przyszedłem, aby służyć. proboszcz irkucki (1856–1894) 194 przyjmować ziemi i zapomogi, bo jej przyjęcie zamykało im drogę powrotu do kraju. Taka była Syberia, jak ją oceniła autorka: „Nie wiem, czy jest jakiś kraj na świecie, gdzieby zepsucie i demoralizacja głębiej sięgały. Łupiestwo i sprzedajność urzędników, zła wiara u kupców, zbrodnie i zabójstwa”241. Agaton Giller, który dobrze poznał losy syberyjskich zesłańców, wyznał z serdecznym współczuciem: „Serce mi się kraje, gdy patrzę na nich, straconych dla kraju, gdy widzę wpływy, które mają im wydrzeć ducha, mowę i wiarę ojczystą”242. Krzysztof Szwermicki zdawał sobie sprawę, jak wiele duchowej pociechy i zwykłej ludzkiej radości, umocnienia i nadziei, wnosiła potrzebującym zesłańcom wizyta księdza – również zesłańca. Przypominał on o rodzinnej mowie, o przywiązaniu do religii ojców i o tym niezmiernie istotnym fakcie, że kilka tysięcy kilometrów dalej jakiś ksiądz pamięta o kilku zesłańcach, a czasem nawet tylko o jednym i pragnie go odwiedzić nie z przymusu, ale z pragnienia serca. Kilkudniowa wizyta księdza była i dla niego, i dla zapomnianych zesłańców głębokim duchowym przeżyciem i rekolekcjami. Wzruszający opis takiego spotkania pragniemy tu przytoczyć: Aby odwiedzić jedną wioskę, w której były tylko dwie rodziny katolickie i kilku bezżennych [zesłańców – JK], pojechaliśmy na skróty przez lasy. Akurat jeden z osadników wiózł słomę do domu. Zaszokowany podchodzi i pyta: „Kto to tędy jechał?”. Przewodnicy mówią [że] ks. katolicki. Ten jakby osłupiały z niedowierzaniem i nieśmiałością, zdejmuje czapkę i trzyma w jednej ręce, rękawice w drugiej i dla przekonania mówi po żmudzku „Pochwalony Jezus Chrystus”, ja opowiadam po żmudzku „Na wieki wieków”. Na te słowa czapka i rękawice z rąk mu wyleciały. Po chwili, jakby 241 P. Wilkońska, Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, t. III, Warszawa 1907, s. 93. 242 A. Giller, Opisanie Zabajkalskiej Krainy w Syberii, dz. cyt., t. I., s. 24.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==