Moj Udzial 2018
i przesłałem polskiemu prowincjałowi, ten, niewątpliwie gorący zwolennik kontynuowania sprawy beatyfikacyjnej o. Papczyńskiego, tak mi odpisał: „Jeżeli masz zamiar pisać dalej w ten sposób, to radzę zrezygnować z tego tematu i zająć się czymś bardziej pożytecznym dla Zgromadzenia, np. opracowaniem maryjnego i eschatycznego charyzmatu Zgromadzenia w ujęciu ściśle teologicznym, nie zaś historycznym”. Dobrze, że w tym przypadku nie musiałem za- stosować się do zdania prowincjała, bo o swoich krokach infor- mowałem rzymskich przełożonych, dawałem im do czytania swoje artykuły, a oni mieli inne zdanie. Napisanie teoretycznego traktatu o duchowości takiego kandydata na ołtarze, któremu zarzuca się poważne braki w zakresie duchowości i życia zakonnego, byłoby budowaniem zamku na lodzie. Przecież na tym etapie trzeba było koniecznie najpierw wyjaśnić, jakim faktycznie był o. S. Papczyński. Ciekawe, że uwagi prowincjała jeszcze bardziej upewniły mnie, iż zmierzam słuszną drogą. Byłem bowiem pewny, że jego wypowiedź pojawiła się jako reakcja emocjonalna na moje specjalnie zamie- rzone „uderzenie pięścią w stół” w sprawie o. Papczyńskiego. Towa- rzyszyła mu też szlachetna obawa, czy nie poszedłem za daleko w krytyce i oskarżeniach o. Krausa. Znowu intuicyjnie wyczułem tutaj zabiegi złego ducha, który chciał wykorzystać stan emocjo- nalny, a także dobrą intencję mego przyjaciela dla swojego celu. Nie miałem bowiem wątpliwości, że nie było to przemyślane zdanie prowincjała, a w jego niechęć wobec mnie jako swego przyjaciela nie mogłem uwierzyć. Dalszy ciąg pracy pod kątem beatyfikacji to przygotowanie procesu dotyczącego cudu za przyczyną o. Stanisława. Ponieważ pracę kontynuowałem oficjalnie jako wicepostulator, nie ma powo- dów, by jej przebieg szczegółowiej tutaj referować. Może tylko to, że niektórzy współbracia lepiej przygotowani ode mnie i mający więk- sze doświadczenie na polu prac beatyfikacyjnych, krytycznie oce- niali moją kandydaturę jako niedoświadczonego na urząd wicepostu- latora, ale temu wcale nie zamierzam przeczyć. Jeśli ponadto, nawet publicznie, krytykowali podejmowane przeze mnie kroki zmierza- jące do przygotowania procesu w sprawie cudu, to w rezultacie nawet lepiej się stało, że tak przełożeni zdecydowali, bo tym wyraźniej można było zobaczyć i większą mieć pewność, że nadzwyczajny cudowny fakt sprawił palec Boży i że do jego uznania nie przyczynił się geniusz czy biegłość człowieka (wicepostulatora). 25
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==