maz bozy

149 życia o. Stanisława. A to jest rzecz ważna, ponieważ wiadomo, że patrząc na niego, na jego życie, także na sposób, w jaki podejmuje i pojmuje on zadania i obowiązki, także jako pijar, w tym pisanie książek dla studentów, przygotowywanie i prowadzenie różnego rodzaju aktywności duszpasterskiej, dydaktycznej i pisarskiej – wydaje mi się – że można i należy także w tym widzieć charyzmat założycielski, poniekąd charakter Zakonu, który w taki sposób się w nim już wtedy wyrażał. Jest to ważne także dlatego, że jeżeli jest prawdą – a jest – że o. Papczyński nie miał możliwości założenia od razu takiego zakonu, jaki sobie wymarzył, to znaczy, że charakter wspólnoty dojrzewał, kształtował się powoli, czasami w bardzo trudnych warunkach, aż w końcu Zakon został zatwierdzony jako ostatni w Kościele zakon kleru regularnego, tzn. takiej apostolskiej formy życia zakonnego, jaka wówczas była. Od początku też widać, że w Zakonie była taka tego świadomość. Widać to chociażby w trosce o edukację, czyli w zakładaniu przez marianów w XVIII w. szkółek przyparafi alnych i przyklasztornych, zakładaniu różnych hospicjów, tak zwanych szpitali-hospicjów, dla ludzi biednych, pozbawionych opieki, zakładaniu bractw itd. Są to formy, które pierwsi marianie wyprowadzali z charyzmatu o. Papczyńskiego. Andrzej Szostek MIC Po wysłuchaniu wszystkich referatów odnoszę wrażenie, że gdyby nawet z jakichś powodów nie doszło do beatyfi kacji o. Stanisława (choć ufam mocno, że do niej dojdzie), to i tak wyszedłbym z dzisiejszego spotkania wielce ubogacony. Okazało się bowiem, jak postać i dokonania o. Papczyńskiego inspirują nas swym duchowym bogactwem, jak wiele dobrych myśli on w nas budzi. Cieszę się m.in. tym, że życie o. Papczyńskiego ukazano bez tak zwanych pobożnych retuszy, usuwających z niego ludzkie słabości i wady. Sądzę, że trzeba ukazać życiorys o. Papczyńskiego w całej prawdzie (np. wraz z poczuciem krzywdy doznanej ze strony ojców pijarów, którego nie wyzbył się niemal do śmierci). Tylko taki Ojciec Papczyński staje się nam bliski i pobudza do zmagania z naszymi grzechami i słabościami. Myślę, że nie należy się wstydzić dwuznaczności jego postaw ani ich łagodzić. Wracam na chwilę do Norma vitae. Ojciec Papczyński, autor wielu ksiąg, był dostatecznie wykształcony, by wiedział, jakie jest stanowisko Kościoła i że nie ma możliwości założenia zakonu inaczej, jak na zatwierdzonej już regule. A on mimo wszystko pisze swoją regułę-konstytucję i dopomina się o to, co jego zdaniem jest w regule jego zakonu najważniejsze, choć wiedział, że na tej regule nie będzie mógł umocować Zgromadzenia. I pojechał do Rzymu, i nie zgodził się na pierwszą z zaproponowanych mu reguł. Otóż myślę, że w tym jest jakaś urocza dwuznaczność postawy Ojca Stanisława. Na ogół uporu nie traktuje się jako

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==