Steponas Matulis new version
136 Steponas Matulis MIC na wygnanie, a sam się zamykasz w gorszym więzieniu, które otoczone jest ciemnością senności, bezczynności, gdzie człowiek zaczyna psuć się i rozkładać. Sam siebie skazujesz na zesłanie, ponieważ odłączasz się od grona prawdziwych, czynnych pracowników Kościoła. Co warte takie życie? Czyż nie daleko lepiej być skazanym na zesłanie, na więzienie dla Chrystusa, aniżeli dobrowolnie tkwić w więzieniu zbudowanym własny- mi rękami; aniżeli haniebnie dźwigać ukute własnymi rękami kajdany, w które zakuł nas wstrętny strach? Najbardziej zaś smutne jest to, że czło- wiek przebywający długo w tego rodzaju więzieniu lub na zesłaniu zaczy- na psuć się i rozkładać, albowiem żyje bez woli Boga, a często i wbrew Jego woli. Jeżeli zaś z powodu tych prac, które będziesz podejmował dla chwały Bożej, pożytku Kościoła i zbawienia dusz, wypadłoby ci pójść na zesłanie lub do więzienia, to będziesz miał tę pociechę i radość, że prze- bywasz tam ze swym Panem i Bogiem. Jeżeli będziesz w więzieniu dla Boga i z Bogiem, czyż nie stanie się ono dla ciebie miejscem odpoczyn- ku, a samo zesłanie czyż nie zamieni się w raj?” 57 . Ks. Jerzy Matulewicz widzi, że Kościół wszędzie jest prześladowa- ny lub jest ograniczany w wolności, że do wielu krajów nie wpuszcza się zakonników, z innych zaś zostają oni wypędzani, nie pozwala się wstępować do zakonu, zabrania się zakonnikom publicznie występować i działać 58 . Serce jego płonie gorliwością w winnicy Pańskiej i myśląc o sobie i swym Zgromadzeniu, pyta: „Cóż tedy mamy czynić? Czyżby się wyrzec swego powołania, porzucić drogę, którą Bóg nam wskazał? Czyż mielibyśmy zawsze ustępować i ulegać wszelkim niesprawiedliwym za- rządzeniom przeciwników Kościoła? Czyż wyrzekłszy się najdroższych ideałów mielibyśmy gdzieś pleśnieć, skurczywszy się i skuliwszy ze stra- chu? Jeżeli byśmy tak postępowali, doczekalibyśmy się, że pewnego dnia zabroniono by nam nawet być katolikami. Nie, przenigdy nie! Musimy iść śmiało i odważnie do celu drogą, jaką nam Bóg wskazuje i tam, dokąd duch Boży nas wiedzie, nie zważając na żadne przeszkody, nie lękając się niczego. Jeżeli będziemy pełni ducha Bożego, to w końcu wszystko 57 Tamże, s. 10-11. 58 Tamże, 25 października 1910, s. 13.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==