157 w nich całą historię i tożsamość Zakonu, wkłada papieskie zatwierdzenie Zakonu z: 1699, 1723 i 1786 r. oraz „Regułę dziesięciu cnót”. Zarazem stwierdza tam wyraźnie, że choć reguła ta nie jest dla nas zobowiązująca prawnie i nie została napisana przez o. Stanisława, to jednak dobrze wyraża jego ducha i ducha jego synów. W związku z tym należy się odnosić do niej z takim samym szacunkiem, z jakim odnoszą się benedyktyni do reguły św. Benedykta. Te jego sformułowania pokazują, że odnowiciele Zakonu mieli świadomość wagi fi gury Zakonodawcy i partimonium Zgromadzenia. Piotr Kieniewicz MIC Na początek chciałbym wrócić do rozróżnienia: perspektywa znaków czasu czy też perspektywa pneumatologiczna. Myślę, że i jedna, i druga jest kategorią teologiczną, która choć współcześnie opracowana, a przynajmniej współcześnie używana, jest schematem myślowym, lub podejściem do rzeczywistości, który mógł być (i w moim przekonaniu był) obecny wcześniej. Jestem głęboko przekonany, że chociaż nikt nie używał terminu „znaki czasu” za czasów o. Papczyńskiego, to on pewne rzeczywistości rozpoznawał w dialogu z Panem Bogiem i na nie odpowiadał. Oczywiście, jest możliwe także podejście do duchowości o. Papczyńskiego z wykorzystaniem współczesnej pneumatologii, ale bardziej wtedy widziałbym ją z punktu widzenia teologii dogmatycznej niż teologii moralnej. Dla mnie przynajmniej w teologii moralnej bliższa jest kategoria znaków czasu. Z drugiej strony jedno i drugie podejście jest ze sobą ściśle związane, ostatecznie w znakach czasu Pan Bóg mówi do człowieka. Także Duch Święty działa w tym dialogu i wszelkie podziały mają charakter bardziej metodologiczny czy formalny niż rzeczywiście poruszający różne rzeczywistości. Druga rzecz to, powiedziałbym, pewien niedosyt w formacji, który odczuwałem, kiedy byłem w seminarium i później też. Myślę, że brał się on stąd, iż ogromny nacisk kładziono na przedstawianie myśli Ojca Odnowiciela bez tego fundamentu, który tu jest konieczny, to znaczy bez odniesienia się do Papczyńskiego; takich odniesień było naprawdę niedużo. Tak naprawdę było to mówienie o duchowości, która była jakoś zawieszona w próżni – chociaż dla samego o. Matulewicza być może w próżni zawieszona nie była. Z perspektywy czasu myślę, że duchowość mariańska była jakoś pozbawiona fundamentu. W tym kluczu odbieram zatem dzisiejsze spotkanie: jest to jakby odbudowywanie fundamentu w mojej własnej tożsamości mariańskiej. Trzecia rzecz to uwaga? propos mówienia o śmierci. Byłbym bardzo ostrożny przed rezygnacją ze sformułowań np. „umarł”, to znaczy tych sformułowań, w których może być pokazywana śmierć jako akt człowieka, że jest to działanie,
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==