maz bozy

246 Mówiłem o rzeczywistości murów i rzeczywistości ulic. A trzeba mówić o rzeczywistości Boga i rzeczywistości sumienia. Bóg jest sumieniem powszechnym, powiada Wittgenstein. I tego będę się trzymać, bo może cząstka tego zakołacze we mnie. Z sumienia budzi się współczucie nie tylko wobec głodnych9. I pisze w innym wierszu: Należy mówić o sumieniu. Bez sumienia Nie ma wejścia w ciemności, które stają się Światłem, w chaos, który staje się ładem, W ciszę, która staje się dźwiękiem i harmonią10. Pod koniec XX w. na festiwalu fi lmowym w Berlinie „Złotego Niedźwiedzia” otrzymał fi lm pt. Dworzec nadziei. To historia dwóch kobiet żyjących w wielomilionowym brazylijskim mieście – Rio de Janeiro. Jedna z nich to Dora, emerytowana nauczycielka, druga – jej koleżanka Irena, pracownica poczty. Dora postanawia dopracować do swojej skromnej emerytury. Na stacji autobusowej otworzyła sobie stoisko i pisze listy analfabetom. Oni przyszli z dalekiego interioru do tego miasta, w poszukiwaniu chleba i pracy. W domach pozostawili żony, matki, dzieci. Dora wieczorem zaprasza koleżankę na kawę i czyta listy, które odsłaniają bardzo osobiste problemy... Kobiety śmieją się, komentują. Niektóre z listów zostaną wysłane, inne zaś lądują w szufl adzie. Pewnego razu do stoiska przychodzi młoda kobieta z małym synkiem Joshuą. Chłopiec zapragnął zobaczyć tatę, który ich opuścił i poszedł z fi rmą poszukującą ropy do puszczy brazylijskiej. Ta młoda matka w ostrych słowach dyktuje list. Wieczorem emerytki podobnie komentują zapisane słowa. Jakie zdziwienie, kiedy na następny dzień przychodzi ta sama młoda kobieta z dzieckiem, żeby napisać drugi list, bo tamten był za ostry. Kiedy odchodzą od stoiska, rozpędzony autobus śmiertelnie potrąca młodą niewiastę. Synek Joshua, zostaje sam... bez matki... bez ojca... Przyszedł do stoiska i rączkami uchwycił się stołu. Dora czuje jakby cierń wbił się jej za paznokieć; zaczęła odpędzać chłopca. Gdy to nie przynosiło rezultatów, zwinęła interes i idzie do domu. Następnego dnia pierwszym interesantem był malutki Joshua. Nie mogła znieść jego czarnych, patrzących z nadzieją oczu. Chwyciła go i zaprowadziła do agencji towarzyskiej! Wieczorem opowiada to Irenie. Ta pełna oburzenia krzyczy na nią, że jest podła, i że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Dora podrywa się i biegnie, by odebrać chłopca. Wszystko zostawia i postanawia z nim iść w kierunku puszczy brazylijskiej w poszukiwaniu jego 9 W. Wirpsza, Liturgia, Mikołów 2006. 10 Tamże.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==