maz bozy

261 pogardzał głębokimi dolinami i wstąpił na górę, to znaczy, abyś zawsze obierał wyższy stopień doskonałości i starał się go osiągnąć. Drugi, abyś z pośpiechem pracował nad zbawieniem swoim i swoich bliźnich, abyś nie pozwalał sobie, zwyczajem człowieka leniwego, na tracenie bardzo cennego czasu, lecz poświęcał go na zasługujące uczynki” (IC). Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski w 1983 r., w późno wieczornej rozmowie z tak licznie zgromadzoną młodzieżą i tak entuzjastycznie przeżywającą to spotkanie, postawił pytanie: „Czy wolno i czy warto być ambitnym?”. Nagle nastała cisza. Po chwili jakaś osoba z tego wielotysięcznego tłumu zawołała: „Taaaak!”. Papież podjął rozmowę i powiedział: „Tak, trzeba być ambitnym, trzeba mieć zdrową ambicję, między innymi pragnienie doskonałości i świętości”. W tej wielkiej pracy musimy pamiętać o drugiej prawdzie, że Maryja jest zawsze naszą Orędowniczką i Pośredniczką. Ona wstawia się za nami u Boga. Kardynał Wyszyński często mawiał: „Przez Maryję idziemy do Chrystusa”. W 1940 r. zesłano kobietę z Wileńszczyzny wraz z dwojgiem dzieci na Syberię, nad jezioro Usulskie. Miejsce zapomniane, jak mówiono, przez Boga i ludzi. Zamieszkali w baraku. Pracowano przy wyrębie lasu. Ciągle głód zaglądał w oczy. Pewnego razu w swoim skromnym dobytku kobieta znalazła wpiętą do sukienki igłę. Tam w okolicy nikt nie miał igły. Po ciężkiej pracy w lesie, nocami, dla tamtejszej ludności szyła i zarabiała na chleb. Pewnego razu musiała dłużej pozostać w lesie. Drzewo przywaliło koleżankę. Żeby psy nie rozszarpały ciała, zrobiła dla niej skromny grób w tej zmarzniętej ziemi. Gdy przyszła do baraku śmiertelnie zmęczona, dzieci pochowały się pod prycze. Domyśliła się, nie miała sił krzyczeć. Dzieci bawiąc się, złamały igłę. Ręce jej opadły. Zbliżała się zima. Po mężu, który zginął na froncie w pierwszych dniach wojny, pozostał tylko sweter. Postanowiła go sprzedać, by kupić chleba. A później umrzeć. Ktoś doradził, że 20 km na zachód jest kołchoz, zbierają kapustę, dyrektor życzliwy człowiek. Udała się tam. Dyrektor wyraził zgodę na transakcję. Posłał ją do żony. Ta do worka wrzuciła za sweter kilka główek kapusty. Gdy kobieta miała odejść, jej wzrok padł na dwa wielkie portrety: Lenina i Stalina. Ktoś się zsunął z przypiecka. Jakiś starzec. Zauważyła za jego plecami ukryty mały obrazek, ikonę Matki Bożej. Starzec wyciągnął palce pożółkłe od nikotyny i zapytał: „A ty to skąd? Co tu robisz?”. Powiedziała, że z Polski..., jest zesłańcem..., że jest z dziećmi. Starzec odwrócił się w kierunku obrazka Matki Bożej, uczynił znak krzyża i wypowiedział słowa modlitwy: „Boże daj... Matko Boża wyproś..., Matko Boża wyproś, by się wróciła do swojej ojczyzny...”. Nie wiedziała, kiedy wróciła do baraku. Płakała całą drogę. Po latach poniewierki, w 1946 r., na stacji granicznej Polska – ZSRR zatrzymał się pociąg. Z jednego z wagonów wysiadła owa kobieta z dziećmi. Całowała polską ziemię... a w jej uszach dźwięczał głos starca syberyjskiego, który polecał ją opiece Matki Bożej.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==