Marianin Krzysztof Szwermicki

336 aneksy W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, z chwilą, gdy wskutek manifestów rozmaitych nastąpiło pozwolenie co do przesiedlenia się zesłanych na Syberię do guberni Rosji europejskiej, Irkuck stał się na czas pewien miejscem zbiorowym dla wracających na zachód. Tutaj, po długiej nieraz rozłące, spotykano się znowu, ażeby rozstać się ponownie, a najczęściej już na wieki. Wśród ciągłego przypływu i odpływu fali towarzystwa wygnańców polskich w Irkucku występowały na jego widowni grupy osób lub pojedyncze osobistości, które pozostawiły po sobie ślady mniej lub więcej głębokie w umysłach i sercach rodaków, bawiących wtedy na wygnaniu. Czy którykolwiek z tych ostatnich zechce przekazać potomnym imiona ludzi zasłużonych na polu działalności cichej, lecz głęboko patriotycznej na Syberii, trudno dzisiaj powiedzieć; najczęściej brak danych, potrzebnych dla uzupełnienia wspomnień pośmiertnych, staje dobrym chęciom na przeszkodzie. Co do mnie, to bawiąc w Irkucku zawsze dorywczo, a nigdy długo, mało miałem sposobności do zebrania materiału dla krótkich nawet notat biograficznych. To, co mi się udało dotąd zachować w pamięci, lub to, o czym jeszcze dowiedzieć się mogę od niewielu pozostałych przy życiu kolegów wygnania, postaram się umieszczać, w miarę możności, przy niniejszych obrazkach ze wschodniej Syberii. Rozpoczynam dzisiaj od biografii proboszcza w Irkucku, księdza Krzysztofa Szwermyckiego. Należał on do starej generacji sybiraków, był bowiem zesłany do wschodniej Syberii na mieszkanie w roku 1851. Po sześcioletnim tam pobycie mógł wrócić do ojczyzny, a to na mocy „ogólnej amnestii”, ogłoszonej po wstąpieniu na tron cesarza Aleksandra II, nie uczynił tego jednak, lecz pozostał w Irkucku, ażeby tam pełnić obowiązki proboszcza, gdyż nikt z kraju na dobrowolne takie wygnanie odważyć się wtedy nie śmiał, ci zaś, którzy z musu na te posady przybywali, dalecy

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==