maz bozy

212 słowa, które by można interpretować w sensie „tortur”. Cały ten traktat opiera się na przeżytym, jako doświadczenie duchowe, prawdziwym zrozumieniu, czym jest Bóg i czym jest dusza, która kocha Boga. „Nie sądzę – pisze święta – żeby po szczęściu świętych w raju mogła istnieć radość, którą można by porównać z radością dusz w czyśćcu” (Traktat, rozdz. 2). W całej tradycji katolickiej nie brak analogicznych tekstów10. Dodajmy, że radość dusz w czyśćcu pochodzi stąd, że mimo swych mąk są już pewne swego zbawienia. Czyściec może być „Kalwarią”, ale nie „piekłem” o ograniczonym czasie trwania. „To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem” (KKK, 1031). W ofi erze Zbawiciela konającego na krzyżu doszła do głosu najwyższa miłość, a ta kojarzy się nam zawsze z niebem, nie z piekłem. Owszem, na Kalwarii było również piekło, ale nie na krzyżu, lecz obok niego. Piekło było w sercach tych, którzy przywiedli Chrystusa na ukrzyżowanie. 4. Kiedy mówimy o duszach w czyśćcu cierpiących, to zastanawiamy się, jaka jest natura ich cierpień. Czy Bóg nie mógłby „machnąć ręką” na nasze wszystkie niewierności, skoro odeszliśmy z tego świata pojednani z Nim w miłości? Czy nie mógłby zaniechać „zemsty” w ogóle lub sprawić nam jedno porządne lanie za wszystkie niewierności razem wzięte? – zapytuje Yves Congar. Dlaczego nie otwiera od razu swych ramion przed wracającymi z wygnania dziećmi, tylko każe im czekać u wrót raju? Można powtórzyć za św. Katarzyną Genueńską (Traktat, rozdz. 8 i 14) i Newmanem, że to nie Bóg odsuwa duszę od swego oblicza; to raczej dusza, widząc siebie, jaką była i jaką jest, odsuwa się od Boga i chroni się w sferę oczyszczenia. Nie może ona cieszyć się oglądaniem Boga inaczej niż jako krzaka gorejącego i słyszy te słowa: „Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą” (Wj 3,5). „Oczywiście, trzeba nam się oczyścić z reszty grzechów, z tego, co one w nas pozostawiły, a co nie pozwala nam mieć krystalicznej przezroczystości. On jest wszystkim, On jest absolutem, On jest świętym... Nawet jeśli przyszliśmy do Niego najlepiej, jak umieliśmy, to jednak szliśmy do Niego przy użyciu tego, co względne: dóbr tego świata, działalności tego świata, to znaczy ziemi, należącej do ludzi i stworzeń. Z tego wszystkiego musimy się wyplątać, a złoto naszej miłości musi się pozbyć nalotów nieczystości. Ogień ma nas oczyścić. Na pewno bylibyśmy bliżsi prawdy, widząc czyściec jako dalszy ciąg tych chwil lub stanów oczyszczenia wiary i miłości, jakie znają wszystkie dusze o głębszym życiu wewnętrznym, które naprawdę weszły na drogę całkowitego przywarcia do Boga. 10 Por. Yves Congar, Chrystus i zbawienie świata, Kraków 1968, s. 229.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==