Marianin Krzysztof Szwermicki

przyszedłem, aby służyć. proboszcz irkucki (1856–1894) 172 i jaśminu, nazwaliśmy to kaplicą i upiększyliśmy ołtarz jak można najuroczyściej i razem najprościej. Z wieczora wspólnie pomodliliśmy się przed tym ołtarzem. Nazajutrz zaś o samym wschodzie słońca, już znowu przed tym ołtarzem klęczeliśmy, błagając miłosierdzia Boskiego. Po krótkiej nauce o ważności pokuty świętej wysłuchałem spowiedzi biednych żołnierzy, a podczas Mszy Świętej posiliłem ich niebieskim pokarmem Ciała i Krwi Chrystusa. Ksiądz Krzysztof z rozrzewnieniem opisywał misyjne spotkania na Syberii. Czynił sobie wyrzuty, że w porównaniu z tymi dziesięcioma zesłańcami oraz apostołami i różnymi męczennikami, a także ubogimi żołnierzami, modlącymi się w „świątyni pod gołym niebem” – jest niegodnym sługą, i wołał: „O jakże daleko mi do nich [...]. Boże, zapal moje serce miłością”. Ten mocny tekst płynący z serca apostoła Krzysztofa jest prawdziwym wyznaniem wiary, pełnym pokory i prostoty tchnących z kapłańskiego serca. Przepiękny, duchowy tekst, który tu przytaczamy jest rachunkiem sumienia i bogatą, wprost mistyczną refleksją po świętej leśnej liturgii. Niewysłowione uczucia wstrząsały wtedy sercem człowieka, nie dając się w żadną formę słowa ująć; stąd w czasie Najświętszej Ofiary westchnieniom z głębi duszy pochodzącym towarzyszyły łzy radości, wdzięczności i głębokiego rozrzewnienia. Mimo woli nasuwały się tłumem rozmaite myśli; myślałem o mojej niegodności i ociężałości ku służbie Bożej; porównywałem bowiem niezmordowany zapał owych poświęconych i duchem bożym namaszczonych mężów, owych męczenników dobrowolnych, misjonarzy katolickich, którzy nieraz w podobnej świątyni, jak ja teraz, zanosili modły i ofiary do tronu Bożego. O jakże mi daleko do nich [...]. Oni ubodzy jak Chrystus, jak apostołowie, ja przeciwnie, bo wszystko miałem na swoje usługi; oni pełni

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==