maz bozy

182 jedynej i niepodzielnej dla Chrystusa”. Jest to również bezcenny dar dla wezwanych, bo ci, którzy oddali się na służbę tej miłości, „najlepiej zadbali o swoją przyszłość” (K. Rahner). Jesteśmy przekonani, że nic nie jest w stanie zastąpić tego osobistego dotknięcia Boga oraz poczucia Jego obecności, jakim jest powołanie zakonne i kapłańskie. 5. Wezwani do winnicy Pańskiej poszli tam nie tylko po to, aby trudzić się w niej dla królestwa Bożego, ale także po to, aby innym wskazywać drogę. „Pewien człowiek od kilku dni błądził po lesie, nie mogąc znaleźć wyjścia. Wreszcie ujrzał w oddali innego człowieka. Jego serce napełniło się radością. »Teraz na pewno znajdę drogę, która wyprowadzi mnie z lasu« – pomyślał. Kiedy byli już blisko siebie, zapytał: – Bracie, pokaż mi drogę, która wyprowadzi mnie z lasu. Błąkam się od paru dni i nie potrafi ę znaleźć wyjścia. W odpowiedzi usłyszał: – Bracie, nie znam drogi wyjścia, gdyż sam zabłądziłem. Ale jedno mogę ci powiedzieć... Chodź ze mną, razem poszukamy – wyjścia”2. Wezwani czynią to samo – razem ze swymi wiernymi szukają drogi do królestwa Bożego. Nie tylko szukają, ale biorą także za nich odpowiedzialność. „W porządku nadprzyrodzonym jesteśmy również układem zamkniętym: ktoś musi cierpieć za szaleństwa drugiego, ktoś musi się modlić, aby nawrócił się błądzący; przez czyjeś umartwienie przychodzi łaska żalu na grzesznika; nasza świętość ma wpływ na świętość innych... Dopiero w tym układzie jest możliwy do zrozumienia sens surowych klasztorów, oddanych wyłącznie modlitwie i umartwieniu”3. 6. Ojciec Stanisław Papczyński oddał ducha Bogu w święto stygmatów św. Franciszka, 17 września 1701 r. Święty ten jest obecnie patronem Zgromadzenia Księży Marianów. Istnieje podobieństwo między Założycielem zakonu mariańskiego i serafi ckiego – w żarliwości ducha, który u jednego i drugiego płonął jak ogień. „W noc, kiedy święty Franciszek ujrzał Serafi na, który odcisnął na jego ciele tajemniczą pieczęć męczeństwa miłości utożsamiającą go ze Zbawicielem, Alverno zajaśniało olśniewającym światłem, rozświetlającym wszystkie okoliczne wzgórza i doliny. Na widok góry w płomieniach pasterze strzegący stad ogromnie się przerazili, a w miejscowych gospodach zdążający do Romanii mulnicy zerwali się ze snu na równe nogi, sądząc, że wstał już dzień, i osiodławszy zwierzęta, wyruszyli w drogę. 2 Paul J. Wharton, Opowiadania i przypowieści, Warszawa 1998, s. 15. 3 M. Maliński, Aby nie ustać w drodze, s. 322.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==