maz bozy

220 Monarsza godność Chrystusa jeszcze bardziej ujawniła się w scenie ukoronowania cierniem. Jezus w tym stanie przywodzi na pamięć króla Salomona, również ukoronowanego w Jerozolimie. Ale tamtemu włożono na głowę koronę ze złota i drogich kamieni. Temu natomiast diadem z ostrych cierni. Salomona ukoronowano dla chwały – Chrystusa dla zniewagi. Tamtemu koronę na głowę włożyła najdroższa matka, Temu – najgorsza macocha Synagoga. Wyniesienie Salomona miało miejsce w dniu zaślubin i w radości serca, poniżenie Jezusa – w smutku i w dniu Jego śmierci. Realizm w opisie męki powraca jeszcze raz u o. Papczyńskiego, kiedy kontempluje on Chrystusa wiszącego na krzyżu. Podczas gdy Zbawiciel wypowiadał swoje ostatnie słowa, krew Jego spływała strumieniami z przebitych rąk i nóg. Zrosiła ona drzewo męki, podobnie jak przedtem kolumnę biczowania, i właśnie wtedy dokonała się konsekracja krzyża – tego drzewa, o którym śpiewa Kościół Wschodni: Quam sacer cruor perunxit fusus Agni corpore. Momentem istotnym konsekracji krzyża było jego zetknięcie się z ciałem Chrystusa i zroszenie krwią. Odtąd drzewo krzyża stało się, po Chlebie Eucharystycznym, największą świętością chrześcijaństwa i przedmiotem najbardziej godnym czci. Ojciec Stanisław widzi zapowiedź tej czci już w krzaku gorejącym na pustyni, do którego Mojżesz mógł się zbliżyć jedynie bez obuwia, gdyż miejsce to było święte (por. Wj 3,5). Przypieczętowaniem jednak dzieła uświęcenia drzewa krzyża była śmierć Chrystusa, którą Papczyński opisuje w sposób plastyczny i pogłębiony teologicznie. Właśnie wtedy krzyż stał się największą świętością dla uczniów Chrystusa, gdy zamilkło na nim Słowo, które stało się Ciałem. Głębia przeżyć Chrystusa cierpiącego jest widoczna nie tylko w realizmie, z jakim o. Papczyński je przedstawia, ale i w opisie duchowych przeżyć Jezusa. Towarzyszyły one Chrystusowi podczas wszystkich wydarzeń męki, ale w pewnych momentach ujawniały się w sposób szczególny. Jednym z najbardziej dominujących przeżyć Zbawiciela było wewnętrzne wesele, z jakim wstępował On na drogę męki. Ujawniło się ono już na samym początku, kiedy Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy dał wyraz wielkiemu pragnieniu cierpienia i śmierci, by jak najszybciej dokonać dzieła odkupienia. Zachęcał nawet zdrajcę do pośpiechu (por. J 13,27). Zdumiewający jest ten pośpiech, z jakim Chrystus szedł ku swemu bolesnemu przeznaczeniu. Pragnął jak najszybciej umrzeć, by dać ludziom życie i ta właśnie perspektywa napełniła Jego duszę weselem, które ujawniło się w okrzyku wydanym po wyjściu zdrajcy: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony” (J 13,31). Uczucie wewnętrznego wesela towarzyszyło później Jezusowi podczas drogi krzyżowej, na której rozweselił się „jak olbrzym, co drogę przebiega” (Ps 19,6). Jak to możliwe, by po tylu doznanych plagach, po wielkim osłabieniu na skutek upływu krwi, Chrystus obciążony ogromnym krzyżem, mógł jeszcze się weselić?

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==