maz bozy

210 2. Kiedy mówimy o stanie pośmiertnej ekspiacji, trudno uniknąć pokusy traktowania o tych zagadnieniach w kategoriach przestrzenno-czasowych. Zawsze nam się wydaje, że czyściec to jakieś miejsce, a przebywanie w nim to przechodzenie przez kolejne, następujące po sobie momenty czasowe. Z tego powodu jesteśmy skłonni przeliczać pobyt w czyśćcu na dni, miesiące i lata. Zapominamy, że nie ma tam czasu przeszłego i przyszłego, że jest to wieczne teraz, że u Boga tysiąc lat jest jak jedna chwila i odwrotnie (por. 2 P 3,8) i że Bóg jest „TYM, KTÓRY JEST” (por. Wj 3,14). A jednak czyściec jest rzeczywistością. Na jego istnienie naprowadza Pismo św., mówią także o nim teksty z liturgii za zmarłych. Są one na tyle jasne, że powinniśmy z powagą przyjmować prawdę o czyśćcu. Kościół nie zmienił w tym punkcie swej nauki, jak to widać z Katechizmu Kościoła Katolickiego, dlatego idea o. Papczyńskiego, który założył zakon wspierający dusze czyśćcowe, jest wciąż aktualna. Ludzie zawsze umierali i będą umierać. Wielu też spośród nich, mimo umierania w stanie łaski uświęcającej, nie będzie przygotowanych na spotkanie z Bogiem, ale będą musieli przejść bolesne oczyszczenie w czyśćcu. Marianie mają być ich orędownikami, tak jak ich Założyciel. Dlatego marianie od samego początku byli przejęci troską o los zmarłych, a jej wyrazem był obowiązek codziennego odmawiania m.in. ofi cjum żałobnego. Pobudką do nabożeństwa za zmarłych stały się dla o. Papczyńskiego jego osobiste mistyczne przeżycia zstąpienia duchem do czyśćca i doświadczenie wielkich mąk dusz tam wypłacających się Bożej sprawiedliwości. Także sytuacja społeczno-polityczna w Polsce XVII w. pobudzała go do modlitwy za zmarłych. Nieustanne wojny z wrogami zewnętrznymi, a również zamieszki wewnętrzne przynosiły obfi te żniwo śmierci. Z powodu klęsk żywiołowych, głodu i epidemii ludzie tysiącami umierali nagłą śmiercią i jakże często szli nieprzygotowani na sąd Boży. Miłość chrześcijańska kazała o. Stanisławowi myśleć o tych więźniach czyśćca i śpieszyć im z pomocą. Wiedział, że większość ochrzczonych, jeśli chodzi o oczyszczenie duszy, skazana była na „kurację ogniową” po śmierci. Był tego świadomy, bo w swoich długich modlitwach schodził w duchu do czyśćca i obcował z przebywającymi tam duszami. Oto jeden z bardziej wymownych przykładów: W 1676 r. o. Papczyński pielgrzymował do sanktuarium Matki Boskiej w Studziannie, odległej od Puszczy Korabiewskiej ok. 50 km, ponieważ ciężko zachorował. Prosił o zawiezienie go do tamtejszego słynącego cudami wizerunku Świętej Rodziny. W klasztorze Filipinów w Studziannie był wówczas przełożonym o. Jan Ligęza, bliski przyjaciel i spowiednik o. Stanisława. Po spowiedzi i po Mszy św. o. Stanisław udał się do celi zakonnej. Tam poczuł, że traci zupełnie siły i zmysły. Na wpół umarły doświadczył w ekstazie tajemnicy cierpień dusz czyśćcowych. Widząc niezmierne ich cierpienia, poczuł, że Matka Najświętsza wraz z nimi prosi Wszechmocnego Boga, aby wrócił do pełni życia dla wspomagania

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==