Moj Udzial 2018
domowym sposobem w postaci zeszytów (najpierw jako maszy- nopisy, a potem jako wydruki komputerowe). Zebrane po jakimś cza- sie zeszyty złożyły się na całą książkę: O. Stanisław od Jezusa Maryi Papczyński. Badania i refleksje , wydaną w Warszawie w 1998 r. Chociaż nie miałem wątpliwości, że usłyszane na jawie pytania, przez kogoś zostały do mnie rzeczywiście skierowane, a odpowiedzi na nie też zaraz realnie mi przekazane, ale uważałem, że przy tego rodzaju doświadczeniach trzeba trzymać się zasad przewidzianych przez mistrzów życia duchowego. Uznałem więc, że w tak ważnej sprawie Założyciela i Zgromadzenia Marianów powinienem o wszys- tkim informować nie tylko swego kierownika duchowego, lecz także ojca generała i przełożonego domu. Tak też w praktyce postąpiłem i nadal tej zasady się trzymałem. Ponadto, choć byłem o wszystkim wewnętrznie przekonany, ale dla upewnienia się, że przeżyte doświadczenie nie miało tylko su- biektywnego charakteru, że odpowiedzi nie są złudne, fałszywe i nie- obiektywne, uważałem, iż trzeba będzie ich treść sprawdzić w doku- mentach źródłowych. Najpierw jednak udałem się do ks. K. Krzyżanowskiego, który przecież zebrał w Positio wiele potrzeb- nych dla procesu dokumentów, niejednokrotnie miał je w ręku i czy- tał. Nic nie mówiąc o swoim doświadczeniu, zadałem mu to samo pytanie: „Dlaczego o. Papczyński był taki kłótliwy?” itd. Ksiądz Kazimierz chwilę pomyślał i dał mi bardzo krótką, lakoniczną od- powiedź: „Nie wiem!”. Przeżyłem z tego powodu lekki szok, bo odpowiedź była dla mnie nieoczekiwana. Trudno mi było w pierw- szym momencie pojąć, jak ten, który zabiega o wyniesienie na ołtarze o. Stanisława, może nie znać odpowiedzi na pytanie, za którym przecież idą poważne zarzuty o brak świętości. Na jakiej więc opiera się podstawie, starając się o beatyfikację? Nie musimy się jednak zbytnio dziwić tej niewiedzy, bo w XVIII w. również na takie pytania nie znaleziono odpowiedzi. Po naszym krótkim spotkaniu i po refleksji zacząłem jednak z kolei podziwiać pokorę ks. Kazimierza, który nie starał się uciekać do żadnych pokrętnych wyjaśnień, wybiegów i niejasnych odpowie- dzi, ale z prostotą powiedział tak, jak jest. Że chodziło o autentyczną pokorę (podkreślam, że nie uciekam się tutaj do kurtuazyjnej prze- sadnej grzeczności!), okazało się to po niedługim czasie, kiedy bez żadnego oficjalnego tytułu ks. Kazimierz praktycznie włączył mnie 16
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==