Marianin Krzysztof Szwermicki

69 z cytadeli warszawskiej do irkucka Chyba nie ma pamiętnikarza ani zesłańca, który po dotarciu do Uralu nie zatrzymałby się fizycznie i duchowo, myśląc o swoich bliskich, o ojczyźnie, o Bogu, o dalekiej czarnej przyszłości. Ksiądz Szwermicki pełen wspomnień również zatrzymał się przy granicznym monumencie, gdzie „wszystko odżyło i odświeżyło się w mej pamięci”111. Ural – granica Europy i Azji. Na samym szczycie olbrzymi, czworoboczny monument. Jego ściany zapisane od góry do dołu: daty, nazwiska, bolesne wykrzykniki, miłosne zaklęcia, słowa przysięgi, a większość nazwisk i treści to słowa polskie. Prawie każdy tu klęka i żegna się, żegnając się na długo, może na zawsze. Ilu tu ludzi łzy wylało – wie to tylko Bóg. Mało jest na tym Bożym świecie miejsc, które są świadkami tylu łez, tylu westchnień, tylu rozdartych serc i dusz, desperackich zawodzeń, załamań i lamentów. Następnym ważnym miejscem postoju był Tobolsk. Był to punkt rozdziału zesłańców na poszczególne gubernie i właśnie tam nastąpiło rozstanie Szwermickiego z towarzyszami. Tobolsk bowiem był wyznaczonym miejscem zsyłki braci Skarżyńskich.112 Przeprawiwszy się przez pyszny Irtysz, stajemy w Tobolsku. Tu po trzydniowym odpoczynku, rozstawszy się z moimi kolegami, z mocno ściśniętym sercem i ze łzami w oku, sam jeden między dwoma żandarmami, pędziłem po 300 i więcej wiorst na dobę bez przystanku. Okropnie jeżdżą po Syberii [nieczytelne]. Jak usiądzie pasażer i woźnica, to dwóch ludzi, którzy siłą trzymają konie, odskakują gwałtownie na bok, a tarantas leci jak na kolei żelaznej 30–40 wiorst, bez żadnego odpoczynku. Konie były zdziczałe, często łapane prosto z krążących dzikich stad, dlatego gnały jak szalone.113 111 Szwermicki, Relacja, GAIO, F. 297, op. 1, d. 24. 112 P. Wilkońska, Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, t. III, dz. cyt., s. 90–93. 113 Szwermicki, Relacja, GAIO, F. 297.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==