Ad Honorem Immaculatae Conceptionis Mariae

39 pieczeństwo. Wiatr tak przechylił barkę, że woda do niej się wlewała, a maszt dobrze popękał. Niewiasty, które tu były, zaczęły głośno płakać. Wszystko jednak ucichło, gdy poleciliśmy się opiece Najświętszej Panny i naszego Ojca Stanisława. Druga burza powstała w ciągu dnia, około południa, ale i ta wkrótce ustała dzięki opiece Matki Bożej. Wtedy ludzie mogli wzmocnić się jedzeniem i piciem. Gdy nadszedł czas, my również spożyliśmy posiłek, mając ze sobą chleb, ser i wino. Czerwiec 1 czerwca [1753] Na morzu przed wieczorem powstały jeszcze większe burze. Ludzie stracili już niemal nadzieję. A i my zdając się na wolę Bożą przygotowywaliśmy się na śmierć. Ożywiła nas myśl, że nie żal nawet utonąć w tym świętym przedsięwzięciu, gdy udajemy się w taką drogę ze względu na cześć Matki Bożej. Nawet właściciel barki zaczął tracić nadzieję i wydawało się, że chce uciec na łodzi, która zwykle jest przyczepiona do barki. Zapewne przewróciłby nas wiatr, gdyby nie domyślili się opuścić żagle. Bardziej jeszcze dopomogła nam opieka Matki Bożej i wstawiennictwo naszego Czcigodnego Sługi Bożego Ojca Założyciela. Gdyśmy się im gorąco polecili, ucichła burza i zaczął powiewać sprzyjający wiatr. Dzięki temu 2 czerwca w dwie godziny po północy szczęśliwie dopłynęliśmy do portu znajdującego się 7 mil od Genui. I tak wydobyliśmy się z tych niebezpieczeństw. A ja nie innej wzywałem pomocy, tylko swojej zwyczajnej: Immaculata Virginis Mariae Conceptio sit nobis salus et protectio – Niepokalane Poczęcie Maryi Dziewicy niech nas będzie zbawieniem i obroną. Często też i koronkę o dziesięciu cnotach Najświętszej Maryi Panny powtarzałem, groźne chmury żegnałem i wzywałem wstawiennictwa naszego Czcigodnego Ojca [Stanisława]. 2 czerwca [1753] Rano właściciel barki, Piotr Muzi, dowiózł nas łódką na brzeg i nic od nas nie wziął. Był bowiem przekonany, że to dzięki nam wszyscy wyszli cało z niebezpieczeństwa.

RkJQdWJsaXNoZXIy MjI2Mw==