Moj Udzial 2018

Od strony ludzkiej to, co należało wykonać, jak zebranie i przeka- zanie wszystkich dowodów i dokumentów tym, którzy mieli obowią- zek wydać swój sąd i ogłosić werdykt, zostało w odpowiednim czasie zrobione. Tym łatwiej to się stało, że nie zabrakło szczególnej dobrej inicjatywy Prowincjała Andrzeja i wspaniałej ofiarnej współ- pracy Sekretarza prowincjalnego ks. Dariusza oraz br. Mirosława. Po podjęciu decyzji o beatyfikacji o. Stanisława należało jesz- cze wykonać ostatni akt przewidziany przez prawo: otworzyć grobo- wiec, przeprowadzić weryfikację szczątków kandydata na ołtarze i przygotować do kultu jego relikwie. Nie musimy się dziwić, że atmosfera poprzedzająca ten akt stawała się bardzo poważna, a wy- obraźnia niektórych ojców, zwłaszcza tych, którzy mieli w tej cere- monii uczestniczyć, zaczynała podsuwać najgorsze scenariusze: po 300 latach pewnie zobaczymy tylko garść prochu, a może po tylu historycznych zawieruchach, opuszczeniach i dewastacjach Wieczer- nika, różnych jego zarządcach, trumna okaże się pusta lub będą w niej szczątki niekompletne. Na pewno nie były to jeszcze wszystkie niepokoje. Na szczęście tylko ludzkie, bo Opatrzność o wszystkim już w początkach przygotowań do procesu pomyślała. W rezultacie ta ceremonia jak złota klamra zamknęła przy- gotowania do beatyfikacji o. Stanisława, które – pobudzony przez Boga – rozpoczął 250 lat temu o. Kazimierz Wyszyński. Bez prze- sady można by powiedzieć, że teraz Bóg pozwolił nam zobaczyć wielki cud, bo po 300 latach, po otwarciu trumny ukazał się oczom obecnych szkielet, a po weryfikacji medycznej stało się jasne, że brak chyba tylko jednej małej kosteczki. Pewnie gorączkowość spowodowana wielością zadań i przygotowań koniecznych do zorganizowania uroczystości beatyfikacyjnych uniemożliwiła nam dłuższe zatrzymanie się nad tym wielkim cudem i w pełni jego doce- nieniem. Dlatego chciałbym, po opisie swego doświadczenia i udzia- łu w procesie, jeszcze choć na chwilę nad tym się pochylić. Ktoś mógłby zaoponować i powiedzieć, że to nie cud, bo zwłoki zostały umieszczone w odpowiednich warunkach i dlatego kości się zachowały. Aż przez 300 lat? Przy tym, nie możemy abstrahować od konkretnych warunków i faktów: zwłoki nie zostały zabalsamowane; przy otwieraniu grobu początkowo po 4 latach, a następnie po 20 całe ciało było jeszcze zachowane, choć trumna już zgniła i wszystko brodziło w wodzie. Dopiero później szczątki 26

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==