przyszedłem, aby służyć. proboszcz irkucki (1856–1894) 176 dze duszpasterskiej oddalał się od Amuru najwyżej o trzydzieści wiorst, bowiem dalsze tereny były bezludne, przygnębiające, jak je opisywał, „zawsze jakieś smutne myśli mną miotały, że ta ziemia pusta i bezludna, podobna była raczej do mogiły, jak do ziemi przez żywych zamieszkałej. [...], że na koniec tak wielka przestrzeń nas oddala od rodzinnych stron, od krewnych i przyjaciół”199. Wybrzeża amurskie od Ustriełki w stronę Nikołajewska na długości około dwóch tysięcy wiorst były rzadko zamieszkane przez miejscowe plemiona Goldów i Gilaków. Jedynie stacje pocztowe w większości były zarządzane i obsługiwane przez kozaków, a niektóre przez kilku żołnierzy liniowych. Utrzymywali oni konie pocztowe, przygotowywali dla nich paszę (siano) i czuwali nad sprawnym funkcjonowaniem żeglugi i poczty państwowej. Wśród żołnierzy stanicy byli też katolicy, dlatego Szwermicki odwiedzał wszystkie stanice położone w pobliżu Amuru. Znalazłszy katolików, odprawiał dla nich, w różnych warunkach, czynności duchowne. Często poza stanicą, poza domem, wśród krzewów... Ta służba odbyła się w całym znaczeniu najuroczyściej. Z jednej bowiem strony majestatycznie wznosiło się słońce, którego złociste i lśniące promienie odbijały się i kąpały w nurtach Amuru [...]. Ptaszęta, szczebiocząc i śpiewając, wtórowały nam. kiedyśmy pobożnie śpiewali Święty Boże i Bóg naszą ucieczką. Ryby nawet, niekiedy nad powierzchnią Amuru pluskając, zdawało się, że okazywały i wyrażały niejako swoją radość.200 Ta misyjna podróż była niezmiernie uciążliwa, a nawet niebezpieczna. Niektóre momenty wymagały odwagi, hartu ducha 199 Tamże, s. 45. 200 Tamże, s. 67.
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==