318 Podobną prawidłowość widzimy także w życiu o. Stanisława Papczyńskiego. Wpatrzony w życie Jezusa, Maryi i wielu świętych, nie spodziewał się łatwej drogi przy zakładaniu nowej rodziny zakonnej. Niepozorne, bardzo ubogie i pokorne początki potwierdzały w jego sercu słuszność jego poczynań i upewniały go, że idzie dobrą drogą. Wiedział również, jak bardzo odpowiedzialne i trudne jest to zadanie; czuł się niezdatnym, słabym narzędziem. Bogu jednak spodobało się właśnie to, co słabe, aby przeprowadzić swój plan. W jednym ze swoich pism o. Papczyński tak wspomina początki zakładania Zakonu Marianów: Boska dobroć i mądrość, mimo niezliczonych trudności stojących na przeszkodzie, rozpoczyna i przeprowadza to, co chce, nawet gdy środki, wedle ludzkiego osądu, są do tego niezdatne. Nie ma bowiem nic niemożliwego dla Wszechmocnego. Pokazało się to najwyraźniej we mnie, najnędzniejszym, najbardziej godnym pogardy grzeszniku, najlichszym, najbardziej niezdatnym narzędziu [użytym przez Boga] do założenia ostatniego w rzędzie i najmniejszego Zgromadzenia Księży Najświętszej Maryi Panny bez Zmazy Poczętej. Były we mnie: duch niestosowny, cnota żadna, roztropność mała, wszystko daleko za małe, [odpowiednie] dla marzenia raczej niż dla podjęcia się tak wielkiego trudu. Lecz sam Bóg, Bóg (któremu niech będzie wieczna, nieskończona chwała i dziękczynienie), jak mnie do tego swego dzieła opatrznościowo, to jest z miłością, miłosiernie, mądrze, cudownie pobudził, tak sam je wykonał i wykonuje na wieki wieczne. Ufności i pokory, mimo wszelkich trudności, Bóg uczył Założyciela Zakonu Marianów od pierwszych chwil jego życia. A i sam o. Stanisław, wpatrzony w przykład życia Maryi, od Niej uczył się, co znaczy, że „Bóg wejrzał na uniżenie swojej służebnicy”. Można powiedzieć, że dzięki naśladowaniu Niepokalanej Matki Pana także „wejrzał Bóg na uniżenie” jego i również w jego życiu uczynił „wielkie rzeczy”. W ten sposób o. Stanisław uczył się zaufania Bogu i powierzania mu swoich wszystkich spraw, także tych, które wydają się ponad ludzkie siły. Stale pocieszał siebie i innych obietnicą Pana Jezusa: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20b). Przebywając na Mazowszu, o. Papczyński dowiedział się, że w Puszczy Korabiewskiej, niedaleko dzisiejszych Skierniewic, znajduje się pustelnia, a w niej mieszka kilku weteranów wojennych. Za namową kierowników duchowych przyłączył się do nich i zaproponował im swoją wizję życia zakonnego. Ci, początkowo nieufni, w końcu się zgodzili. Co prawda, o. Stanisław nie zamierzał tworzyć pustelniczego zakonu, ale doszedł do wniosku, że można przecież zacząć zakładanie nowej wspólnoty w taki właśnie sposób i z ludźmi takimi, jacy są. Niestety, z czasem się okazało, że z owych kandydatów pozostał tylko jeden, zresztą, także nie bez sporych trudności. Pośród tych wszystkich wydarzeń o. Papczyński nie tracił ducha, pobudzał siebie i innych do trwania przy Bogu i mówił: Nie lękaj się przeto i ty podjąć nałożonych na ciebie apostolskich obowiązków. Bo On nie tylko
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==