280 wrzesień trudniejszy etap – etap cierpień. Jadąc do pracy, wpadłam w poślizg, będąc w ósmym miesiącu ciąży. Koziołkowałam dziesięć metrów ze skarpy w Rabce i pamiętam dokładnie te słowa, jakie wypowiedziałam: „Matko Boża, jeśli mam żyć, to ratuj mnie i dziecko”. I tak się stało. W cudowny sposób zostałam ochroniona: nie straciłam przytomności, nie zostałam zmiażdżona, bo z samochodu został tylko wrak, a tylko nad moją głową dach był nietknięty, szyba wyleciała, a ja na ciele, zwłaszcza na brzuchu, nie miałam żadnego sińca, […] tylko od uderzenia lewą nogą w drzwi lewe biodro uległo złamaniu. Z zawodu jestem fizykoterapeutką i pracowałam w swoim zawodzie piętnaście lat, dlatego wiedząc dobrze, jakie czekały mnie następstwa, całkowicie oddałam się w opiekę Matce Bożej i Panu Bogu. Wybrałam życie dziecka, nie pozwalając na żadne zabiegi […] mojej nogi. Piotruś urodził się w terminie, to znaczy po dwóch tygodniach, przez cesarskie cięcie – cały i zdrowy. A ja później w ciągu dwóch lat przeszłam pięć operacji – łamanie biodra, wstawienie endoprotezy, wycinanie przetok. Były to bardzo bolesne operacje, ale z perspektywy czasu nauczyłam się jednego, że jeśli tak naprawdę idzie się za Chrystusem, to niesie się cierpienie – krzyż. Bo cierpienie to
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==