36 Zatem Ojciec i Syn są wzajemnym darem dla siebie i dlatego są Miłością. Oddają sobie wzajemnie wszystko, co posiadają i czym lub też kim są. Sprawują nieustanne i wieczne misterium ofiary z siebie aż do śmierci, która znajduje wyraz w śmierci Chrystusa na krzyżu. Dla kogoś, kto nie ma daru wiary chrześcijańskiej, ta śmierć wydaje się bolesnym i niepotrzebnym absurdem, tragicznym końcem wielkiego cudotwórcy, przyjaciela celników i grzeszników, a może i niepoprawnego marzyciela. Prawda o Jezusie jest jednak inna. On nie jest ani Eliaszem, ani Jeremiaszem, ani Janem Chrzcicielem, ani jednym z wielkich proroków. Nie można stawiać Go na równi z Buddą, Mahometem lub jakimś innym założycielem ruchu religijnego. Jezus jest Mesjaszem – Chrystusem – Synem Bożym, który miał przyjść na świat (por. Mt 16, 13-16). Z tego też powodu trzeba było, aby cierpiał na krzyżu i przez śmierć wszedł do swojej chwały (por. Łk 24, 26), przywracając naturalnej śmierci człowieka jej pierwotne znaczenie nowego początku – bramy wieczności i nieśmiertelności, do której Bóg stworzył człowieka. Ci, którzy nie tylko uwierzyli w Chrystusa, ale przede wszystkim uwierzyli Chrystusowi, czyli zaufali Mu, zostali uwolnieni z niewoli szatana, której byli poddani przez bojaźń śmierci (por. Hbr 2, 15) i z powodu której stali się zdolni nawet zabić drugiego człowieka, aby bronić siebie, aby tylko niczego nie stracić, aby okazać się lepszym i silniejszym (por. Rdz 4, 1-16). Ci zaś, którzy nie wierzą, wciąż postępują według sposobu myślenia i życia opisanego w Księdze Mądrości długo przedtem, zanim Słowo stało się Ciałem: Udręczmy sprawiedliwego biedaka, nie oszczędźmy wdowy ani sędziwej siwizny starca nie uczcijmy. Nasza siła będzie nam prawem sprawiedliwości, bo to, co słabe, gani się jako nieprzydatne. Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszemu działaniu, zarzuca nam przekraczanie Prawa, wypomina nam przekraczanie naszych zasad karności. Głosi, że zna Boga, zwie się dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zgonie. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk prze-
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==