Marianin Krzysztof Szwermicki

przyszedłem, aby służyć. proboszcz irkucki (1856–1894) 184 my: skarpety z zajęczej skóry, buty ze skóry jeleniej sięgające do uda, portki i kurtka zajęczym futrem podbita, czapa z lisiego futra, chuchlanka – futro z młodych renów sięgające do kolan, na wierzch wdziewało się dachę, tj. obszerny tołub ze skór renów lub saren, i wreszcie nakładało się rękawice lisim futrem wewnątrz i zewnątrz wybite. Tak ubrany podróżnik według Szwermickiego nie może się obawiać nawet pięćdziesięciostopniowego mrozu. Niemniej on sam tej przeprawy omal nie przypłacił życiem. Na zdobycie przełęczy stracili cały dzień, zaś pokonanie śniegowo-lodowego szczytu przełęczy zajęło im kilka godzin. Szwermicki zanotował: Jest to straszliwie męcząca przeprawa, nawet dla Tunguzów, zręcznych i przywykłych do niej. Biedni! Idą, krzyczą, podtrzymują narty i ludzi, zmęczą się do ostatka i upadną na śnieg, ledwo oddychając, po chwili odetchnienia znowu wracają do swojej pracy. [...] Żal bierze patrzeć na nie [...], naokoło żadnej roślinności, żadnej istoty żywej, żadnego ptaszka, słyszysz tylko wycia i świst wichru, patrząc na to [...] czujesz się na umyśle przygniecionym i posmutniałym. Dusza podnosi się do nieba, a człowiek myślą wzlatuje nad te skały; gwałtem z objęcia ich chce się wyrwać [...], tak też i serce człowieka przejmuje dreszcz zimna i śmierci.218 Droga między stacjami z Dżugdżuru do Nelkanu liczyła sześćdziesiąt dwie wiorsty, ale była nadzwyczaj górzysta i po przejechaniu ledwie jej połowy dla wytchnienia osłabłych renów zatrzymano się nocą na postój w lesie. Tunguzi rozpalili ogień, do imbryka nasypano śniegu i „wkrótce siedząc na śniegu, delektowaliśmy się ciepłym napojem. Przemarzliśmy i przeziębli okropnie, dlatego herbata, chociaż tylko ciepła i dymem przejęta, wydała się nam przewyborna”219. 218 Tamże, s. 110–111. 219 Tamże, s. 116.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==