Moj Udzial 2018
w prace toczącego się procesu i dzięki temu umożliwił przekazy- wanie tego, co w opisanym wyżej wydarzeniu otrzymałem. Jednak od razu nie chciałem się przed ks. Kazimierzem zdradzać ze swego doświadczenia, bo uważałem, że nie czas „chwa- lić się” znajomością odpowiedzi na stawiane pytanie. Ta bowiem zo- stała mi dana bez obiektywnych poszukiwań i dlatego wymagała jeszcze sprawdzenia i doprecyzowania na podstawie dokumentów (o swym doświadczeniu opowiedziałem ks. Kazimierzowi po dłuż- szym czasie, dopiero podczas spaceru na placu przed kapliczką obja- wień w Fatimie, kiedy w 1990 r. byliśmy tam na Konwencie Generalnym). Innym współbraciom też chwilowo nie chciałem wy- jawiać znanej mi odpowiedzi, bo musiałbym powoływać się na swo- je prywatne oświecenie, narażając się może tylko na śmiech. Uwa- żałem, że odpowiedź powinna być uzasadniona dokumentami, a nie moim prywatnym oświeceniem, które choć nawet nie musiało być złudą, ale też nie musiało być przez innych przyjęte z wiarą. Dlatego postanowiłem najpierw zweryfikować wszystko ze źródłami, żeby móc dysponować argumentami obiektywnymi, sprawdzalnymi. Ze wspomnianych wcześniej badań znałem już dokument napi- sany po łacinie, mówiący o pierwszej mariańskiej fundacji. Po prze- czytaniu go, teraz uważniej już w nowym świetle, w pełni stanęła mi przed oczyma jasna wypowiedź o. Stanisława (zacytowana już wy- żej), mówiąca o tym, że założycielem Zgromadzenia jest sam Pan Bóg. Zauważyłem również, że o. Stanisław jednoznacznie powołuje się na fakt wyciśnięcia w swoim sercu obrazu Zakonu Marianów przez Ducha Świętego. Pisze o tym z okazji podejmowania w Lubo- czy kroków zmierzających do fundacji pierwszego domu zakonnego. Mówi także o odsunięciu na bok interesujących intratnych propozycji bp. J. Gębickiego, wyjawiając tym samym cenę, jaką płacił, żeby odpowiedzieć na wolę Bożą powołującą go do założenia nowego zakonu. Decydował się za wszelką cenę tę wolę wypełnić. O zasadach służących w retoryce do przenicowania czyjejś opi- nii z dobrej na złą też cokolwiek pobieżnie wiedziałem z Prodromusa o. Papczyńskiego. Wiedziałem także z wcześniejszych badań, że o. K. Wyszyński bardzo usilnie nalegał na rozpoczęcie procesu bea- tyfikacyjnego o. Stanisława, i dlatego przyszła mi myśl, żeby zoba- czyć, co mówi ten, który przecież znał poważne zarzuty wysuwane wtedy przeciw o. Papczyńskiemu, a pomimo to tak bardzo był 17
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==