nakowo pasterzem. Z˙al mi było tego pogardzanego narodu i chciałem, z˙eby zobaczyli, z˙e biskup ani nimi, ani ich je˛zykiem nie gardzi. Lecz z drugiej strony nie chciałem wywoływac´ skandalu”103. Biskup przybył do Wilna rannym pocia˛giem w dniu ingresu, 8 grudnia, w uroczystos´c´ Niepokalanego Pocze˛cia Najs´wie˛tszej Maryi Panny. Po drodze składał mu z˙yczenia proboszcz z parafianami z Landwarowa. Na dworcu wilen´skim powitali go przedstawiciele Kapituły, Rady i miasta. Pierwsze kroki skierował do Ostrej Bramy. Został powitany przez gospodarza sanktuarium prałata Franciszka Wołodz´ke˛. Odmówiono Litanie˛ do Matki Boskiej i ods´piewano Pod Twoja˛ obrone˛. Tam wre˛czono Biskupowi list premiera Voldemarasa. Z˙a˛dał, aby przedstawicielom Rady i rza˛du pozwolono w pierwszej kolejnos´ci powitac´ Biskupa po Mszy s´wie˛tej, w przeciwnym razie nie wezma˛ w niej udziału. Z˙ a˛dał tez˙, z˙eby probulla była odczytana po białorusku. Biskup potwierdził poprzednie ustalenia, z˙e gospodarzem jest Kapituła i ona ustala kolejnos´c´ przemówien´, ale prosił, z˙eby wszystkich godzic´. Kapituła zdecydowała, z˙e po białorusku nic nie be˛dzie, natomiast jes´li Rada i rza˛d be˛da˛ nalegac´, pozwoli im na powitanie go w pierwszej kolejnos´ci104. W drzwiach katedry powitał Orynariusza prałat Michalkiewicz wraz z ksie˛z˙mi. Po czym Biskup przywdział szaty pontyfikalne i rozpocza˛ł ceremonie ingresu. Katedra była wypełniona po brzegi ludz´mi, a poza nia˛ zalegały tłumy. Biskup przemówił najpierw od ołtarza po łacinie do ksie˛z˙y, a naste˛pnie z ambony do wiernych po polsku i po litewsku. Jak sie˛ póz´niej dowiedział, sprawa kolejnos´ci przemówien´ od dwóch tygodni była przedmiotem ostrego sporu pomie˛dzy Polakami a Litwinami105. Kazanie było czysto religijne. Mówił: „Staje˛ przed Wami nieznany, dlatego przede wszystkim prosze˛ o jedno – uwaz˙ajcie mnie za sługe˛ Chrystusa, przysłanego do Was po to, aby ukazywac´ Wam droge˛ do nieba i prowadzic´ Was do wiecznego szcze˛s´cia. Odta˛d be˛dziemy z˙yc´ jak jedna wielka rodzina duchowa, której be˛de˛ ojcem i przewodnikiem w trudnej duchowej drodze. [...] Nie odepchne˛ od siebie nikogo. Ze wszystkimi z˙yja˛c w zgodzie, be˛de˛ sie˛ troszczył, aby panowała mi156 103 Journal, s. 153-154. 104 Journal, s. 154-155. 105 Journal, s. 158.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==