maz bozy

325 w Warszawie, bo na skutek wojny ze Szwecją rozgorzała bitwa o miasto. Zwłaszcza jednak podróże były wstrząsające: zniszczenia, spalone i opustoszałe wsie i miasta, zniszczone kościoły, wielu zmarłych. Nadto, przerażające pola bitew, gdzie nie zawsze był czas i miał kto pogrzebać tysiące zabitych. Ojciec Stanisław coraz bardziej zaczął troszczyć się o los tylu osób umierających nagle, bez katolickiego przygotowania do śmierci, to jest przyjęcia sakramentów: spowiedzi i Komunii św. – Wiatyku. Coraz więcej się też za nich modlił, w szczególności za żołnierzy poległych na polach bitew i ofi ary zarazy. Podejmował w ich intencji różne pokuty. A wśród zadań młodej wspólnoty mariańskiej, którą założył, zalecił wspomaganie dusz cierpiących w czyśćcu. Wszystkich, nie tylko zakonników, chciał zachęcić do tej praktyki, dlatego pisał w książce zatytułowanej „Mistyczna świątynia Boga”: Wreszcie do najwyższego rodzaju miłości należy wypraszanie u Boga wolności duszom, które znajdują się w płomieniach czyśćcowych, pobożnymi jałmużnami czy też różnymi innymi sposobami niesienia im pomocy. Po prostu bezbożny i nierozumny jest ten, kto nie wzrusza się ich mękami i nie niesie im pomocy, choć może to robić. Wielkim uczynkiem miłości jest towarzyszenie zmarłym w ich pogrzebie, lecz jeszcze większym dziełem jest, przez pobożne modlitwy uwalnianie ich dusz z grobu, z oczyszczających płomieni. Za dzieło równe temu uważaj niesienie pomocy pobożnymi modłami tym ludziom, którzy znajdują się w stanie śmierci duchowej, to jest w grzechu ciężkim, by z niej powstali. Marianie – pierwsi towarzysze o. Papczyńskiego w Puszczy Korabiewskiej i ci, którzy uczęszczali tam na Mszę św., jak i słuchacze jego kazań, utwierdzali się powoli w przekonaniu, że o. Stanisław Papczyński ma mistyczne doświadczenie czyśćca. Mówiono, że zstępuje on do czyśćca, a tam dusze cierpiące za grzechy proszą go o pomoc. Sam miał też doświadczać tych samych cierpień, które cierpią przebywający w czyśćcu, i w taki sposób również im pomagać. Czasami opowiadał swoim współbraciom jakiś fragment swoich doświadczeń czyśćcowych i gorąco zachęcał ich do wytrwałych modlitw za zmarłych. Nowy zakon miał im tę pomoc nieść przez modlitwę, umartwienia, ofi arowane cierpienia. Obecnie od założenia Zakonu Marianów minęły już przeszło trzy wieki, a pamięć o zmarłych nadal jest specjalnie pielęgnowana w modlitwach i pracy duszpasterskiej Zgromadzenia, np. z okazji Dnia Zadusznego przez całą oktawę zbierają się ojcowie i bracia mariańscy w swych kościołach i kaplicach, by polecać Bogu zmarłych, szczególnie tych, których imiona im polecono. We wspólnocie z Maryją, męczennikami i rzeszą wyznawców, którzy poprzedzili nas w drodze do domu Ojca, prośmy Ducha Bożego, który wskrzesił Chrystusa z martwych, aby wzbudził w nas pragnienie życia wiecznego, a wszystkim wiernym zmarłym dał udział w radościach nieba.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==