271 Pobożna matka ożywiała dom rodzinny. Należała do Bractwa Różańcowego, Bractwa św. Anny Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Bogate było życie religijne środowiska. Jeszcze pod koniec XVII w. na terenie dekanatu działało 17 bractw. Wychowaniu rodzinnemu patronowała św. Anna. To nie przypadek, że w roku urodzenia o. Stanisława, nieopodal jego domu zbudowano kaplicę św. Anny. Żywa wiara matki sprawiała, że za wiarą szło zaufanie Bogu i zawierzenie siebie Bożej Opatrzności. Pewnego razu, kiedy Zofi a wracała z pielgrzymki do grobu Kingi w Starym Sączu, nagle z powodu obfi tych opadów wezbrał Dunajec, woda przewróciła łódź. Ona spodziewając się dziecka, całkowicie oddała się Bogu. Po ocaleniu, gdy urodził się syn Jan, ofi arowała go na służbę Bogu. 3. Ojciec Stanisław wzrastał w domu rodzinnym. Burzliwe było jego życie. Jako mały chłopczyk został poparzony, w czasie prac polowych spadł z drabiny, gdy miał 10 lat, zaraził się chorobą podczas panującej epidemii. Był umierający, nikt mu nie dawał nadziei na wyzdrowienie, jednak gdy w wielkiej gorączce zwlókł się z łóżka i napił zimnej wody, zaczął powracać do zdrowia. Będąc odpornym, szybko wychodził z chorób. W domu ojciec widział go w przyszłości jako dobrego gospodarza; wdrażany był w rytm codziennej ciężkiej pracy. Chciano też, żeby nieco się pouczył. Uczył się najpierw w szkole w Podegrodziu, a następnie w Nowym Sączu, w zakresie podstawowym. Ale zupełnie mu nie szła nauka. Przerywał ją ciągle, wszczynał bójki z rówieśnikami, mocno przeciwstawił się nauczycielowi, który deprawował dzieci. Mimo tego burzliwego dzieciństwa zaskarbił sobie przychylność rodziców. Dzięki temu, kiedy miał 15 lat, w 1646 r. pozwolono mu wyjechać do Jarosławia nad Sanem, miasta wielkiego handlu i słynnego z kolegium jezuickiego. W ciągu trzech miesięcy Jan zaliczył w gimnazjum trzecią klasę gramatyki. W nagrodę rodzice przysłali mu przez kupców pieniądze. Wraz z bratem Piotrem podjął kolejną szaloną decyzję – to, co było marzeniem młodych ludzi – wyjechać do Lwowa, do miasta, w którym skupiał się ówczesny świat. I tu srodze się zawiódł. Tamtejsze kolegium było sławne, przyjmowało uczniów, ale trzeba było protekcji. On takiej nie miał. Żeby przeżyć, podjął się pracy korepetytora, a następnie przyjął posadę nauczyciela w szkole na obrzeżach Lwowa. Mógł swobodnie żyć. Ale w 1648 r. miasto nawiedziła zaraza febry przywleczona przez Kozaków. Zaraził się Jan, stracił pracę i mieszkanie. Nie miał sił i odwagi wracać do domu. Żył po norach jak kloszard. Choroba pustoszyła organizm, a do febry doszedł świerzb. Gdy w Wigilię Bożego Narodzenia wyszedł z nory, by żebrać o chleb, nie miał już sił na powrót. Konający, kierując się instynktem ratowania życia, zawlókł się do sieni jakiegoś domu. Gospodarze na noc zapomnieli zamknąć drzwi. Gdy rano zobaczyli żebraka o przerażającym wyglądzie, mimo obaw o przeniesienie za-
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==