maz bozy

61 kowany i sprawnie funkcjonujący organizm. Mogłoby się wydawać, że w całej tej gamie znaczeń to ostatnie, najbardziej zbliżone do rozumienia Kościoła jako „societas perfecta”, powinno być najbliższe o. Papczyńskiemu. Były to czasy po Tridentinum, w których sprzeciwiając się ideom reformacji, podkreślano, często w sposób przesadny, znaczenie wymiaru widzialnego i hierarchicznego Kościoła. Jednak o. Stanisław wyraźnie zmierza w innym kierunku, kładąc główny akcent na miłość i uległość jednoczącą wszystkie członki „ciała” (por. IC, f. 152, 165). Ta więź ma charakter nadprzyrodzony. Tworzy ją Bóg przez dar swego Ducha, i właściwie można powiedzieć, że jest nią On sam: „Dzięki tej miłości zstąpiło z nieba na Apostołów i innych uczniów Światło Niebieskie, Nauczyciel Prawdy i Duch wszelkiej wiedzy, aby dzięki niej z tak wielu ludów bardzo różnego pochodzenia, jak ciało z poszczególnych członków, zostało zbudowane jedno Ciało Kościoła Bożego i aby tak wiele świętych wspólnot, zgromadzeń i zakonów, spojonych jednym Duchem i miłością jedynego Boga, żyło w największej jedności” (IC, f. 165). To piękne zdanie z rozdziału Inspectio cordis poświęconego cnocie miłości niesie w sobie bardzo wyraźne „eklezjologiczne pokrewieństwo” ze słynnym, pochodzącym od św. Cypriana, określeniem Kościoła jako ludu zjednoczonego jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego (por. św. Cyprian, De Orat. Dom. 23: PL 4, 553). Wypowiedź Kartagińczyka, przytoczona w Lumen gentium, 4, jest uznawana za jedno ze sformułowań, które najpełniej oddają istotę tajemnicy eklezjalnej komunii, i stała się dla wielu jakby mottem, dewizą Vaticanum II. Oczywiście, nie chodzi o to, by sugerować, że nasz Założyciel był prekursorem Soboru Watykańskiego II albo że był pod wpływem św. Cypriana, którego cytuje tylko raz w zupełnie innym kontekście w Orator crucifi xus. Warto jednak o tym wspomnieć, jeśli chcemy dać odpowiedź na pytanie, o czym myślał, gdy określał Kościół terminem „ciało”. Wytłumaczenia przyjęcia takiej, a nie innej perspektywy eklezjologicznej przez o. Stanisława trzeba raczej szukać w jego inspiracji św. Augustynem (dla Doktora z Hippony Kościół jest w swej istocie ciałem Chrystusa złączonym miłością, którą daje Duch Święty), którego cytuje bardzo często, oraz w tym, że jego wypowiedzi dotyczące misterium Kościoła mają swe źródło nie w kontrreformacyjnych polemikach, a w refl eksji nad słowem Bożym i pozostają w kręgu kaznodziejstwa i duchowości. Echa potrydenckich zmagań są obecne w pismach o. Papczyńskiego i widać je najwyraźniej w niepochlebnych wypowiedziach na temat herezjarchów oraz w tym, że terminowi „Kościół” często towarzyszą przymiotniki: „rzymski”, „prawowierny”, „prawdziwy” (por. IC, f. 24, 61, 62, 77, 87, 120, 145; CP, VI; Oblatio; NV, III 1, V 5, VIII 2). Ojciec Stanisław posługuje się również takimi określeniami Kościoła, jak „owczarnia” (por. IC, f. 60) i „oblubienica” (por. IC, 172). Korzysta z podziału na Kościół walczący i triumfujący (por. IC, f. 63, 120). Z innych, eklezjologicz-

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==