maz bozy

211 zmarłych. W czasie tej ekstazy mieszkańcy klasztoru po spożyciu obiadu przyszli do celi o. Stanisława, aby zobaczyć, co się z nim dzieje. Myśleli, że już nie żyje i powiadomili o tym o. Ligęzę; naradzali się już w sprawie pogrzebu o. Stanisława. Ale przełożony nie przejął się tą wiadomością i zapewnił ich, że o. Stanisław nie umarł i że on wie, gdzie tamten się znajduje. Zaraz też o. Papczyński powrócił do życia i otrzymawszy błogosławieństwo przełożonego, wycieńczony przez gorączkę, udał się do kościoła, i do rzeszy wiernych wygłosił długie kazanie o potrzebie niesienia pomocy zmarłym w czyśćcu cierpiącym. Potem udał się do swego klasztoru, gdzie nakazał współbraciom odmawiać codziennie ofi cjum i różaniec za zmarłych oraz ofi arowywać za nich wszelkie zasługi, prace, posty, umartwienia i inne dzieła pobożne, aby zostali uwolnieni od nieznośnych kar. Współcześni o. Papczyńskiemu często opowiadali, że zamykał się on w celi na modlitwę i w ekstazie zstępował do czyśćca. W czasie ekstaz doznawał cierpień dusz czyśćcowych. Prosił wtedy Ojca Niebieskiego: „O Boże nieskończonego miłosierdzia, przymnóż mi cierpień, a im racz zmniejszyć karę”. W tym samym duchu formował też swoich współbraci. Wspominali później ze wzruszeniem, jak kiedyś w czasie ciężkiej choroby, rozważając cierpienia dusz czyśćcowych, przypomniał sobie, że ma złotą monetę węgierską. Prosił wtedy o. Józefa od Wszystkich Świętych, aby jak najszybciej ten ostatni pieniądz dał kapłanom na odprawienie Mszy św. za dusze zmarłych w czyśćcu cierpiących. Miłosierny Bóg odsłaniał czasem temu miłośnikowi dusz czyśćcowych szczególne tajemnice swej Boskiej Opatrzności. Pewnego razu, gdy o. Stanisław był z braćmi na modlitwie w chórze, widział jedną z dusz surowo sądzoną za swoje winy i drżącą z bojaźni przed wiecznym potępieniem. Ogarnięty litością nad nią, przerwał milczenie i rzekł do braci: „Módlmy się wspólnie za duszę, która w tej chwili jest sądzona”. Chociaż wówczas nie wyjawił nikomu, kim była owa dusza, przypuszczano, że był to król Jan III Sobieski, który w tym samym czasie skonał w Warszawie. Pobudzony miłością do zmarłych o. Papczyński ofi arowywał za nie wszystkie swoje choroby, cierpienia, trudy, prześladowania, posty, umartwienia, pokuty, dobre uczynki i zasługi. Ten sam obowiązek nałożył na swoich współbraci zakonnych. Dla zachęty napisał w swoim testamencie w 1692 r.: „Wszystkim, którzy poparli i ochraniali to maleńkie Zgromadzenie Niepokalanego Poczęcia, wzniecone przez Boga do wspomagania Wiernych Zmarłych, obiecuję podwójnie wielkie dobra z ręki Boga” (Testament I, 7). 3. W mentalności wierzących tkwi nieraz przekonanie, że czyściec nie różni się w sposób istotny od piekła, że dusze cierpią w nim podobne męki, z tym tylko, że te cierpienia nie są wieczne. Na szczęście najbardziej autentyczna nauka jest daleka od tych obrazów, jakie podsuwają nam ludzie o obsesyjnej wyobraźni. Klasyczny traktat św. Katarzyny Genueńskiej (†1510) nie zawiera ani jednego

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==