maz bozy

190 ków, unikała przechwalania się, kierowała się rozumem, rozmiłowała się w cnocie” (Laus Deiparae Mariae Virginis, w: Prodromus reginae artium). 4. Po odejściu od pijarów o. Papczyński przez 2 lata służył rodzinie Karskich w Luboczy jako kapelan. Był to dla niego czas wyciszenia i próby realizacji nowego powołania. Ojciec Stanisław poświęcał wiele czasu na osobistą modlitwę w kaplicy domowej, często usuwał się od życia dworskiego w samotność i pogrążał całkowicie w Bogu. Będąc w gościnnej Luboczy, Papczyński, za zgodą władz kościelnych, przywdział biły habit, aby w ten sposób wyrazić swe pragnienie oddania się Matce Bożej, obronie Jej czci i przywileju Niepokalanego Poczęcia. Zamiar, który zapewne od dawna nosił w sobie – założenie zakonu, który specjalną czcią otaczałby Maryję Niepokalanie Poczętą – udało mu się podjąć w 1673 r. Początki były bardzo trudne – mała kaplica w Puszczy Korabiewskiej pod Skierniewicami i kilku weteranów wojennych próbujących nieudolnie pustelniczego życia, czy raczej świadomie udających tylko pustelników, a faktycznie mało dbających o życie pokutnicze i modlitewne. Ojciec Papczyński ułożył dla nowej wspólnoty zakonnej „Regułę życia”. Jego zakonnicy mieli przede wszystkim szerzyć kult Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Bogurodzicy Dziewicy oraz nieść pomoc zmarłym, szczególnie ofi arom wojny i zarazy, która wówczas towarzyszyła każdej wojnie. Ojciec Stanisław wielokrotnie miewał wizje, zwłaszcza czyśćca i dusz wypłacających się tam Bożej sprawiedliwości za grzechy odpuszczone, ale nie odpokutowane na ziemi, dusz, które prosiły o pomoc. Sam bardzo wiele modlitw i umartwień ofi arowywał w ich intencji i do tego zobowiązywał swych współbraci. W 1676 r. ciężko chory, kazał się zawieźć do słynącego cudami wizerunku Świętej Rodziny w sanktuarium Matki Boskiej w Studziannie, odległej od Puszczy Korabiewskiej ok. 50 km. W klasztorze fi lipinów w Studziannie był wówczas przełożonym Jan Ligęza, bliski przyjaciel i spowiednik o. Stanisława. Po spowiedzi, po Mszy św. o. Papczyński udał się do celi zakonnej, a tam poczuł, że traci zupełnie siły i zmysły. Wówczas to – jak niesie tradycja – w ekstazie zstąpił duchem do czyśćca i doświadczył cierpień dusz czyśćcowych. Odczuł też, że Matka Najświętsza wraz z cierpiącymi duszami prosi Wszechmocnego Boga za nim, aby wrócił do pełni życia dla wspomagania zmarłych. Kiedy mieszkańcy klasztoru po spożyciu obiadu przyszli do celi chorego gościa, myśleli, że już nie żyje. Powiadomili o tym przełożonego, który jednak ich zapewnił, że o. Stanisław nie umarł i że on wie, gdzie tamten się znajduje. Zaraz też o. Stanisław powrócił do życia i otrzymawszy błogosławieństwo przełożonego – chociaż wycieńczony przez gorączkę – udał się do kościoła i wygłosił do rzeszy wiernych długie kazanie o potrzebie niesienia pomocy zmarłym w czyśćcu cierpiącym. Kiedy potem wrócił do swego klasztoru, nakazał współbraciom

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==