206 6. Jezus ukrzyżowany przekazał Matce swój Kościół. Jest to, według wyrażenia o. Papczyńskiego, dobra nowina dla grzeszników, bo w Kościele wymieszani są źli z dobrymi, odrzuceni z wybranymi. W ten sposób Chrystus powierzył Maryi w osobie Jana złych razem z dobrymi, nam wszystkim ofi arował Ją jako łaskawą Matkę. Rozważanie boleści Matki Najświętszej ma u o. Stanisława Papczyńskiego wymiar eklezjalny. Jego myśl biegnie od Chrystusa do Maryi, a od Maryi do Jej przybranych dzieci stanowiących Kościół. Otuchą napawa ich świadomość, że Matka Niebieska jest fi larem Kościoła, że go wspiera swą mocą, broni przed zagrożeniami swoją wytrwałością, radą, i modlitwą. I że tak będzie zawsze, aż do skończenia świata. Założyciel zakonu dusz czyśćcowych 1. Odkąd natura ludzka została zraniona przez grzech pierworodny, wszyscy nosimy w sobie zarodki zła. Jean Jacques Rousseau, propagator hasła kultu natury, nie miał racji twierdząc, że człowiek sam z siebie jest dobry i że zło, które nosi w sobie, jest skutkiem wpływów cywilizacyjnych. Wystarczy zaobserwować zachowanie się małych dzieci, aby pozbyć się złudzeń. Dziecko od samego początku, zanim ludzie zdążą je jeszcze zepsuć, a natura uszlachetnić, już jest potencjalnym egoistą. Drzemie w nim bakcyl zła, który z postępem lat coraz bardziej obejmuje jego władze umysłowe, nie wróżąc na przyszłość nic dobrego. Trzeba ogromnego wysiłku, aby rozprzestrzeniające się coraz bardziej w człowieku władanie złych mocy opanować i ujarzmić. Wiedzą o tym rodzice, nauczyciele i wychowawcy. Praca nad kształtowaniem ludzkiego charakteru trwa lata i właściwie nigdy się nie kończy. Kiedy młody człowiek wyjdzie spod opieki dorosłych, musi nadal samodzielnie podejmować wysiłki zmierzające do ciągłego korygowania cech charakteru i skłonności ducha. Egoizm, jego największy wróg, będzie zawsze dawał znać o sobie, zmuszając do czegoś w rodzaju wiecznej wojny domowej. Po tej walce, prowadzonej z różnym skutkiem i powodzeniem, człowiek schodzi w końcu z tego świata z mniejszym lub większym bagażem nieuporządkowanej miłości własnej i niskich ludzkich przywiązań. Niektórzy święci Pańscy przyłapywali siebie na egoizmie do końca życia. Byli wciąż niepocieszeni, że to zło, mimo wypowiedzianej mu bezpardonowej walki, wciąż daje znać o sobie. A cóż dopiero zwykli śmiertelnicy, którym może zbytnio nie zależało na tej walce i na wygranej. Tak więc człowiek schodzi ostatecznie z tego świata jakoby pokonany. Idzie ku swemu wiecznemu przeznaczeniu uwikłany w sprawy, z których nie potrafi ł się wyplątać, obciążony bagażem przeróżnych ludzkich upodobań. To zrozumiałe, że zanim stanie przed Stwórcą i Panem, musi się oczyścić.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==