Powołanie i misja

O. Taudt zeznaje, że po takich adoracjach połączonych z rozpamiętywaniem męki Chrystusowej często widywał go we łzach41. Te łzy (mimo wielkiej powagi po adoracji) podczas sprawowania Mszy św. i po niej, upoważniały więc świadków do mówienia o jego bardzo gorącej i żywej pobożności eucharystycznej42. Jak widać, dla o. Kazimierza Msza św. nie była tylko nabożeństwem, które należało dokładnie według rubryk odprawić, ale rzeczywistym uobecnieniem - na sposób bezkrwawy - krwawej ofiary złożonej na Kalwarii przez żywego Jezusa Chrystusa, który z niepojętej miłości do nas wybrał mękę i śmierć. Wczuwając się w sytuację Chrystusa i solidaryzując się z Nim męczonym i umierającym, sam o. Kazimierz w jakiś sposób partycypował w Jego śmierci. Swym młodszym współbraciom tłumaczył, że powinni z lękiem zbliżać się do składania eucharystycznej Ofiary i dodawał, że sam, przygotowując się do niej, idzie do ołtarza jakby na spotkanie ze śmiercią. A kiedy nadchodził rzeczywisty koniec jego życia, tj. moment, w którym uświadomił sobie, że to już może być ostatnia Msza św., cały był tak rozdygotany i poruszony, jakby przeżywał swój „Ogrójec”. Pytany wtedy o samopoczucie wyraził je słowami: Trzeba się lękać Ofiary43. Łzy o. Kazimierza, o których mówi o. Taudt, zapewne były skutkiem rozmaitych przeżyć, podobnie jak podczas rozważania męki Chrystusowej u o. Papczyńskiego: z jednej strony ogromny żal i smutek wyciskający gorzkie łzy, że przyczyną męczarni i śmierci Chrystusa staliśmy się my grzesznicy; a z drugiej - wdzięczność i radość aż do łez z powodu niepojętej miłości Boga do nas44. 41 Tamże, 433. 42 Tamże, 410. 43 A. Fischer, Życie, cnoty i śmierć święta…, 72. 44 Toteż z jednej strony rozdziera się z bólu moje serce, gdy Ci współczuję, najmiłościwszy Jezu, ale z drugiej strony zalewa mnie fala radości, gdyż wiem, że z powodu Twojego biczowania sam uniknę zasłużonego biczowania za swoje grzechy. Smuci się bardzo moja dusza i powinna się smucić, bo gdyby tego nie czyniła, byłaby niegodziwa; dlatego jęczy moja dusza, mówię, gdy, o mój Jezu, zdaje sobie sprawę z tego, że wydaję Ciebie skazanego na biczowanie, jakby największego zbrodniarza, ale jednocześnie bardzo się ona cieszy i powinna się radować, bo gdyby się nie radowała, byłaby niewdzięczna. Dusza moja raduje się najbardziej wtedy, gdy widzi Cię przejętego Wacław Makoś MIC 110

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==