337 aneksy byli od pojmowania szczytnych zadań swoich. Pozostanie tedy księdza Szwermyckiego w Irkucku uznać musimy za akt poświęcenia wielkiego z jego strony, bo nie brak przywiązania do stron ojczystych i rodziny, lecz gorąca miłość ku tym nieszczęśliwym, którzy wrócić do kraju nie mieli prawa, więc pozostawać musieli bez pociechy religijnej na obczyźnie, wpłynęła głównie na postanowienie księdza Krzysztofa. Poświęcenie uczuć swoich najdroższych dla dobra bliźnich stanowiło cechę znamienną charakteru proboszcza irkuckiego. On należał do tych rzadkich już dzisiaj typów, którzy całą istotę swoją niosą w ofierze bliźnim; drugą cechą jego było oddanie się całkowite zajęciom powołania duchownego, a nie rozpraszanie sił swoich na czynności uboczne, chociażby one pozornie były tak niewinne, jak polowanie, jak uprawa roli, pielęgnowanie drzew owocowych, lub hodowla kwiatów i pszczół, albo znowu chociażby one były tak modne, tak powszechnie i fantastycznie uprawiane, że żaden „porządny obywatel” od nich stronić nie śmiał, jak np. granie w karty na zebraniach wieczornych lub politykowanie przy herbacie, piwie lub winie. Unikając stale wszystkich zabaw i rozrywek, odwlekających myśl w strony niewłaściwe, a do tego najczęściej deprawujących umysł i serce, ksiądz Krzysztof poświęcał cały swój czas parafianom, kościołowi i szkółce, skupiał wszystkie władze swego umysłu w jedno ognisko, z którego promieniowały na zewnątrz czyny nieustannego miłosierdzia. Będąc przez czterdzieści lat proboszczem jednej z najobszerniejszych parafii na Syberii, sięgającej na północ aż do Oceanu Lodowatego, a na południe do granic Mongolii, widział mało szczęścia wśród swoich, lecz natomiast był świadkiem ciągłej niedoli, nędzy ciężkiej, łez gorzkich wielu, a często i zwątpienia. Obcując stale z nieszczęściem, nie był nigdy obojętnym jego widzem, przeciwnie, odczuwał głęboko męczarnie życia wygnańczego, starał się też
RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==