maz bozy

361 licznych trudności i nieporozumień. Jego stała gotowość na pełnienie w życiu jedynie woli Bożej umożliwiła mu rozpoznanie tego niezwykłego powołania, które Bóg dla niego przeznaczył – powołania do założenia zakonu poświęconego czci Niepokalanego Poczęcia NMP. Inny rys duchowości o. Stanisława, który czyni go szczególnie podobnym do Jezusa Chrystusa, to przyjęcie cierpienia. W życiu o. Papczyńskiego, patrząc po ludzku, nie brakowało wydarzeń bardzo trudnych. Żywa wiara i zjednoczenie z Bogiem pomagały mu dostrzegać także i w tych wydarzeniach Bożą obecność. Jako pierwsze można wymienić doświadczenie ciężkiej choroby w młodości, w okresie oczekiwania na przyjęcie do kolegium jezuitów we Lwowie, jeszcze przed wstąpieniem do zakonu pijarów. Udziałem o. Stanisława stała się niemoc fi zyczna, nędza, bezdomność i wszystkie łączące się z tym upokorzenia. Nieoczekiwanie doznał wówczas pomocy najpierw od nieznanego człowieka, potem od pewnej lwowskiej rodziny. Ciężka choroba i niespodziewana pomoc zaowocowały w jego życiu wrażliwością na ludzi ubogich i pokrzywdzonych przez los. Innym doświadczeniem cierpienia było niezrozumienie ze strony niektórych współbraci i przełożonych w zakonie. Była to sytuacja dopuszczona przez Pana Boga, aby w o. Stanisławie mogło dojrzeć jego główne życiowe powołanie, jakim było założenie Zgromadzenia Marianów. Po opuszczeniu przez o. Stanisława, za zgodą Stolicy Apostolskiej, zakonu pijarów, do końca życia zachował on w sercu miłość i duchowe przywiązanie do tego zakonu. Również początki nowej wspólnoty zakonnej, Zakonu Marianów, były naznaczone ogromnymi trudnościami, najpierw w znalezieniu współtowarzyszy, potem we właściwym ich uformowaniu, a następnie w uzyskaniu dla młodej wspólnoty ofi cjalnego zatwierdzenia ze strony władz kościelnych. Doświadczanie cierpień i przeciwności owocowało w życiu o. Stanisława miłością do krzyża Jezusa Chrystusa. W jednej ze swoich konferencji przypomniał słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24), po czym dodał: „Mówi to słusznie; wierny bowiem i obdarzony nieprzeciętną cnotą sługa, ma to do siebie, że z takim samym duchem trwa przy Panu w momentach radosnych, jak i przykrych, tak w okolicznościach pomyślnych, jak i w przeciwnościach. Godzien zaś haniebnego piętna jest ten, kto idzie z Panem udającym się na ucztę, a ucieka od upadającego pod ciężarem krzyża”. Miłość do krzyża była u o. Stanisława owocem własnego życiowego doświadczenia. Nie było w tym jednak nic z cierpiętnictwa. Ojciec Papczyński był człowiekiem szczęśliwym i uważał się za kogoś ponad miarę obdarowanego przez Boga. Pod koniec swojego życia mógł powiedzieć: „Składam dzięki Boskiemu Majestatowi za łaski, przychylność, dary i błogosławieństwa, którymi zostałem najhojniej obsypany”. Sercem Ewangelii i najważniejszym przykazaniem w chrześcijaństwie jest miłość Boga i bliźniego. Owocem zjednoczenia człowieka z Bogiem jest mi-

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==