maz bozy

77 piwo, a i przed snem nie gardzono szklaneczką krupniku (rodzaj alkoholu) czy innego trunku. Prawdziwe pijaństwo zaczynało się jednak wraz z wkroczeniem w próg domu gości. Ofi cjalne bankiety odbywały się według sztywno określonych reguł. Na początku do picia podawano słabsze wina bądź piwo. Dzbany z węgrzynem pojawiały się na stołach dopiero w połowie spotkania lub po drugim daniu, w chwili, kiedy gospodarz rozpoczynał picie toastów. Wychylony przez niego kielich (kielichy toastowe mieściły 0,5 l i więcej wina) przechodził następnie z rąk do rąk. Wypadało wypić zdrowie każdego z gości, począwszy od najdostojniejszych. Zaledwie puchar, który nie omijał nikogo, został opróżniony, podawano następny. Należało go napełnić i wypić stojąc, by nie urazić gospodarza albo osoby, której zdrowie się piło, a która również przyjmowała toast na stojąco. W ten sposób trzeba było kolejno wstawać, siadać, wstawać, siadać i znów wstawać i siadać aż do samego końca uczty. W pozycji siedzącej pozostać mogli jedynie ludzie chorzy lub wiekowi. Odmówienie wypicia kielicha przez cały omawiany okres uchodziło za grubiaństwo. Od połowy XVII w. nasiliła się tendencja organizowania znacznie hałaśliwszych, wręcz awanturniczych imprez, na których przymuszanie do picia było egzekwowane ze szczególną żarliwością. Podany kielich należało wychylić do dna, w innym przypadku był ponownie uzupełniany. Trudno było wymknąć się z takiego spotkania niepostrzeżenie – i tu uciekinierów ścigali słudzy gospodarza przyjęcia. Podchmieleni biesiadnicy wzniecali często burdy pijackie. Porywczość Polaków była powszechnie znana. Obrażony szlachcic bez wahania sięgał po broń. Dobrze, jeśli kończyło się tylko na pojedynku panów – gorzej, gdy włączali się do niego służba i towarzysze. Charakterystycznym obrazem tamtych czasów były też pijatyki sejmikowe. Zjeżdżającą na nie szlachtę pojono dużymi ilościami alkoholu. Mocno podchmieleni obywatele byli łatwiejsi do przekonania o słuszności koncepcji reprezentowanej przez możnego sponsora całej pijatyki. Łatwiej można było namówić ich do zrywania sejmów za pomocą liberum veto. Rozwielmożnienie się pijaństwa i podniesienie go do zasady towarzyskiego życia nastąpiło w ciągu XVII w., a do szczytu doszło w następnym stuleciu. Kaznodzieje i satyrycy owego stulecia karcą wytrwale pijackie zwyczaje; za czasów saskich, jak się zdaje, pogodzono się z tym zupełnie. Wraz z osłabianiem się cnót rycerskich, ze wzrastającym domatorstwem szlachty, z przerostem życia publicznego w tłumnych zjazdach pod przewodem magnatów szukających taniej popularności, a także wraz z infl acją monetarną i niepewnością jutra zaczęło się szerzyć pijaństwo w coraz to szerszych sferach. Wzrastało też pijaństwo wśród włościan: ci, którym się źle powodziło, pili na zapomnienie, inni dla dodania sobie otuchy, dla zawadiactwa. Karczmy były własnością dworu, i tym większy dochód przynosiły, im więcej chłopi pili; nie-

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==