maz bozy

6 sprawę beatyfi kacji. Czemu tak się działo? Historycy wskazują na różne przyczyny. Polityczne: wojny, niewole i w ogóle wstrząsy w kraju, także na perturbacje w funkcjonowaniu założonego przez o. Papczyńskiego Zgromadzenia, i wreszcie na carski ukaz o kasacie zakonu (1864), który – jak się zdawało – sprawę beatyfi kacji zamknął defi nitywnie. W 1909 r. Zgromadzenie Marianów zostało (konspiracyjnie) odnowione, i rozpoczął się nowy rozdział jego historii. Odnowiciel Zgromadzenia, ks. Jerzy Matulewicz, pod czujnym okiem Stolicy Apostolskiej – o czym świadczą dokumenty – zachowując dziedzictwo mariańskie, przystosował je do warunków politycznych i potrzeb apostolskich pod panowaniem rosyjskim w ramach Kościoła powszechnego ówczesnej epoki. Szczęśliwie pamięć o Założycielu z pietyzmem pielęgnowano. Świadczy o tym choćby to, że do Konstytucji odnowionego Zgromadzenia dołączono, jako podstawę specyfi cznej duchowości, obowiązującą dawnych marianów Regułę dziesięciu cnót Matki Boskiej. Napisany przez ks. Sydrego, marianina, życiorys o. Stanisława Papczyńskiego był obowiązkową lekturą nowicjacką, a przechowujący doczesne szczątki Założyciela kościółek Wieczerzy Pańskiej na peryferiach Góry Kalwarii marianie otaczali opieką. Pamiętam organizowane przez marianów w latach 40. (XX w.) ogromne doroczne pielgrzymki do Góry Kalwarii (marianie nie mieli tam jeszcze własnej placówki), w której licznie uczestniczyli mieszkańcy Warszawy i okolic. Wynajmowano cały skład wąskotorowej kolejki i z warszawskiego Dworca Południowego tłumy jechały do grobu o. Stanisława. A jednak on sam, o. Papczyński, był mało znany na większą skalę. Szerzeniu znajomości jego osoby i myśli towarzyszył minimalny wysiłek poznawczy. Pism, w większości w języku łacińskim, niemal nikt nie czytał, a barokowy język i XVII-wieczna retoryka raczej do lektury nie zachęcały. Teksty, nawet te w języku polskim, nie były dostępne, tłumaczeń brakowało. Jednocześnie dynamiczna, by nie rzec, profetyczna wizja Odnowiciela zdawała się wystarczać dla duchowego rozwoju Zgromadzenia. Także styl życia zakonnego marianów po odnowieniu tak bardzo odbiegał od XVII-wiecznego stylu dawnych marianów, że – jak sądzę – dla wielu była to prehistoria. Traktowana z szacunkiem, jako prehistoria własna, jednak mająca niewiele wspólnego z dniem dzisiejszym. Świadomość, że wstępujemy do odnowionego Zgromadzenia, sprawiała, iż zainteresowanie epoką sprzed odnowy schodziło na dalszy plan. Owszem, pielgrzymowaliśmy do grobu Założyciela, modliliśmy się o jego beatyfi kację, ale wspólnota żyła duchem znacznie bliższego i bardziej zrozumiałego Jerzego Matulewicza. Piszę o tym we wstępie do książki, która w znacznym stopniu jest dokumentem późniejszego przełomu w świadomości mariańskiej wspólnoty. Przełom, oczywiście, był rezultatem wznowienia procesu beatyfi kacyjnego, ale też niebywałej pasji kilku marianów, którzy poznaniu i przybliżeniu innym postaci Ojca Papczyńskiego poświęcili wiele lat swego życia.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==