalam?”. Papczyński używa mocnych słów, nazywając takiego człowieka „zdradzieckim draniem”, a taką ojczyznę nie – wolną, lecz służącą lub rozwiązłą (tj. prostytutką). W dosadnych słowach określa ową sytuację w sejmie, pisząc ku przestrodze: „Często zbierają się dostojni przedstawiciele świętych stanów, żeby radzić nad dobrem publicznym. Stan rycerski też wysyła swych posłów na sejm. I oto masz ci! Przy zgodzie senatu, przy jednomyślności ducha szlachty, tylko jeden człowiek rozumie się wolny. Wyrywa się spośród wszystkich, grzmi dwa lub trzy razy jednym tylko owym słowem: nie zgadzam się, i już natychmiast wszystkie obrady burzy. Do tego stopnia burzy, że choć miało być uchwalone coś najbardziej zbawiennego, natychmiast traci swoją ważność, na skutek tego jednego człowieka, najczęściej niegodziwego i wroga ojczyzny. Czy wobec tego mam cię nazwać wolną, Polsko, której faktycznie jeden człowiek mówiący wiele i nierozumnie, kiedy chce, to rozkazuje? Ty nie oddalasz żadnego jarzma, którym cię uciska jakiś zdradziecki drań, i to posługując się jednym słowem, bo jest wolny. Twierdź sobie ile chcesz, ale świat zaprzeczy, że jesteś wolna, lecz powie, że jesteś służącą lub rozwiązłą, co brzmi jeszcze haniebniej”. Inne postulaty reform w powyższym dziele zostały tak wygładzone, że czyniły je dla zwolenników „złotej wolności szlacheckiej” bardziej strawnymi. Wśród reform społecznych najwięcej uwagi poświęcił Papczyński: – krytyce i szkodliwości liberum veto, – stanowemu rozbiciu Rzeczypospolitej, – uprzywilejowaniu warstw wyższych, – upośledzeniu niższych i ich obronie. Ze względu na wielką drażliwość tych tematów wśród szlachty, unika on ostrych sformułowań, ale zdecydowanie mówi, że „nie urodzenie, nie pochodzenie, lecz osobista zasługa powinna otwierać człowiekowi drogę do stanowisk”. Nawiązuje do wypowiedzi bp. W. Goślickiego, zmarłego w 1607 r., że „szlachetnym czyni człowieka nie pałac pełen zakopconych wizerunków przodków. Szlachectwo nie polega na wizerunkach sławnych antenatów, nie na tytułach, lecz na cnocie, na wiedzy, na duszy znakomitymi wyposażonej darami”. Tezy Papczyńskiego są nowatorskie i zakorzenione w Ewangelii, i zawsze ujawnia się w nich miłość do Boga, do człowieka, do ojczyzny. Pisał, że „warstwy rządzące powinny nabyć wielkiego i naprawdę szlachetnego ducha, aby Rzeczpospolitą uważali za wspólnotę, której my wszyscy powinniśmy się oddać i poświęcić”. Potępiając samowolę możnych, wielką niesprawiedliwość społeczną, niesprawiedliwe prawodawstwo, które nie służy ani dobru obywateli, ani Rzeczypospo-

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==