Ad Honorem POLISH

59 czanina, nazwiskiem Snopek, stolarza, i tam dobrze ukryty spędził noc. Niespodziewanie wczesnym rankiem zobaczyły go matka rodziny oraz słu- żąca domowa. Bóg natchnął ich serca pobożnością i poruszone miłosier- dziem pozwoliły mu tam odpoczywać. Tymczasem niespodziewanie choroba zaatakowała mu nogi, które całe pokryły się wrzodami i nie było na nie żadnego lekarstwa. Choroba po- większała się z dnia na dzień, tak że wydawało się, iż gnije za życia. Z tego względu groziło mu wydalenie z pomieszczenia, aby nie zaraził innych. Bóg jednak wlał w serca mieszkańców domu taką moc miłości i współczucia, że nie brzydzili się nim, lecz raczej ubolewali nad jego losem, współczuli mu, płakali i litowali się nad nim. Tak najłaskawszy i miłosierny Bóg pouczył i przygotował wtedy jesz- cze młodzieńca na Założyciela Instytutu do niesienia pomocy cierpiącym w czyśćcu. Przez cierpliwość i ból przygotowywał przyszłego twórcę tej pomocy, aby [ten] sam będąc poddany cierpieniom i próbie, nauczył się współczuć duszom w ich niezwykle ciężkich mękach i miał większą miłość do nich, gdyż sam cierpiał i doznał współczucia, co okaże się niżej. 18. Dziękczynienie za trudne doświadczenia Dla uwielbienia Boga opowiem, jak wyzdrowiał z tej najboleśniejszej choroby nasz drugi Hiob cierpiący, dotknięty wrzodami przez Pana. Opo- wiem, w jaki sposób Bóg uśmiercający i ożywiający, dający wrzody i uwal- niający od nich, wyleczył go. Nie wiem tylko, czy ktoś uwierzy temu, co przekazuję, uwierzyć jednak może i powinien, gdyż powiadam o rzeczy najprawdziwszej, spisanej własnoręcznie przez o. Stanisława. Leżał w tym domu jak ewangeliczny ubogi Łazarz, a to, co według Pisma Świętego spotkało Łazarza, to samo przydarzyło się Stanisławowi. Domo- we psy podchodziły do niego, całkowicie pokrytego wrzodami, i z Bożego rozkazu lizały jego rany i wrzody. Któż spodziewałby się, że to właśnie sta- nie się uzdrawiającym lekarstwem, że przyniesie raczej zdrowie niż śmierć. Stało się tak z woli nieskończenie dobrego Boga, aby uzdrowić Stanisława tym dziwnym lekarstwem. Zachował go do wzniosłego stanu zakonnego i dla założenia w Kościele Bożym zakonu swej Najświętszej Matki, tak bar- dzo potrzebnego dla wspomagania cierpiących w czyśćcu. Przytoczę w związku z tym następujące słowa napisane przez samego Sługę Bożego Stanisława: Boże mój, bądź błogosławiony na wieki. Spraw, abym pozostał wier- ny powołaniu po przejściu tylu doświadczeń. Wiem, że sam z siebie jestem niezdolny do niczego dobrego. Nie dziw się, czytelniku, temu,

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==