maz bozy

57 w obronie wykorzystywanych chłopów pańszczyźnianych, w mocnych słowach krytykował zdobywanie przez szlachtę bogactw „z krwi niedoli ludzkiej”, ich egoizm, zachłanność i niewrażliwość na nędzę ludu żyjącego często na poziomie zwierząt. Groził im sądem Bożym i surowo upominał: „Biada wam, jeśli może żywicie liczne psy, a znosicie to, że ludzie umierają z głodu”. W innym ze swoich dzieł pisze: „Rozporządzasz majątkiem? Udzielaj go. O wiele, wiele cenniejszym jest pieniądz w prawicy ubogich, niż w skrzyni”. Oskarża szlachtę i magnaterię za ich postawę wobec religii i Kościoła, bo wiara ich jest powierzchowna, często obłudna, bezczeszczą oni rzeczy poświęcone Bogu. Dla wielu z nich nie ma świętości, której nie wykorzystaliby dla własnych korzyści. Nawet naczynia liturgiczne są przez nich używane dla świeckich celów. Papczyński pisze ostro w Prodromus: „Ty znęcasz się nad naczyniami Najświętszego Boga. To hańba, a nie wolność. Stoły w pałacach błyszczą od srebra i złota [kościelnego], a ołtarze Pańskie pełnią służbę na miedzi, ołowiu i drewnie, ponieważ pod pozorem patriotyzmu przetopiono święte naczynia, przeznaczając je do najbardziej świeckiego użytku”. Wrażliwość Papczyńskiego dotyka wielu aspektów losu poddanych. Pragnąłby on ulżyć ciężkiej doli wykorzystywanych chłopów i mieszczan. Stworzyć im w miarę przyzwoite prawa i szanse. Oczywiście, możliwości jego były ograniczone, a jego żarliwe wołanie przeważnie pozostawało bez echa. Aby swoje słowa wcielać też w czyn, wbrew ówczesnej praktyce, szeroko otwierał drogę do Zakonu Marianów kandydatom najprostszego stanu. Wrogowie jego rozsiewali plotki, że ten zakon z chłopów powstały nie ma szans na przetrwanie i rozwój. Powtarzano też złośliwe, pogardliwe zdanie: „Stanisławie w białym, cnych parobów fundatorze”. Szlachcic Franciszek Opacki, właściciel wsi sąsiadujących z Puszczą Korabiewską, w ośmieszaniu marianów posuwał się jeszcze dalej, bo zabierał do pobliskiej karczmy swych chłopów pańszczyźnianych, przebierał ich na biało na podobieństwo habitów mariańskich, stawiał im piwo i kazał tańczyć, nawołując: „Hejże, marianie, a bierzcie się do tańca”. Papczyński za doznawane przykrości odwzajemniał się miłością. Nadto zobowiązywał swoich współbraci, „aby wszelkich krzywdzicieli przyjmowali z miłością, jeśli się do nich zwrócą”, a w konstytucjach przepisał, „aby nieprzyjaciołom zawsze okazywać miłość, dobrze im czynić i za nich modlić się do Boga”. Ofi arna wrażliwość torowała mu drogę do wiernego ludu. Broniąc sprawy chorych, upośledzonych, bezdomnych, okazywał stanowczość i wytrwałość, jak to było w przypadku, kiedy doprowadził do ukończenia budowy domu dla starców w Górze Kalwarii. Po śmierci bp. Wierzbowskiego skończyły się fundusze przeznaczone na budowany szpital dla starców. Aby dokończyć to – tak potrzebne – dzieło, o. Stanisław wraz ze współbraćmi sam zabrał się do budowy, czego też dopiął, mimo że przeszkadzano mu w pracy i szykanowano. Szpital wykończono i dano w nim schronienie starcom i chorym.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==