322 łania. W życiu rodzinnym często obserwujemy matki i ojców poświęcających się dla dzieci. Nie czują ponoszonych trudów, nie tylko dlatego, że widzą wzrost swoich pociech, ale również z tego powodu, że w głębi serca noszą przekonanie, iż ich dzieci są Bożym darem, którym oni zostali obdarowani, oraz kiedy widzą, że ich dzieci postępują w dobrem, żyją po Bożemu. Podobnie może być w życiu kapłana, który nauczając prawd wiary, może cieszyć się ze swoich owoców, kiedy widzi, że młodzież garnie się do Boga i Kościoła. Prawdziwa jednak radość płynie z tego, że ci, którym pomaga, napełniają swoje serca wiarą, nadzieją i miłością, która nigdy nie przeminie. I że to wszystko podoba się Bogu. Sytuacja jest trudniejsza, gdy takich rezultatów nie widzimy. Ale i wówczas pozostaje wiara i ufność, że dobre ziarno wyda kiedyś dobry owoc. Podobną drogę dojrzewania, ale też przez wiele prób, przechodził Założyciel Zakonu Marianów, o. Stanisław Papczyński. Wymarzył w swym sercu sposób życia i pracy nowego zakonu, jednak od początku napotykał niezliczone wręcz przeszkody. Wiele osób, duchownych i świeckich, nie mogło zrozumieć, po co ma powstać jeszcze jeden nowy zakon dla mężczyzn, i do tego jeszcze polski. Takich przecież nie było. Wielu wydawało się, że wystarczy, iż są w Polsce inne zakony. A jednak Bóg w swojej Opatrzności zapragnął nowej wspólnoty zakonnej, tym razem polskiej, dla uczczenia tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Maryi i dla posługi w Kościele, zwłaszcza wśród ubogich i zapomnianych oraz dla wspomagania zmarłych. Założyciel nie załamywał się trudnościami, nie dał się też uwieść sukcesom, kiedy zaczęli zgłaszać się kandydaci i zaczęły powstawać nowe fundacje. Wpatrzony w Chrystusa, dojrzewał w świętości i mądrości. Chcąc zaś pomóc innym, pisał: Mądrość Boża potrafi przeplatać radość ze smutkiem, a smutek z radością: raz zmysły napełnia najsłodszym miodem, a innym razem wlewa w nie najbardziej gorzką żółć. Chcesz poznać przyczynę, dlaczego tak czyni? Dlatego żeby pośród słodyczy dusze się nie psuły. Bo podobnie jak solą przyprawiamy potrawy, aby je zakonserwować, tak Najwyższa Mądrość, Stwórca i Rządca wszechrzeczy, gorycze przeplata słodyczami, a słodycze goryczami; po miłych rozkoszach i krzepiących przyjemnościach uderza w naszą duszę twardym młotem cierpień, by ciesząc się zawsze pomyślnością, nie splamiła się brudami pychy; by dotknięta dłużej trwającymi, a nawet ciągłymi niepowodzeniami, pozostała nietknięta, nienaruszona i niezepsuta. Dokładnie tego samego doświadczyła Najczystsza Bogarodzica Dziewica. Podczas ogromnie radosnego święta Najwyższa Mądrość – Bóg przeszył Jej serce mieczami boleści. Każdej poszczególnej Jej radości towarzyszyły poszczególne smutki: jednak na pewno nie dlatego, by zabezpieczyć Jej ducha nieznającego zmaz i zawsze kwitnącego, lecz żeby go jeszcze bardziej umocnić i by osiągnął większą chwałę w mieszkaniu i krainie wiecznego pokoju.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==