98 by po wyjściu spojrzał na światło w pełni otwartymi oczami. Rodzi się zatem pytanie: Czy w naszych wspólnotach dostatecznie akceptujemy indywidualny rytm nawrócenia? Czy nie jest tak, że często błąkamy się po skrajnościach: wielkiego mroku bądź silnego, wręcz rażącego światła, a nasz wysiłek idzie w stronę ustalenia, która z opcji powinna przeważyć w naszym życiu? Zaciera się wtedy najgłębszą tajemnicę człowieka jako tego, który łączy w sobie światłość i ciemność, grzech i łaskę, i tylko Bóg wie ostatecznie, która z tych rzeczywistości i kiedy ostatecznie zapanuje w ludzkim życiu. Bóg nie daje daru beatyfi kacji na zmarnowanie. Oczekuje przede wszystkim naszego mądrego nawrócenia. Niewątpliwie, gdyby rzeczywiście rozumieć życie zakonne jako zmaganie się określonych opcji, wtedy beatyfi kacja miałaby na celu potwierdzenie jednej z nich. Natomiast o. Stanisław jest mistrzem roztropności. Pokazuje, że to, co może być podzielone w świecie i w Kościele (nasze Zgromadzenie, rzeczywistość polskiego podzielonego Kościoła i społeczeństwa), łączy się ostatecznie w życiu każdego z nas. Bo nikt nie jest na tyle święty, żeby mu Bóg nie był w niczym potrzebny, i nikt nie jest na tyle grzeszny, żeby w tajemnicy Bożej miłości nie znalazł dość wspomnienia Boga i Jego odwiecznej miłości do człowieka. Człowiek potrzebuje zatem świadomości, że słabość nie może być kryterium świętości, ani w sensie usprawiedliwiania grzechu, ani też jako motyw potępienia człowieka. Ostatnim bowiem słowem Boga nie jest śmierć, lecz życie i miłość (CP, VII). Nam, marianom, pozostaje zatem posługa głoszenia Chrystusa na trzy sposoby (odwołuję się do obrazu opisu ścięcia św. Pawła, jaki przywołuje o. Stanisław), zarówno wśród siebie, jak i nam powierzonych ludzi. Te sposoby to: zapał, troskliwość i mądrość (CP, III). Zapał aż po oddanie siebie, co w dziele o. Papczyńskiego symbolizuje krew. Troskliwość wyrażona w symbolu mleka, przywołująca postawę matki wobec dziecka – nie tylko coś dać, ale dać coś z siebie. Wreszcie mądrość prowadząca do tego, co może prawdziwie zaspokoić pragnienie człowieka (symbol wody). Celowo wracam po raz kolejny do wątku wody żywej, gdyż w naszej posłudze nie trudno o zamienne używanie środków i celów. Celem jest doprowadzenie człowieka do zbawienia, natomiast forma jest tylko środkiem. Bóg niezinterpretowany, nie jest Bogiem, w którego można uwierzyć. Dlatego wierząc, trzeba Go opowiadać ciągle na nowo, w Nim zaś na nowo opowiadać siebie, historię swojego życia, Zgromadzenia, Kościoła i świata. Jest to owa pieśń nowa, która nie polega na zmianie rytmu, melodii i słów, ale nowa, gdyż z nową wiarą wyrażona i włożona w usta i serce drugiego człowieka. Przywołam słowa Założyciela: „Chryste! Idę tam, dokądkolwiek mnie wołasz, pośród strzał i ognia, przez wody i pustynie, ciernie, skały. Pod Twoim przewodem łatwa będzie każda uciążliwa droga, zwłaszcza, jeśli towarzysz miłość użyczy skrzydeł” (CP, V).
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==