Listy polskie 2018

i pragnienia pod tymwzględem się zbiegły, bo niedawnomówiliśmy tu wła- śnie o tym, jak by to dobrze było, gdyby ci, co są proboszczami, mogli u sie- bie urządzić małe internaciki i wychowywać przyszłych pracowników dla Kościoła. Skoro nieco popracuje Drogi Ksiądz, znajdzie zapewne w para- fii i więcej takich chłopaków, którzy by chcieli uczyć się i Bogu służyć, a nie mogą z powodu braku środków, opieki i należytego kierunku. Ilu takich chłopaków zdolnych marnuje się, a przy opiece należytej i nawet małym tylko nakładzie sił i środków, mogliby oni zostać dobrymi pracownikami w Kościele. A  pracowników tymczasem tak mało w Ko- ściele, zresztą ich nigdy nie było za wiele, zwłaszcza dobrych. Można by takich chłopaków 12, 13-letnich, a nawet starszych zbierać i wychowy- wać. Rodzice sami po wsiach chętnie by oddali swoich chłopców, by kto się podjął ich wychowywać; oddają bardzo chętnie na misjonarzy lub do służby Bożej, a nawet do ich wychowywania przyczyniają się i datkiem pieniężnym i różnymi rzeczami w naturze. Z czasem można by urządzić dla takich chłopaków stancję pod opie- ką jakiejś pobożnej niewiasty. Skoro się da ideał wyższy, boski, tacy chło- pcy sami później wychowują jedni drugich, a nieodpowiednich usuwają. Zresztą i dozorca by się znalazł. Może to są marzenia moje, ale mnie się zdaje, że w ich urzeczywistnieniu nic niemożliwego nie ma. To pewne, że trzeba namwychowywać sobie ludzi, na to wyłożony kapitał będzie najle- piej procentował dla chwały Bożej. Może by się dało ściągnąć owego kleryka z III kursu wydalonego dla braku zdolności, mógłby być wielką pomocą. Jeżeliby zrezygnował on z kapłaństwa i zgodził się pozostać świeckim pracownikiem, to mógłby i tu przyjechać i mógłby wiele dobrego zrobić dla chwały Bożej, pozosta- jąc świeckim. Prawda, jemu wojsko grozi, ale to nic, bo mógłby tu praco- wać całe życie; dla ludzi dobrej woli nigdzie nie zabraknie pola do pracy. Owego młodzieńca, co kończy zakład ks. Folkmana, też mógłby Dro- gi Ksiądz wziąć do siebie; mógłby tammieszkać, dopóki się nie przygotu- je do egzaminu z 4 klas i nie uwolni się od wojska, potemmógłby tu przy- jechać, a potem zobaczymy, może by go się umieściło w seminarium albo może tu mógłby kończyć nauki. Tacy młodzieńcy mogliby dopomóc wy- chować i uczyć owego chłopca i innych, których w przyszłości się znaj- dzie. Co do kosztów, to o ile się znajdzie osobę Bożą do gospodarstwa, one są małe na wsi. Z rządem też by się dało jakoś rzecz załatwić. Do ks. Kazimierza Bronikowskiego MIC 44

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==