maz bozy

76 jurydyki, czyli osady obok miast, niezależne od nich, prowadzące własny handel i rzemiosło bez obciążeń podatkowych. Słabł też patriotyzm szlachty, która ongiś z narażeniem życia broniła niepodległości swej ojczyzny. Stopniowo w kręgu jej zainteresowania było bogacenie się, zwłaszcza przez dobrą uprawę ziemi, do czego zmuszano ludność wiejską. Umniejszała się jednak liczba wieśniaków z powodu wojen, głodu, epidemii oraz ucieczek w niedostępne tereny, szczególnie na Ukrainę. Z tego też powodu szlachta prowadząc często hulaszczy tryb życia, uchwalała prawa niepozwalające chłopom na swobodne opuszczenie miejsca zamieszkania, i obarczała ich pracami „pańszczyźnianymi” w coraz większym zakresie. Nakładano też na nich obowiązek wykupywania wyznaczonej ilości alkoholu w karczmach należących do dziedzica, aby w ten sposób pomnażać jego dochody. Wśród szlachty, a za jej przykładem wśród innych warstw społecznych szerzyła się plaga pijaństwa, która wzmogła się w czasach saskich. Warto wspomnieć o napojach używanych w czasach o. Stanisława. Prosty lud najczęściej musiał zadowalać się wodą. Szlachta natomiast unikała wody, uważając, że jest ona przyczyną wielu chorób, co w jakimś sensie było prawdą z powodu jej zanieczyszczenia. Pragnienie gaszono najczęściej piwem, które początkowo było trunkiem niskoprocentowym, zawierającym 2-3% alkoholu. Później, po zastosowaniu receptur z użyciem słodu i chmielu, nauczono się warzyć piwo zbliżone do dzisiejszego. Używano go zresztą nie tylko w formie napoju, ale też sporządzano z niego polewki piwne – piwo gotowane z dodatkiem przypraw i zabielane śmietaną. Używano też miodu pitnego przyprawianego ziołami lub korzeniami (nazwą tą określano wszelkie sprowadzane przyprawy). Z miodu połączonego z owocami wiśni, malin czy derenia wytwarzano tak zwane wiśniaki, maliniaki i dereniaki. Za „pański” napój uchodziło wino – znane na ziemiach polskich już od X-XI stulecia. Jego popularność zaczęła wzrastać od XVI w. Początkowo pojawiało się ono u bardzo zamożnych ludzi i to podczas specjalnych okazji, gdyż było drogie. Nie gardzono również wódką. Była ona słabsza od dzisiejszej – zawartość alkoholu w okowicie (spirytusie) wynosiła około 70%, w prostej wódce do 35%, a w tak zwanej „prostce” – 15-20%. Na bazie prostej wódki wyrabiano domowymi sposobami różnorakie nalewki zaprawiane ziołami, korzeniami, owocami. W ten sposób powstawały słynne orzechówki, kminkówki, anyżówki. Z tego bogatego asortymentu dla własnych potrzeb wybierano nierzadko prostą gorzałkę, ale nie podawano jej na spotkaniach towarzyskich. Poranek rozpoczynano często polewką piwną, co więcej, poprzedzaną niejednokrotnie kieliszkiem wódki. Przed obiadem lubiano zajrzeć do „apteczki” na kieliszek nalewki wzmacniającej apetyt i dobre samopoczucie. Do obiadu pito

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==