208 ła wojnom, za drugi cel szczegółowy Zgromadzenia, a po powrocie do Puszczy Korabiewskiej zachęcał swych współbraci do modlitwy, pokuty i podejmowania wszelkich dzieł miłosierdzia w intencji zmarłych w czyśćcu cierpiących. Tradycja przekazała jeszcze inne opowiadanie o kontaktach o. Papczyńskiego z czyśćcem. W czasie pobytu w Luboczy z okazji rocznicy śmierci rodziców pana Karskiego, po nabożeństwie w kościele parafi alnym, o. Stanisław przed rozpoczęciem posiłku w gronie licznych zaproszonych gości wpadł w ekstazę, podczas której, jak później wyznał, oglądał męki dusz czyśćcowych. Gdy po pewnym czasie przyszedł do siebie, wstał od stołu i bez słowa skierował się do wyjścia. Ponieważ trudno mu było wydostać się spośród gęsto siedzących pod ścianą gości – duchownych i świeckich – przeszedł po suto zastawionym stole, nie dotykając niczego nogami czy habitem. W jednej chwili znalazł się przy drzwiach jadalni i wraz z woźnicą udał się pośpiesznie do puszczańskiego klasztoru. Zaskoczonym jego rychłym powrotem domownikom powiedział z wielkim wzruszeniem: „Bracia, błagam was, módlcie się za zmarłych, bo nieznośne męki cierpią!”. Potem zamknął się na kilka dni w celi; nic nie jedząc ani nie pijąc, modlił się gorąco o wyzwolenie dusz z mąk czyśćcowych. Pan Karski, chcąc wyjaśnić, co się stało z o. Papczyńskim przy stole w Luboczy, zaprosił go później listownie do siebie. Gdy o. Stanisław przybył do niego, tamten prosił go, aby opowiedział, co widział w owej ekstazie. Po długiej perswazji o. Stanisław wyjawił, że w chwili, gdy popadł w zachwycenie przy stole, został przeniesiony w duchu do czyśćca, gdzie oglądał surowe kary, jakie ponoszą tam niezliczone dusze. Przejęty głębokim współczuciem dla nich, powrócił do zmysłów i pośpiesznie, nie widząc przed sobą ani stołu, ani żadnej osoby, wyszedł z pomieszczenia i udał się do swoich braci zakonnych, by wspólnie z nimi ratować zmarłych w czyśćcu cierpiących. Współbracia o. Stanisława oraz inni jemu współcześni byli przekonani, że ilekroć wpadał w ekstazę, zawsze miewał wizje czyśćca. W każdym razie bardzo często w swoich napomnieniach kierowanych do współbraci, także w kazaniach wygłaszanych do ludu, jak najusilniej i ze łzami w oczach prosił o niesienie pomocy zmarłym, twierdząc, że o wiele większa ich liczba znajduje się w czyśćcu niż ludzi żyjących na świecie i że ogromnie cierpią, wypłacając się tam sprawiedliwości Bożej. Dlatego wszystkie swoje choroby, bóle, prace, prześladowania, których tak wiele znosił, posty, umartwienia i wszelkie inne dzieła pobożne składał w ofi erze za dusze czyśćcowe, a swoim braciom polecał, aby zawsze pamiętali o tym obowiązku miłosierdzia wobec zmarłych i polecali ich Błogosławionej Dziewicy Maryi Niepokalanie Poczętej, jako najłaskawszej Matce i najlitościwszej Protektorce dusz czyśćcowych. 4. Duchowy spadkobierca o. Stanisława Papczyńskiego, o. Kazimierz Wyszyński, podtrzymał później ideę Założyciela. Przebywając w Rzymie w 1751 r.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==