maz bozy

37 Momentem decydującym dla tego wyboru był czerwiec 1654 r. Wtedy właśnie Jan ukończył studia fi lozofi czne w kolegium jezuitów w Rawie Mazowieckiej i przybył na krótki pobyt do domu rodzinnego. Młody wówczas, bo 23-letni Jan Papczyński, był już człowiekiem dojrzałym i w pełni uformowanym. Był to młodzieniec bardzo atrakcyjny – szczupły, wysoki, o wyniosłym czole i głębokich zamyślonych oczach – jak można go określić na podstawie zachowanych portretów. Biorąc pod uwagę jego trudną młodość, możemy przypuszczać, że miał twarz człowieka, który przeżył więcej niż inni w jego latach. Odznaczał się przy tym bystrością umysłu, wiedzą, zdolnościami i talentem mówcy. Ale najbardziej wyróżniały go przymioty ducha. Był głęboko religijny, skłonny do wyrzeczenia, rozmiłowany w modlitwie. Nic więc dziwnego, że jego bliscy dużo sobie po nim obiecywali i chcieli go zatrzymać w miejscu rodzinnym na jakimś intratnym stanowisku. Wyszukano mu nawet dobrą partię do małżeństwa, aby go tym bardziej związać ze swoim środowiskiem. I to prawdopodobnie przyspieszyło jego decyzję całkowitego poświęcenia się Bogu. Pragnął wszystkie swoje talenty i przymioty ducha ofi arować Mu w życiu zakonnym. Gorliwy zakonnik pijar Jan Papczyński wybrał dla siebie zakon pijarów. W celu realizacji swego powołania zakonnego udał się do Podolińca, gdzie mistrz nowicjatu o. Jan Dominik Franco przyjął go do nowicjatu w lipcu 1654 r. Papczyński przywdział wówczas habit zakonny i otrzymał imię Stanisław od Jezusa i Maryi. Pierwszy rok nowicjatu był poświęcony wprowadzaniu nowicjuszy do życia duchowego za pomocą różnych ćwiczeń ascetycznych. Cały dzień był podzielony na modlitwę, studium i prace ręczne. W odpowiednim czasie mistrz nowicjatu czytał i wyjaśniał podopiecznym konstytucje zgromadzenia. Dbał też o to, aby nowicjusze byli zawsze czymś zajęci. Brat Stanisław bardzo poważnie potraktował życie zakonne i ćwiczył się żarliwie w coraz surowszym umartwieniu, w ściślejszym wyzuciu się z siebie i w wyższej kontemplacji. Jego pierwszy biograf, Mansueto Leporini, pisał później w Vita Fundatoris: „Od początku nowicjatu odznaczał się tak wielką żarliwością w ćwiczeniu się w cnotach, że w tym domu wyprzedzał również tych, którzy byli już od dawna oddani pracy nad sobą, spełniając najniższe posługi, jak sprzątanie pomieszczeń dla bydła, rąbanie drewna, noszenie go na własnych ramionach, posługiwanie w kuchni, zmywanie naczyń, wyciąganie wody ze studni w czasie ostrych mrozów, pomimo wielkiego bólu, gdy ręce pokrywała zlodowaciała skorupa lub gdy zacinała mroźna śnieżyca”. Gorliwość br. Stanisława w wypełnianiu obowiązków nowicjusza w duchu posłuszeństwa i wyrzeczenia się siebie potwierdziło trzykrotnie przeprowadzone

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==