Marianin Krzysztof Szwermicki

67 z cytadeli warszawskiej do irkucka Dalej jego szlak wiódł przez Tiumeń, Omsk, Nowosybirsk, Krasnojarsk, Niżnieudyńsk. Gubernia krasnojarska urzekła go bogactwem potężnych iglastych borów, nietkniętych jeszcze ludzką ręką, oraz majestatem licznych gór. Trzeba przy tym wszystkim mieć świadomość, że podróż ta w rzeczywistości wcale nie była sielanką, ale męczarnią. Szwermicki przebywał dzień w dzień w zamkniętej, ciasnej budzie, często o głodzie i chłodzie, kilkakrotnie nawet zagrożony śmiercią, ale – jak sam wyznał – dzięki wierze i Opatrzności Bożej, mimo ciągłych utrapień i smutnego, niepewnego losu zesłańca, zachował optymizm, pogodę ducha i wrażliwość na piękno. Wyjątkowo niebezpieczną przeprawę przez Wołgę, szeroką na osiem kilometrów, opisał w swojej relacji do kuzynki: Muszę ci opisać naszą przeprawę przed dotarciem naszym do brzegu tej władczyni rzek północnowschodniej Europy. Było to już przed Kazaniem [kwiecień], pokazała ona swe dumne łono oczyszczone już z natrętnych lodów, które ją więziły. Lecz jakby na przekorę jej duszy, właśnie wtedy, kiedy mieliśmy się przeprawić, ogromna bryła, masa lodu, długa na kilka wiorst [kilometrów] i szeroka może na kiloAleksander Sochaczewski, W drodze do katorgi lub Poranek w kopalni z 1897 r. (Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej).

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==